Wejściówka - jedyna taka galeria w mieście

Tadeusz Piersiak
09.12.2010 , aktualizacja: 09.12.2010 21:42
A A A Drukuj
Szymon Parafiniak pokazał w Fot. Fot: Grzegorz Skowronek / AG Szymon Parafiniak pokazał w "Wejściówce" m.in. plakaty zapowiadające wydarzenia muzyczne
- Jak wygram w totolotka, to zaproszę całą redakcję na miesiąc na Karaiby - obiecał Jarosław Kobyłkiewicz, który prezentował swoje prace w Wejściówce. Osiem lat i siedem miesięcy działalności galerii, w której odbyło się 101 wystaw podsumowuje Tadeusz Piersiak.
Prof. Ryszard Osadczy był pierwszym twórcą prezentującym swoje prace w
Fot. Fot: Grzegorz Skowronek / AG
Prof. Ryszard Osadczy był pierwszym twórcą prezentującym swoje prace w "Wejściówce". Pięć lat później uświetnił otwarcie wystawy małych artystów z całego kraju, w tym z częstochowskiego przedszkola nr 12, uczestniczących w konkursie plastycznym "Z legendą po Polsce"
Maciej Kędziora
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Maciej Kędziora
Leon Maciej
Fot. Fot: Sebastian Adamus / AG
Leon Maciej
Wojciech Kołsut
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Wojciech Kołsut
Rok 2004. Wystawę swoich obrazów przygotowuje Sabina Lonty. Pomaga jej mąż Roman, też jeden z artystów
Fot. Grzegorz Misiak / AG
Rok 2004. Wystawę swoich obrazów przygotowuje Sabina Lonty. Pomaga jej mąż Roman, też jeden z artystów "Wejściówki", w której prezentował plastyczne impresje z podróży po Meksyku
Werner Lubos
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Werner Lubos
Borys Michalik z córką i Tomaszem Sętowskim
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Borys Michalik z córką i Tomaszem Sętowskim
Michał Błachut
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Michał Błachut
Za kilka dni "Gazeta" przenosi się do nowej siedziby przy ul. Racławickiej 6a. Wraz z przeprowadzką zamykamy rozdział pod nazwą: galeria Wejściówka.

Od czego się to wszystko zaczęło, tak naprawdę do końca nie pamiętamy. Na pewno jedną z inspiracji była chęć promowania dokonań częstochowskich twórców. Pojawiła się m.in. podczas rozmów z przedstawicielami Związku Polskich Artystów Plastyków, którzy narzekali, że ich sklep w III Alei nie budzi zbyt dużego zainteresowania kupujących. Wśród wielu omawianych wtedy pomysłów był i taki, by wykorzystać witryny naszej redakcji do prezentowania np. obrazu tygodnia czy miesiąca.

Wreszcie w połowie 2002 roku zapadła ostateczna decyzja: dzieła sztuki będziemy pokazywać w korytarzu przy wejściu do redakcji. Oczywiście baliśmy się, czy nasi artyści zechcą chwalić się swoim dorobkiem na ledwie pięciometrowej z okładem ścianie. Ośmieliliśmy się jednak zwrócić z zaproszeniem do prof. Ryszarda Osadczego, grafika związanego z Instytutem Plastyki ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej (dziś Akademii im. Jana Długosza). Nie odmówił, powiesił swoje grafiki i... stało się. W czerwcu 2002 roku galeria ruszyła.

Z korytarza "Gazety" do Nowego Jorku

Dziś pora się przyznać: zapraszaliśmy na początku twórców zaprzyjaźnionych, licząc na ich wyrozumiałość. Wydawało się nam, że szaro-beżowa ściana z natryskiwanym tynkiem nie jest dość godnym tłem dla malarstwa, grafiki, fotografii. Że ekspozycje będą zmniejszać i tak już niewielką przestrzeń. Po kilku wystawach okazało się jednak, że to miejsce stworzone do ich organizowania. I kiedy jedna wystawa była zdjęta, a ściana czekała na następną, pomieszczenie wydawało się strasznie puste, gołe i nieprzytulne.

Nasza minigaleria szybko została zaakceptowana przez czytelników i artystów. Chwaliliśmy się przy każdej okazji, że to najmniejszy, ale i największy salon wystawienniczy miasta. Choć mieścił ledwie kilka prac miał doskonalą frekwencję. Każda osoba przychodząca do redakcji czy biura ogłoszeń musiała spojrzeć na nie z mniejszym czy większym zainteresowaniem.

Dodatkową publicznością byli czytelnicy "Gazety". Informacje o wystawach i ich autorach za pośrednictwem papierowego i internetowego wydania szły w świat. Wkrótce fotograf Janusz Mielczarek chwalił się, że dzięki publikacji w internecie kontakt z nim odnalazł kolega ze Szczecina nie widziany przez lata.

- Gratuluję pomysłu - chwalił nas grafik prof. Grzegorz Banaszkiewicz, którego prace też zawisły w naszej galerii. - Miejsc promowania plastyki nigdy dość.

Tych chwil satysfakcji zaczęło pojawiać się coraz więcej. Oto dzięki ekspozycji w redakcji malarka Maria Ogłaza została zaproszona do udziału w aukcji charytatywnej organizowanej przez Wiesława Ochmana w Nowym Jorku. Z czasem nasi autorzy zaczęli sprzedawać niektóre prezentowane prace. Galeria krzepła też wewnętrznie. Najpierw zyskała profesjonalny osprzęt ekspozycyjny - systemu do dziś zazdroszczą nam artyści. Potem kupiliśmy listy oświetleniowe, robiąc z nich rampę eksponującą prace.

Tam, gdzie wydaje się wejściówki

Przez kilka miesięcy galeria była tylko galerią. Aż postanowiliśmy zrobić wśród czytelników konkurs na jej nazwę. Pod koniec stycznia 2003 roku podczas otwarcia wystawy rysunków Barbary Szyc mogliśmy ogłosić nazwę galerii i nagrodzić pomysłodawcę. To Grzegorz Kruszyński z Rudnik nazwał nasz salonik Wejściówką. O prymat walczył jego pomysł i nazwa Pod Prasą.

- Oglądając w telewizji program "Jazda kulturalna" usłyszałem o książce "Miastówka" - opowiadał ojciec chrzestny. - Skojarzyłem to z waszym konkursem i tak pojawiła się Wejściówka. I nie chodziło mi tylko o to, że galeria mieści się przy wejściu do redakcji. Wielokrotnie również miałem okazję odbierać różne zaproszenia i wejściówki w recepcji, obok której wiszą prace.

Przy okazji jubileuszu dwulecia Wejściówki pan Grzegorz chwalił naszą galerię: - Jestem u was mniej więcej raz na dwa tygodnie i z przyjemnością zatrzymuję się przy wystawach. Najbardziej podobały mi się obrazy Jacka Pałuchy. Jestem dumny, widząc wymyśloną przez siebie nazwę w "Gazecie".

Po dwóch latach w Wejściówce pojawiła się księga pamiątkowa. Jako pierwszy wpisał się ówczesny prezydent Częstochowy Tadeusz Wrona: "Składam serdeczne pozdrowienia dla redakcji Gazety Wyborczej szczególnie z okazji wielu działań na rzecz częstochowskiej kultury i jej promocji. Na pewno jednym z takich działań jest galeria Wejściówka, która od dwóch lat daje możliwości wystawiennicze naszym twórcom. Życzę następnych równie interesujących inicjatyw."

Wtedy mieliśmy za sobą ledwie 25. wystawę. Wkrótce 50., 75. i wreszcie setną. Ta ostatnia jakoś umknęła nam w chwili, gdy wszyscy byliśmy już zajęci zbliżającą się przeprowadzką częstochowskiej "Gazety". W chwili kiedy Wejściówka stawała się historią, trochę było nam żal, że nie dość dbaliśmy o spisywanie jej dziejów. Po kolejnych rewolucjach informatycznych, które przeszły przez redakcję, nie wszystkie noty o 101 wystawach udało się odnaleźć w archiwum. Co więcej - nie wszystkie nazwiska autorów (przepraszamy!). A gości przecież mieliśmy przemiłych. Od tuzów częstochowskiej i polskiej plastyki, po debiutantów, którzy dziś śmiało kroczą własnymi ścieżkami.

Tylu fajnych ludzi

"Dziękuje za miłe przyjęcie" - napisał w księdze pamiątkowej Jarosław Kobyłkiewicz przy okazji swojej wystawy w lutym 2007 roku. Zadeklarował: "Jak wygram w totolotka, to zaproszę całą redakcję na miesiąc na Karaiby".

- Zaszczytem było móc wystawiać swoje prace w Wejściówce - potwierdziła nam kilka dni temu malarka Sabina Lonty.

Ale i dla nas był to zaszczyt gościć tylu artystów. Bez zbytniej skromności przyznajemy: czuliśmy uznanie. Udało się nam - ot choćby - wywołać kilka twórczych jubileuszy. Stąd poszedł pierwszy sygnał o 35-leciu Elżbiety i Lecha Ledeckich, 40-leciu Stefana Chabrowskiego. Wejściówka inaugurowała też rok pięćdziesiątki prof. Wernera Lubosa. Debiutowali u nas młodzi artyści, którzy dziś dyskontują sukcesy gdzie indziej. Mieliśmy wystawy zbiorowe, także jedną międzynarodową. Dane nam było przywrócić Częstochowie twórców debiutujących tu przed laty - choćby Jacka Kucharczyka czy Piotra Staszczyka. Mieliśmy nawet pokaz filmów autorstwa malarza Karola Bartona. Pod naszym sufitem balansowała rzeźba Jerzego Kędziory. Dane nam było szczęście popularyzacji dzieł twórców już nieżyjących: Leszka Wieluńskiego, Macieja Kędziory, Szymona Wypycha. W Wejściówce były również prezentacje pośmiertne: Włodzimierza Ściegiennego (z przemiłą żoną) oraz Stanisława Łyszczarza w 15-lecie śmierci. Organizowaliśmy wystawy dla dzieci oraz z dziećmi jako autorami. Raz nawet odbyła się ekspozycja podwójna: na siedmiolecie Wejściówki na ścianie prezentowaliśmy malarstwo Marii Cieślak-Gurgul, a w witrynach biura ogłoszeń prace dzieci z przedszkola nr 41. A na nasze pięciolecie swoje obrazki zawiesili podopieczni przedszkola nr 12. Z jedenastką urwisów spotkał się prof. Ryszard Osadczy. Chwalił małych artystów, ale też przyniósł im w prezencie swoją pracę. - Powiesicie ją, mam nadzieję, w swoim przedszkolu - mówił. - To heliograwiura, przedstawia m.in. rozkwitający kwiatek.

Po rozmowie z Osadczym o sposobie powstawania grafik kilkoro małych gości zadeklarowało, że będą grafikami, a dwie dziewczynki - że zostaną profesorami. Przyznać jednak trzeba, że byli i tacy, którzy obiecywali, że zostaną dziennikarzami. Wszyscy zaręczyli, że kiedy staną się już sławni, będą pamiętać o Wejściówce.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów