Panowie z plakatu zapraszają do biur. Wolno im?
2011-05-24
, aktualizacja: 24.05.2011 17:08
Poseł Grzegorz Sztolcman i senator Andrzej Szewiński, obaj z PO, z bilboardu uprzejmie zapraszają do swoich biur. - Rychło w czas - komentują częstochowianie. - Przecież kadencja zaraz się kończy
Bilboardy z poselsko-senatorskim zaproszeniem pojawiły się w różnych punktach miasta kilka dni temu, czyli po trzech i pół roku od wyborów. I na niespełna pół roku przed nowymi wyborami.
- To element akcji informacyjnej, która ma zbliżyć wyborców do ich przedstawicieli w sejmie i senacie - twierdzi senator Andrzej Szewiński. - Dzięki temu nasze biura będą mogły skuteczniej im służyć. Mamy je z posłem Sztolcmanem pod wspólnym adresem, więc naszą akcję postanowiliśmy przeprowadzić wspólnie.
To wcale nie znaczy, że oba biura do tej pory służyły nieskutecznie. Na brak odwiedzających panowie parlamentarzyści nie narzekają. Chcą jednak, by było ich jeszcze więcej. - Nie my jedyni prowadzimy taką akcję wizualną - zapewnia Szewiński. - Podobne plakaty widzieliśmy także w innych miastach, a w Częstochowie - Jacka Kasprzyka.
- To były życzenia z okazji świat wielkanocnych - przypomina poseł Kasprzyk. - A że ja dopiero zaczynam kadencję, bo po wyborach samorządowych zastąpiłem w sejmie prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, poinformowałem przy okazji, gdzie mam swoje biuro. Tym bardziej, że funkcjonuje ono w innym miejscu niż dawne biuro posła SLD. Jeśli panowie z PO skorzystali z mojego przykładu, to tylko mi przyjemnie.
Częstochowianie tymczasem trochę się dziwią, że to zaproszenie do biur Sztolcmana i Szewińskiego dopiero teraz. - Jakbyśmy wpadli na taki pomysł wcześniej, to byśmy go wcześniej zrealizowali - mówi Szewiński. I odpiera zarzuty, że to już akcja wyborcza, i to na zakazanych w kampanii bilboardach. - Tu nie ma ani słowa o wyborach - podkreśla.
Sugestii o kampanii wyborczej nie przyjmuje także dyrektor Krzysztof Lorentz, który w Krajowym Biurze Wyborczym w Warszawie odpowiada za finansowanie partii politycznych i kampanii wyborczych. Z kilku powodów. Po pierwsze: na plakacie nie ma śladu po agitacji wyborczej. Zresztą wybory nie są jeszcze zarządzone, czyli kampanii nie ma. - Te materiały mają związek z aktualnie sprawowanym mandatem - ocenia. Parlamentarzysta może, a nawet powinien kontaktować się z wyborcami. Jeśli reklamuje swoje biuro jako miejsce, gdzie można się z nim spotkać, nie ma w tym nic złego - twierdzi. Na marginesie dodaje, że nowe przepisy wyborcze, które zabronią używania podczas kampanii tzw. reklam wielkopowierzchniowych, w życie wejdą dopiero 1 sierpnia.
- To element akcji informacyjnej, która ma zbliżyć wyborców do ich przedstawicieli w sejmie i senacie - twierdzi senator Andrzej Szewiński. - Dzięki temu nasze biura będą mogły skuteczniej im służyć. Mamy je z posłem Sztolcmanem pod wspólnym adresem, więc naszą akcję postanowiliśmy przeprowadzić wspólnie.
To wcale nie znaczy, że oba biura do tej pory służyły nieskutecznie. Na brak odwiedzających panowie parlamentarzyści nie narzekają. Chcą jednak, by było ich jeszcze więcej. - Nie my jedyni prowadzimy taką akcję wizualną - zapewnia Szewiński. - Podobne plakaty widzieliśmy także w innych miastach, a w Częstochowie - Jacka Kasprzyka.
- To były życzenia z okazji świat wielkanocnych - przypomina poseł Kasprzyk. - A że ja dopiero zaczynam kadencję, bo po wyborach samorządowych zastąpiłem w sejmie prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, poinformowałem przy okazji, gdzie mam swoje biuro. Tym bardziej, że funkcjonuje ono w innym miejscu niż dawne biuro posła SLD. Jeśli panowie z PO skorzystali z mojego przykładu, to tylko mi przyjemnie.
Częstochowianie tymczasem trochę się dziwią, że to zaproszenie do biur Sztolcmana i Szewińskiego dopiero teraz. - Jakbyśmy wpadli na taki pomysł wcześniej, to byśmy go wcześniej zrealizowali - mówi Szewiński. I odpiera zarzuty, że to już akcja wyborcza, i to na zakazanych w kampanii bilboardach. - Tu nie ma ani słowa o wyborach - podkreśla.
Sugestii o kampanii wyborczej nie przyjmuje także dyrektor Krzysztof Lorentz, który w Krajowym Biurze Wyborczym w Warszawie odpowiada za finansowanie partii politycznych i kampanii wyborczych. Z kilku powodów. Po pierwsze: na plakacie nie ma śladu po agitacji wyborczej. Zresztą wybory nie są jeszcze zarządzone, czyli kampanii nie ma. - Te materiały mają związek z aktualnie sprawowanym mandatem - ocenia. Parlamentarzysta może, a nawet powinien kontaktować się z wyborcami. Jeśli reklamuje swoje biuro jako miejsce, gdzie można się z nim spotkać, nie ma w tym nic złego - twierdzi. Na marginesie dodaje, że nowe przepisy wyborcze, które zabronią używania podczas kampanii tzw. reklam wielkopowierzchniowych, w życie wejdą dopiero 1 sierpnia.
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Panowie z plakatu zapraszają do biur. Wolno im?
mistral75
24.05.11, 20:51
Oj czekaja nas przemeblowania na lokalnej scenie teatralnej...Czy ten reklamowany na bilboardzie wystep to ma byc dialog pomiedzy dwoma panami,ktorzy wracaja do szarej rzeczywistosci,czy »
-
Politycy - co to takiego
wilk-syty
25.05.11, 09:46
Ile razy się o coś prosi nie odpowiadają, także ci na plakacie, zawsze mówią Nie Teraz albo udają, że nie słyszą a jak słyszą nie odpowiedzą - każą dzwonić i dzwonić, mamią, łudzą ohydnie, »
-
Panowie z plakatu zapraszają do biur. Wolno im?
car50
25.05.11, 13:13
Akcja jest ogólnopolska.Podobne banery widziałem wczoraj np.w Szczecinie , Koninie.No cóż chłopcy przez 3,5 roku dbali o własne geszefty to teraz pokazuja jacy to oni przystojni i ile Nam »




