Szkoła z Żabiej ma 80 lat. I jeszcze kilka zagadek
2009-11-19
, aktualizacja: 19.11.2009 21:58
Przedwojenny sztandar szkoły odnaleźli po latach w Budapeszcie. Był przeszyty bagnetem. Co się z nim działo i jak trafił na Węgry ciągle jest zagadką.
"Mury, schody, klasy mają tu swoją historię" - stwierdził w latach 50. autor monografii szkoły przy ul. Żabiej. Kim był - nie wiadomo, bo pod maszynopisem się nie podpisał. Podobnie anonimowa jest większość wpisów do starych kronik, dokumentujących dzieje szkoły na Zawodziu. A było o czym pisać, bo podstawówka właśnie świętuje swoje 80-lecie.
O seminarium
W latach 20. nie było tu ani trasy szybkiego ruchu łączącej Śląsk z Warszawą, ani al. Jana Pawła II. W cichej okolicy, z dala od centrum miasta, powstały Miejska Szkoła Powszechna (oznaczona później numerem 22) i Miejskie Seminarium Nauczycielskie. Ulokowały się w nowym budynku przy ul. Żabiej, a właściwie w parku Narutowicza. Pierwszy dzwonek zabrzmiał w 1929 roku. - To była wyjątkowa szkoła, choćby dlatego, że na drugim jej piętrze kształcili się przyszli nauczyciele - mówi Beata Popiel-Kula, obecna dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 22. - Praktyki zawodowe odbywali właśnie w salach szkoły powszechnej.
Wśród absolwentów seminarium stare kroniki wymieniają m.in. Natalię Jakubowską, po latach nauczycielkę fizyki i chemii w LO im. Sienkiewicza, Halinę Dacring, która uczyła śpiewu i muzyki, a później została muzykologiem krakowskiego konserwatorium, Józefa Kocurka i Kazimierza Muchę, którzy polegli w czasie II wojny światowej, czy Janinę Zegadłową, prowadzącą zajęcia z gospodarstwa domowego.
O kuchni
W przedwojennych czasach zajęcia gospodarstwa domowego musiały być wyjątkowo ważne. W dawnej kronice zapisano, że uczennice uczyły się gotowania. Warzywa do kuchni pochodziły z uprawianego przy szkole ogrodu, o którym można przeczytać, że "chwastów tu nie ma na lekarstwo". A na jednym ze starych zdjęć widać salę i kaflowe piece. Przy nich młode gospodynie w białych fartuchach i chustkach na głowie. Na kolejnej fotografii wszyscy pałaszują coś z talerzy. Poniżej podpis wyjaśnia: "By chłopcom nie było obojętne jak ma w przyszłości wyglądać ich gospodarstwo, co dzień zapraszano na obiad jednego kolegę".
- To była biedna dzielnica, właściwie bardziej wiejska niż miejska - opowiada obecna dyrektorka szkoły. - Dzieci często nie miały butów. Brudne, zaniedbane, nie zawsze najedzone. Szczerze mówiąc po tylu latach wcale nie jest tu aż tak różowo. Na każdym kroku stykamy się z problemami podobnymi do tamtych - dodaje.
O zagadkach
W szkole prężnie działało harcerstwo. Jeszcze przed wojną druhowie otrzymali sztandar, który dziś można zobaczyć tylko na pożółkłych fotografiach. Zniknął w nieznanych okolicznościach. Podstawówka ma jednak szczęście do innych pamiątek: - W połowie lat 90. otrzymaliśmy zagadkowy list od proboszcza kościoła polskiego w Budapeszcie - przypomina dyrektorka Popiel-Kula. - Donosił, że podczas remontu dzwonnicy odnaleziono leżący na strychu przedwojenny sztandar naszej szkoły.
O sprawie zrobiło się głośno, co do dziś potwierdzają wycinki z lokalnych gazet. Wreszcie po skarb do stolicy Węgier pojechała delegacja uczniów i nauczycieli. - Sztandar był przeszyty bagnetem - opowiada Alicja Żuchowska, nauczycielka plastyki i wychowawczyni świetlicy, jedna z najdłużej pracujących w SP nr 22.
Sztandar udało się naprawić, ale co się z nim działo i jak trafił do Budapesztu nadal pozostało zagadką.
Podobnie zresztą nie są wyjaśnione losy popiersia Gabriela Narutowicza, które przed wojną stało w pobliskim parku na wysokim cokole. To tego pierwszego prezydenta II RP szkoła wzięła sobie na patrona. Podobno cokół został zniszczony podczas niemieckiego bombardowania, a samo popiersie w czasie hitlerowskiej okupacji miało być ukrywane przez mieszkańców Zawodzia. Trudno sobie wyobrazić jak, bo mierzy co najmniej dwa metry. Tak czy inaczej obecnie popiersie znajduje się u wejścia do szkoły, ale zostało tam umieszczone dopiero w latach 70. podczas szumnych uroczystości (również odnotowanych w kronikach).
W swojej historii szkoła ma więcej takich punktów zwrotnych. W czasie okupacji zamieniono ją na kwaterę dla niemieckiego 72. batalionu żandarmerii. W publikacjach dotyczących tego epizodu pojawiają się relacje świadków katowania i zabijania więźniów przetrzymywanych w tych murach: - Ale może o tym lepiej nie pisać - zastanawia się dyrektorka.
Potem przy ul. Żabiej działała szkoła dla dzieci i młodzieży niemieckiej oraz szpital dla hitlerowców wracających z frontu wschodniego. Tak było do wyzwolenia Częstochowy w styczniu 1945 roku.
O sporcie i nie tylko
Późniejsze lata odnotowane w kronikach to czas pracy i nauki dla socjalistycznej ojczyzny. - Mamy wyjątkowo dużo dyplomów i pucharów sportowych z tamtych czasów - mówi Ewa Szkamruk, polonistka, w "dwudziestce dwójce" od 25 lat. - Rzeczywiście sport stał tu zawsze na wysokim poziomie. Dzieci może nie miały wybitnych osiągnięć w nauce z uwagi na lata zaniedbań i charakter dzielnicy, za to w sporcie mogły brylować.
Do tej pory szczycą się sukcesami, choćby już czterokrotnym mistrzostwem w Jurajskiej Lidze Rowerowej. Nie oznacza to jednak, że absolwenci "dwudziestki dwójki" nie odnieśli życiowych sukcesów. Pełnią dziś ważne funkcje, są lekarzami, nauczycielami, artystami.
80-lecie stało się okazją do różnych podsumowań.
- Cały czas żyjemy rytmem dzielnicy - mówi z dumą dyrektorka Popiel-Kula. - Mieszkańcy potrafią się zmobilizować i walczyć o dobro szkoły. Dowodem jest choćby nasza pracownia komputerowa, którą ufundowało przed kilku laty Tesco. Wszystko dzięki temu, że nasi rodzice w ich konkursie zebrali najwięcej kuponów.
Choć czasy "zakładów patronackich" bezpowrotnie już minęły, SP nr 22 może też zawsze poprosić o pomoc pobliskie wodociągi czy oczyszczalnię "Warta". Czasem w prozaicznych sprawach, jak niedawna rozbiórka grożących zawaleniem pomieszczeń gospodarczych.
O seminarium
W latach 20. nie było tu ani trasy szybkiego ruchu łączącej Śląsk z Warszawą, ani al. Jana Pawła II. W cichej okolicy, z dala od centrum miasta, powstały Miejska Szkoła Powszechna (oznaczona później numerem 22) i Miejskie Seminarium Nauczycielskie. Ulokowały się w nowym budynku przy ul. Żabiej, a właściwie w parku Narutowicza. Pierwszy dzwonek zabrzmiał w 1929 roku. - To była wyjątkowa szkoła, choćby dlatego, że na drugim jej piętrze kształcili się przyszli nauczyciele - mówi Beata Popiel-Kula, obecna dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 22. - Praktyki zawodowe odbywali właśnie w salach szkoły powszechnej.
Wśród absolwentów seminarium stare kroniki wymieniają m.in. Natalię Jakubowską, po latach nauczycielkę fizyki i chemii w LO im. Sienkiewicza, Halinę Dacring, która uczyła śpiewu i muzyki, a później została muzykologiem krakowskiego konserwatorium, Józefa Kocurka i Kazimierza Muchę, którzy polegli w czasie II wojny światowej, czy Janinę Zegadłową, prowadzącą zajęcia z gospodarstwa domowego.
O kuchni
W przedwojennych czasach zajęcia gospodarstwa domowego musiały być wyjątkowo ważne. W dawnej kronice zapisano, że uczennice uczyły się gotowania. Warzywa do kuchni pochodziły z uprawianego przy szkole ogrodu, o którym można przeczytać, że "chwastów tu nie ma na lekarstwo". A na jednym ze starych zdjęć widać salę i kaflowe piece. Przy nich młode gospodynie w białych fartuchach i chustkach na głowie. Na kolejnej fotografii wszyscy pałaszują coś z talerzy. Poniżej podpis wyjaśnia: "By chłopcom nie było obojętne jak ma w przyszłości wyglądać ich gospodarstwo, co dzień zapraszano na obiad jednego kolegę".
- To była biedna dzielnica, właściwie bardziej wiejska niż miejska - opowiada obecna dyrektorka szkoły. - Dzieci często nie miały butów. Brudne, zaniedbane, nie zawsze najedzone. Szczerze mówiąc po tylu latach wcale nie jest tu aż tak różowo. Na każdym kroku stykamy się z problemami podobnymi do tamtych - dodaje.
O zagadkach
W szkole prężnie działało harcerstwo. Jeszcze przed wojną druhowie otrzymali sztandar, który dziś można zobaczyć tylko na pożółkłych fotografiach. Zniknął w nieznanych okolicznościach. Podstawówka ma jednak szczęście do innych pamiątek: - W połowie lat 90. otrzymaliśmy zagadkowy list od proboszcza kościoła polskiego w Budapeszcie - przypomina dyrektorka Popiel-Kula. - Donosił, że podczas remontu dzwonnicy odnaleziono leżący na strychu przedwojenny sztandar naszej szkoły.
O sprawie zrobiło się głośno, co do dziś potwierdzają wycinki z lokalnych gazet. Wreszcie po skarb do stolicy Węgier pojechała delegacja uczniów i nauczycieli. - Sztandar był przeszyty bagnetem - opowiada Alicja Żuchowska, nauczycielka plastyki i wychowawczyni świetlicy, jedna z najdłużej pracujących w SP nr 22.
Sztandar udało się naprawić, ale co się z nim działo i jak trafił do Budapesztu nadal pozostało zagadką.
Podobnie zresztą nie są wyjaśnione losy popiersia Gabriela Narutowicza, które przed wojną stało w pobliskim parku na wysokim cokole. To tego pierwszego prezydenta II RP szkoła wzięła sobie na patrona. Podobno cokół został zniszczony podczas niemieckiego bombardowania, a samo popiersie w czasie hitlerowskiej okupacji miało być ukrywane przez mieszkańców Zawodzia. Trudno sobie wyobrazić jak, bo mierzy co najmniej dwa metry. Tak czy inaczej obecnie popiersie znajduje się u wejścia do szkoły, ale zostało tam umieszczone dopiero w latach 70. podczas szumnych uroczystości (również odnotowanych w kronikach).
W swojej historii szkoła ma więcej takich punktów zwrotnych. W czasie okupacji zamieniono ją na kwaterę dla niemieckiego 72. batalionu żandarmerii. W publikacjach dotyczących tego epizodu pojawiają się relacje świadków katowania i zabijania więźniów przetrzymywanych w tych murach: - Ale może o tym lepiej nie pisać - zastanawia się dyrektorka.
Potem przy ul. Żabiej działała szkoła dla dzieci i młodzieży niemieckiej oraz szpital dla hitlerowców wracających z frontu wschodniego. Tak było do wyzwolenia Częstochowy w styczniu 1945 roku.
O sporcie i nie tylko
Późniejsze lata odnotowane w kronikach to czas pracy i nauki dla socjalistycznej ojczyzny. - Mamy wyjątkowo dużo dyplomów i pucharów sportowych z tamtych czasów - mówi Ewa Szkamruk, polonistka, w "dwudziestce dwójce" od 25 lat. - Rzeczywiście sport stał tu zawsze na wysokim poziomie. Dzieci może nie miały wybitnych osiągnięć w nauce z uwagi na lata zaniedbań i charakter dzielnicy, za to w sporcie mogły brylować.
Do tej pory szczycą się sukcesami, choćby już czterokrotnym mistrzostwem w Jurajskiej Lidze Rowerowej. Nie oznacza to jednak, że absolwenci "dwudziestki dwójki" nie odnieśli życiowych sukcesów. Pełnią dziś ważne funkcje, są lekarzami, nauczycielami, artystami.
80-lecie stało się okazją do różnych podsumowań.
- Cały czas żyjemy rytmem dzielnicy - mówi z dumą dyrektorka Popiel-Kula. - Mieszkańcy potrafią się zmobilizować i walczyć o dobro szkoły. Dowodem jest choćby nasza pracownia komputerowa, którą ufundowało przed kilku laty Tesco. Wszystko dzięki temu, że nasi rodzice w ich konkursie zebrali najwięcej kuponów.
Choć czasy "zakładów patronackich" bezpowrotnie już minęły, SP nr 22 może też zawsze poprosić o pomoc pobliskie wodociągi czy oczyszczalnię "Warta". Czasem w prozaicznych sprawach, jak niedawna rozbiórka grożących zawaleniem pomieszczeń gospodarczych.
Jakie cele stawia sobie szkoła na najbliższe lata? - Zapewnić wszystkim dzieciom jak najlepsze warunki do nauki - mówi dyrektorka. - Wciąż jest sporo do zrobienia.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów




więcej zdjęć