Siatkówka. Niespodzianki nie było, Tytan przegrał 0:3
12.02.2012
, aktualizacja: 12.02.2012 20:38
Tytan AZS przegrał w sobotę w Kędzierzynie z Zaksą 0:3. - Mogliśmy tu wywalczyć punkty, ale nie ustrzegliśmy się błędów - skomentował kapitan częstochowian Dawid Murek
Akademicy jechali na mecz z wiceliderem PlusLigi z zamiarem sprawienia niespodzianki. Chcieli wykorzystać problemy kadrowe rywali i zdobyć na trudnym terenie choćby punkt. Byli blisko, ale w ważnych momentach setów górą byli rywale.
- Siatkówka na najwyższym poziomie zaczyna się od dwudziestu punktów, wtedy drużyna musi pokazać swoją wartość. My w Kędzierzynie, niestety, nie potrafiliśmy - podsumowuje trener Marek Kardos. W pojedynku z Zaksą pierwszy raz w PlusLidze w podstawowym składzie Tytana pojawił się Miłosz Hebda, który od jakiegoś czasu regularnie wchodził na zmiany za Krzysztofa Gierczyńskiego. Gospodarze tak jak w ostatnim meczu Ligi Mistrzów mogli liczyć na znakomitego Pawła Zagumnego, ale musieli sobie radzić z jednym nominalnym środkowym (drugiego zastąpił atakujący Dominik Witczak).
Akademicy w każdym z setów mieli swoje szanse. W pierwszym serię trzech asów serwisowych posłał Murek i Tytan prowadził 9:4. Potem role się odwróciły, w czym udział miał m.in. wspomniany Witczak. Gospodarze, wykorzystując dobry serwis i dokładne, znacznie lepsze od częstochowian przyjęcie, przeważali również w ataku. Nie było jednak tak, że Tytan oddał pole bez walki. Było m.in. 16:16 i jedynie 20:19 dla Zaksy, ale w decydującym momencie to kędzierzynianie okazali się bardziej skuteczni. Druga odsłona lepiej dla akademików rozpocząć się nie mogła. Przy zagrywkach Krzysztofa Gierczyńskiego Tytan objął prowadzenie 4:0, które za moment urosło do sześciu "oczek" (8:2). Wicemistrzowie Polski z czasem jednak pokazali, że mimo kłopotów potrafią walczyć do końca. Od stanu 6:12, przy potężnych serwisach Witczaka, zniwelowali całą przewagę. Tytanowcy w pewnym momencie odzyskali wiarę w to, że w Kędzierzynie mogą sprawić niespodziankę. Ponownie zdołali uzyskać przewagę (było 16:14 i 18:15) i nie popełniając poważniejszych błędów, dość długo ją utrzymywali. W końcówce nie potrafili się jednak oprzeć naporowi rywali. Szybko stracili z trudem wywalczony kapitał, a potem grając punkt za punkt i długo na przewagi, przegrali 28:30.
Wydawało się AZS gładko przegra trzecią partię (było już 8:4 dla Zaksy), ale stało się inaczej. Częstochowianie wzmocnili zagrywkę, ofiarnie walczyli w polu i wykorzystywali kontry. Gdy swój atak skończył Łukasz Wiśniewski, był już remis 9:9. Potem Tytan objął prowadzeni 16:12, a z czasem 23:20 i był o krok od zwycięstwa). Dwa razy na środku siatki pomylił się Wiśniewski, a Ruciak wykorzystał dwa kontrataki i miejscowi mieli meczbola. O losach pojedynku przesądziły kolejne błędy AZS-u. Najpierw Michał Kamiński zepsuł serwis, a w kolejnej akcji Murek posłał atak w aut.
- Przykro jest przegrywać takie mecze. Z całym szacunkiem dla drużyny z Kędzierzyna-Koźla, ale wykorzystując jej osłabienie, mogliśmy tu wywalczyć punkty. Mieliśmy swoją szansę, gdy prowadziliśmy wysoko, ale nie ustrzegliśmy się błędów - przyznał kapitan Tytana AZS Dawid Murek.
- Ostatnio nie mamy dobrej passy. Ciągną się za nami problemy zdrowotne. Mam nadzieję, że jakoś przetrwamy ten trudny dla nas okres i zajmiemy w miarę wysoką pozycję przed rundą play-off. Liczymy, że wtedy wszyscy wrócą już do gry - mówił z kolei kapitan Zaksy Paweł Zagumny.
Mimo porażki w Kędzierzynie Tytan pozostał na siódmym miejscu w tabeli. Ósmy Indykpol AZS Olsztyn uległ bowiem Jastrzębskiemu Węglowi 1:3. O punkt niespodziewanie wzbogaciła się natomiast warszawska Politechnika. Zespół Radosława Panasa przegrał w Bełchatowie z PGE Skrą, ale jedynie 2:3 (w tie-breaku 13:15) i po 14 kolejkach wyprzedza częstochowian o jeden punkt.
Zaksa Kędzierzyn-Koźle 3 (25, 30, 27)
Tytan AZS Częstochowa 0 (21, 28, 25)
Zaksa: Zagumny, Ruciak, Kaźmierczak, Rouzier, Samica, Witczak, Gacek (libero) - Kapelus,
Tytan AZS: Drzyzga, Hebda, Wiśniewski, Janeczek, Murek, Sobala, Stańczak (libero) - Kamiński, Hunek, Gierczyński,
- Siatkówka na najwyższym poziomie zaczyna się od dwudziestu punktów, wtedy drużyna musi pokazać swoją wartość. My w Kędzierzynie, niestety, nie potrafiliśmy - podsumowuje trener Marek Kardos. W pojedynku z Zaksą pierwszy raz w PlusLidze w podstawowym składzie Tytana pojawił się Miłosz Hebda, który od jakiegoś czasu regularnie wchodził na zmiany za Krzysztofa Gierczyńskiego. Gospodarze tak jak w ostatnim meczu Ligi Mistrzów mogli liczyć na znakomitego Pawła Zagumnego, ale musieli sobie radzić z jednym nominalnym środkowym (drugiego zastąpił atakujący Dominik Witczak).
Akademicy w każdym z setów mieli swoje szanse. W pierwszym serię trzech asów serwisowych posłał Murek i Tytan prowadził 9:4. Potem role się odwróciły, w czym udział miał m.in. wspomniany Witczak. Gospodarze, wykorzystując dobry serwis i dokładne, znacznie lepsze od częstochowian przyjęcie, przeważali również w ataku. Nie było jednak tak, że Tytan oddał pole bez walki. Było m.in. 16:16 i jedynie 20:19 dla Zaksy, ale w decydującym momencie to kędzierzynianie okazali się bardziej skuteczni. Druga odsłona lepiej dla akademików rozpocząć się nie mogła. Przy zagrywkach Krzysztofa Gierczyńskiego Tytan objął prowadzenie 4:0, które za moment urosło do sześciu "oczek" (8:2). Wicemistrzowie Polski z czasem jednak pokazali, że mimo kłopotów potrafią walczyć do końca. Od stanu 6:12, przy potężnych serwisach Witczaka, zniwelowali całą przewagę. Tytanowcy w pewnym momencie odzyskali wiarę w to, że w Kędzierzynie mogą sprawić niespodziankę. Ponownie zdołali uzyskać przewagę (było 16:14 i 18:15) i nie popełniając poważniejszych błędów, dość długo ją utrzymywali. W końcówce nie potrafili się jednak oprzeć naporowi rywali. Szybko stracili z trudem wywalczony kapitał, a potem grając punkt za punkt i długo na przewagi, przegrali 28:30.
Wydawało się AZS gładko przegra trzecią partię (było już 8:4 dla Zaksy), ale stało się inaczej. Częstochowianie wzmocnili zagrywkę, ofiarnie walczyli w polu i wykorzystywali kontry. Gdy swój atak skończył Łukasz Wiśniewski, był już remis 9:9. Potem Tytan objął prowadzeni 16:12, a z czasem 23:20 i był o krok od zwycięstwa). Dwa razy na środku siatki pomylił się Wiśniewski, a Ruciak wykorzystał dwa kontrataki i miejscowi mieli meczbola. O losach pojedynku przesądziły kolejne błędy AZS-u. Najpierw Michał Kamiński zepsuł serwis, a w kolejnej akcji Murek posłał atak w aut.
- Przykro jest przegrywać takie mecze. Z całym szacunkiem dla drużyny z Kędzierzyna-Koźla, ale wykorzystując jej osłabienie, mogliśmy tu wywalczyć punkty. Mieliśmy swoją szansę, gdy prowadziliśmy wysoko, ale nie ustrzegliśmy się błędów - przyznał kapitan Tytana AZS Dawid Murek.
- Ostatnio nie mamy dobrej passy. Ciągną się za nami problemy zdrowotne. Mam nadzieję, że jakoś przetrwamy ten trudny dla nas okres i zajmiemy w miarę wysoką pozycję przed rundą play-off. Liczymy, że wtedy wszyscy wrócą już do gry - mówił z kolei kapitan Zaksy Paweł Zagumny.
Mimo porażki w Kędzierzynie Tytan pozostał na siódmym miejscu w tabeli. Ósmy Indykpol AZS Olsztyn uległ bowiem Jastrzębskiemu Węglowi 1:3. O punkt niespodziewanie wzbogaciła się natomiast warszawska Politechnika. Zespół Radosława Panasa przegrał w Bełchatowie z PGE Skrą, ale jedynie 2:3 (w tie-breaku 13:15) i po 14 kolejkach wyprzedza częstochowian o jeden punkt.
Zaksa Kędzierzyn-Koźle 3 (25, 30, 27)
Tytan AZS Częstochowa 0 (21, 28, 25)
Zaksa: Zagumny, Ruciak, Kaźmierczak, Rouzier, Samica, Witczak, Gacek (libero) - Kapelus,
Tytan AZS: Drzyzga, Hebda, Wiśniewski, Janeczek, Murek, Sobala, Stańczak (libero) - Kamiński, Hunek, Gierczyński,
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




więcej zdjęć