Bitwa o głosy między kościelną kruchtą a jurajską warownią
07.10.2011
, aktualizacja: 06.10.2011 15:12
To największy pojedynek senatorski w regionie.

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Odbudowany zamek w Bobolicach

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Bozbolice. Wacław i Władysława Muchowie opowiadają o swoim sąsiedzie Jarosławie Laseckim

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Kampania w regionie. Drochlin k. Częstochowy

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Kampania w regionie. Koniecpol k. Częstochowy

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Kampania w regionie. Lelów k. Częstochowy

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Kampania Jarosława Laseckiego w regionie. Gorzków k. Częstochowy

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Kampania w regionie. Drochlin k. Częstochowy
Bobolice na Jurze. Mieszkańców - niespełna osiemdziesiątka, głównie starsi zostali. Nawet sklepu na miejscu nie mają, trzy razy w tygodniu przyjeżdża samochód z chlebem i najpotrzebniejszymi towarami. Na co dzień życie płynie raczej spokojnie, ale w weekendy - ruch jak na Jasnej Górze. - Wreszcie się człowiekowi nie przykrzy - cieszy się Wacław Mucha. Wsparty na lasce, z żoną u boku chętnie wygląda przez płot, któż to przed ich domem wędruje na zamek.
Bo nad jurajskimi Bobolicami góruje zamek. Średniowieczny, co go Kazimierz Wielki zbudował, ale Szwedzi podczas potopu zniszczyli. Teraz jednak już nie jest ruiną - Jarosław Lasecki go odbudował. Akurat niedawno było oficjalne otwarcie. Gości zjechało z tysiąc osób, sami ważni, orkiestra z częstochowskiej filharmonii grała. Pięknie było.
Mucha doskonale wie, że właściciel zamku chce być senatorem, choć we wsi w ogóle nie ma jego plakatów. - A po co? Przecież wiadomo, że wieś i tak na niego zagłosuje.
- Bo to porządny człowiek - zapewniają sąsiedzi Muchów, jak oni mocno już starsi. - Dzień dobry powie, porozmawia, choć my przecież prości ludzie.
Zagłosują na niego, tylko niech ich do lokalu zawiezie. Na piechotę 7 kilometrów nie pójdą, nie dadzą rady.
Vis a vis domu Muchów buduje się nowy, piętrowy, solidny. Mieli pole pod zamkiem, Laseckiemu sprzedali, a pieniądze dali wnuczkowi. Ale pod warunkiem, że dom postawi - inaczej jeszcze by wszystko przefafulił. No to patrzą teraz, jak dom rośnie i chwalą Laseckiego. Wnuczek też chwali.
Senator z ambony
Podczęstochowski Drochlin od Bobolic jest większy - mieszkańców ma ponad 500. I większość z nich wie, że do Senatu wybiera się Czesław Ryszka. - Na niedzielnej sumie był u nas w kościele - opowiada pan Kazimierz, kiedyś pierwszy rolnik we wsi, teraz rolniczy emeryt. Był na tej mszy. Ale nawet jak ktoś nie był, od sąsiadów się dowiedział o wizycie. Bo Ryszka od ołtarza o Janie Pawle II opowiadał, bardzo pięknie, aż ludzie płakali. Zamiast kazania to jego wystąpienie było. Przynajmniej tak to pan Kazimierz zrozumiał, choć proboszcz twierdzi, że było inaczej - zamiast kazania był list biskupa, a opowieść Ryszki już po nabożeństwie. Przed świątynią dwie panie potem ulotki wyborcze rozdawały, a na drzewach zostały plakaty, na których Ryszka przemawia, a pod spodem jest napis: Takich ludzi potrzebuje Polska.
Ryszkę do Drochlina zaprosił miejscowy proboszcz Sławomir Olszewski, bo go zna i szanuje: był studentem Jana Pawła II na KUL-u. Książkę o błogosławionym napisał, więc był powód, żeby go zaprosić - w kościele przecież dopiero co witraż Jana Pawła II święcili. Że to polityka? Ależ skąd, proboszcz polityki w Kościele nie pochwala.
I Bobolice i Drochlin w wyborach do Senatu są w tym samym jednomandatowym okręgu obejmującym powiaty wokół Częstochowy. Po raz pierwszy powiaty wybierają więc własnego senatora. Lasecki jest w tym boju kandydatem PO, Ryszka reprezentuje PiS. Lokalni politycy z regionu zgodnie twierdzą: to oni są w tej rozgrywce najpoważniejszymi graczami.
Nie po raz pierwszy ze sobą walczą. W 2005 roku obaj weszli do Senatu, Ryszka z poparciem PiS, a Lasecki jako kandydat niezależny i bezpartyjny. Należeli wtedy do tego samego klubu, bo po wyborach Lasecki - nie wstępując do partii - przystąpił do klubu PiS. W 2007 roku znowu się zmierzyli. Ryszka do parlamentu wszedł, bezpartyjny Lasecki nie. Miał o ponad 10 tysięcy głosów mniej.
Milioner z ulotkami
Pan Roman z ekipą ujeżdża volkswagenem caravellą po regionie i na przydrożnych latarniach rozwiesza plakaty Jarosława Laseckiego, jednego z bogatszych ludzi na Jurze. Wielomilionowego majątku Lasecki dorobił się najpierw za granicą, potem skupując nieruchomości pod sklepy dyskontów Plus, a teraz jako rolnik (choć woli określenie "ziemianin") wspólnie z bratem prowadzi ponad tysiąchektarowe gospodarstwo rolne. Pan Roman nazywa go senatorem, bo przecież już w Senacie zasiadał.
Postój. Wyjąć drabinkę, przeciągnąć drut przez otwory w kartonie, na który przyklejono plakat, zawiesić, złożyć drabinkę i dalej w drogę. Co drugi dzień tak jeżdżą i za każdym razem mniej więcej 50 takich tekturek rozwieszają, więc plakaty ich kandydata są widoczne. Samego kandydata zresztą też można spotkać, gdy na targowisku w Lublińcu rozdaje ulotki lub w innej miejscowości okręgu ściska ludziom ręce. A jak nie kandydata, to przynajmniej toyotę, która ciągnie bilbord: Do Senatu RP Jarosław W. Lasecki, człowiek czynu. Zielona łąka, nad nią pogodne niebo, na tym tle elegancki, jak zawsze, kandydat. W świetnie skrojonym garniturze, koszuli ponoć szytej na miarę i z haftowanym monogramem, w doskonałym krawacie, z nieodłączną wypustką w kieszonce na piersi. Równie elegancki jest na zdjęciach z wieczoru wyborczego prezydenta Bronisława Komorowskiego, na których stoi niedaleko premiera, marszałka Sejmu i innych ważnych działaczy PO.
Wygląda jak człowiek czynu i sukcesu. Człowiek, który zdołał z ruin podnieść średniowieczny zamek. Bo zamek odbudowany wielkim staraniem i nie mniejszym kosztem - już dwa lata temu wyliczał, że poszły na to dwa miliony - w kampanii Laseckiego gra rolę ważną. Chwilami zdecydowanie polityczną.
Pojawił się jeszcze przed jej oficjalnym początkiem, gdy do ludzi pocztą trafiła ulotka z zaproszeniem na zamek. - Podnieść z ruin zamek Bobolice nie było łatwo - pisał w niej Lasecki. - Po drodze trzeba było przez wiele lat walczyć z przeciwnościami losu. Ale daliśmy radę! Dokonaliśmy tego, bo drzemie w nas pozytywna energia, która pozwala czynić rzeczy prawie niemożliwe. Energia, która potrafi działać budująco.
Energia Polaków i jej budzenie było kiedyś sztandarowym hasłem PO. Teraz jest nim "Polska w budowie", a zamek też do tego hasła pasuje. Nawet go jakiś internauta dopisał ponoć do listy budowlanych sukcesów PO, ku oburzeniu SLD zresztą, że rząd wykorzystuje cudze sukcesy na swoją chwałę. Awantura się z tego zrobiła, PO konferencję prasową zwołała, a Lasecki na swojej stronie WWW umieścił odpowiedź, że PO zdecydowanie miała pozytywny udział w odbudowie: - W ostatnich 4 latach prace rekonstrukcyjne doznały istotnego przyspieszenia. Bez spokojnych, skierowanych na merytoryczną pracę rządów Platformy Obywatelskiej nie byłoby to możliwe. ( ) Zamek Bobolice zbudował król Kazimierz Wielki, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Dzisiaj Polska zrujnowana staje się odbudowana. Cieszę się, że mogę brać udział w budowaniu nowoczesnej Polski. Dlatego będę walczyć o mandat senatorski dla Platformy Obywatelskiej.
Więc to przede wszystkim politycy Platformy zostali zaproszeni na oficjalne otwarcie zamku 3 września, czyli już w trakcie kampanii. I choć ci najważniejsi: premier, prezydent i marszałek Sejmu do Bobolic nie zjechali, to jednak urzędniczka z kancelarii Bronisława Komorowskiego przyjechała z gratulacyjnym listem i publicznie go odczytała.
Zakonnik, polonista, absolwent
Poza Drochlinem plakatów Czesława Ryszki właściwie nie widać. - Bo taką przyjąłem zasadę, że się na latarniach nie wieszam - twierdzi obecny senator PiS (a jak wyborcy pozwolą, to i przyszły). - Na kampanię mam inny sposób: spotkania z ludźmi i rozdawanie ulotek.
Plakaty oczywiście ma, ale ich na kartonach nie mocuje. Pojawiają się tam, gdzie planuje spotkanie. A nie, nie! W Drochlinie to zupełnie inny przypadek, tam spotkanie z polityką nic wspólnego nie miało, ani z kampanią. Ksiądz go zaprosił w związku z książką o Janie Pawle II, to oczywiście zaproszenie przyjął. Plakaty ze sobą przywiózł, widać ktoś je po spotkaniu rozwiesił.
Pojedynczy plakat senatora pojawił się przed kościołem w Lelowie - był tam na religijnej uroczystości. - No bo ja przecież jestem zakonnikiem, członkiem Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie czyli Bożogrobców, w którym poza duchownymi działają także osoby świeckie - tłumaczy swoją tam obecność.
Poza tym, że jest zakonnikiem, jest też polonistą i absolwentem teologii, od lat związanym zawodowo z tygodnikiem katolickim Niedziela. W Radiu Maryja występuje często, w Telewizji Trwam również. Kto go nie zna z tych mediów usłyszał o nim z pewnością w ostatniej kadencji parlamentu, bo zasłynął udziałem w pamiętnej eskapadzie piątki PiS-owskich senatorów na zjazd południowoamerykańskiej Polonii u Jana Kobylańskiego. Miał mu w kandydowaniu zaszkodzić fakt, że obrażano tam nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego, ale nie zaszkodził. W końcu do partii rekomendowali go najlepsi z najlepszych, w tym nieżejący Przemysław Gosiewski.
- Ja wiem, że plakaty w kampanii to nie wszystko - mówi jeden z samorządowców, w trwającą kampanię niezaangażowany. - Ale żeby tak nic zupełnie? Przecież ludzie powinni się przynajmniej dowiedzieć, że on w ogóle kandyduje. Na co on liczy? - zastanawia się.
- Temu rządowi polska wieś powinna raz na zawsze podziękować - grzmi tymczasem z anteny Radia Maryja senator Ryszka w felietonie "Warto wiedzieć" . Opowiada o strasznej doli rolników, nieudolnym rządzie, który im nie pomaga i o wyrównanie dopłat z Unii nie walczy. Jak PiS przejmie władzę, zmieni to. Żeby nikt nie miał wątpliwości, przedstawia się: Czesław Ryszka, senator ziemi częstochowskiej, myszkowskiej, kłobuckiej i lublinieckiej - czyli terenu, z którego teraz staruje. Innym razem felieton poświęca programowi wyborczemu PO - oczywiście suchej nitki na nim nie zostawiając, albo Nergalowi, który z winy aktualnych władz w telewizji publicznej szerzy satanizm. Jest to możliwe, ponieważ katolicy w Polsce są dyskryminowani, wyśmiewani i szykanowani. W dobrym towarzystwie te felietony głosi, bo oprócz niego o tym, co "Warto wiedzieć" opowiada m.in. Anna Sobecka, Beata, wdowa po Przemysławie Gosiewskim, Alicja Zając, także wdowa smoleńska, Beata Kempa, Andrzej Duda, kiedyś minister w kancelarii Lecha Kaczyńskiego - wszystko kandydaci PiS do parlamentu. W podobnym towarzystwie, w ramach "Rozmów niedokończonych" senator podsumowuje mijającą kadencję parlamentu, a w Telewizji Trwam widać, jak sam ojciec Tadeusz Rydzyk podczas uroczystości w częstochowskim kościele Najświętszego Imienia Maryi wychwala go pod niebiosa. No bo w Polsce tylu sprzedajnych i nic nie wartych dziennikarzy, a senator Czesław Ryszka takie wspaniałe i prawdziwe artykuły w Tygodniku Katolickim Niedziela publikuje, książek tyle napisał.
Obok ojca Rydzyka w kościele siedzi ks. Ireneusz Skubiś, naczelny redaktor "Niedzieli" i wielki protektor Ryszki. W jednej z jego poprzednich kampanii wyborczych pisał do lokalnych proboszczów: - Zróbmy wszystko, aby nasz kandydat Czesław Ryszka powtórnie wygrał. Będzie zapewne sporo okazji podczas spotkań z wiernymi, aby im to wytłumaczyć. Teraz oczywiście dla swojego stałego pracownika łamów tygodnika nie zamyka. Więc pisze senator Ryszka - w tonie takim samym jak przedwyborcze konferencje prasowe jego ugrupowania - np. o tym, że się premier Donald Tusk na przedwyborczą wycieczkę wybrał do Wilna - wcześniej o mniejszości polskiej na Litwie nie pamiętał. Albo gromi posłów PO, którzy nie zagłosowali w Sejmie za całkowitym zakazem aborcji. - Wybory to czas na ludzi, którzy nie stchórzą w kolejnej godzinie sumień - stwierdza.
Proboszcz Olszewski siedzi tymczasem przed swoją plebanią w Drochlinie i rozmyśla. - Ciekawe, co wygra? Nauka - bo Ryszkę uważa za wybitnego naukowca - czy pieniądze - bo trzeba ich sporo, żeby średniowieczny zamek na Jurze odbudować.
Bo nad jurajskimi Bobolicami góruje zamek. Średniowieczny, co go Kazimierz Wielki zbudował, ale Szwedzi podczas potopu zniszczyli. Teraz jednak już nie jest ruiną - Jarosław Lasecki go odbudował. Akurat niedawno było oficjalne otwarcie. Gości zjechało z tysiąc osób, sami ważni, orkiestra z częstochowskiej filharmonii grała. Pięknie było.
Mucha doskonale wie, że właściciel zamku chce być senatorem, choć we wsi w ogóle nie ma jego plakatów. - A po co? Przecież wiadomo, że wieś i tak na niego zagłosuje.
- Bo to porządny człowiek - zapewniają sąsiedzi Muchów, jak oni mocno już starsi. - Dzień dobry powie, porozmawia, choć my przecież prości ludzie.
Zagłosują na niego, tylko niech ich do lokalu zawiezie. Na piechotę 7 kilometrów nie pójdą, nie dadzą rady.
Vis a vis domu Muchów buduje się nowy, piętrowy, solidny. Mieli pole pod zamkiem, Laseckiemu sprzedali, a pieniądze dali wnuczkowi. Ale pod warunkiem, że dom postawi - inaczej jeszcze by wszystko przefafulił. No to patrzą teraz, jak dom rośnie i chwalą Laseckiego. Wnuczek też chwali.
Senator z ambony
Podczęstochowski Drochlin od Bobolic jest większy - mieszkańców ma ponad 500. I większość z nich wie, że do Senatu wybiera się Czesław Ryszka. - Na niedzielnej sumie był u nas w kościele - opowiada pan Kazimierz, kiedyś pierwszy rolnik we wsi, teraz rolniczy emeryt. Był na tej mszy. Ale nawet jak ktoś nie był, od sąsiadów się dowiedział o wizycie. Bo Ryszka od ołtarza o Janie Pawle II opowiadał, bardzo pięknie, aż ludzie płakali. Zamiast kazania to jego wystąpienie było. Przynajmniej tak to pan Kazimierz zrozumiał, choć proboszcz twierdzi, że było inaczej - zamiast kazania był list biskupa, a opowieść Ryszki już po nabożeństwie. Przed świątynią dwie panie potem ulotki wyborcze rozdawały, a na drzewach zostały plakaty, na których Ryszka przemawia, a pod spodem jest napis: Takich ludzi potrzebuje Polska.
Ryszkę do Drochlina zaprosił miejscowy proboszcz Sławomir Olszewski, bo go zna i szanuje: był studentem Jana Pawła II na KUL-u. Książkę o błogosławionym napisał, więc był powód, żeby go zaprosić - w kościele przecież dopiero co witraż Jana Pawła II święcili. Że to polityka? Ależ skąd, proboszcz polityki w Kościele nie pochwala.
I Bobolice i Drochlin w wyborach do Senatu są w tym samym jednomandatowym okręgu obejmującym powiaty wokół Częstochowy. Po raz pierwszy powiaty wybierają więc własnego senatora. Lasecki jest w tym boju kandydatem PO, Ryszka reprezentuje PiS. Lokalni politycy z regionu zgodnie twierdzą: to oni są w tej rozgrywce najpoważniejszymi graczami.
Nie po raz pierwszy ze sobą walczą. W 2005 roku obaj weszli do Senatu, Ryszka z poparciem PiS, a Lasecki jako kandydat niezależny i bezpartyjny. Należeli wtedy do tego samego klubu, bo po wyborach Lasecki - nie wstępując do partii - przystąpił do klubu PiS. W 2007 roku znowu się zmierzyli. Ryszka do parlamentu wszedł, bezpartyjny Lasecki nie. Miał o ponad 10 tysięcy głosów mniej.
Milioner z ulotkami
Pan Roman z ekipą ujeżdża volkswagenem caravellą po regionie i na przydrożnych latarniach rozwiesza plakaty Jarosława Laseckiego, jednego z bogatszych ludzi na Jurze. Wielomilionowego majątku Lasecki dorobił się najpierw za granicą, potem skupując nieruchomości pod sklepy dyskontów Plus, a teraz jako rolnik (choć woli określenie "ziemianin") wspólnie z bratem prowadzi ponad tysiąchektarowe gospodarstwo rolne. Pan Roman nazywa go senatorem, bo przecież już w Senacie zasiadał.
Postój. Wyjąć drabinkę, przeciągnąć drut przez otwory w kartonie, na który przyklejono plakat, zawiesić, złożyć drabinkę i dalej w drogę. Co drugi dzień tak jeżdżą i za każdym razem mniej więcej 50 takich tekturek rozwieszają, więc plakaty ich kandydata są widoczne. Samego kandydata zresztą też można spotkać, gdy na targowisku w Lublińcu rozdaje ulotki lub w innej miejscowości okręgu ściska ludziom ręce. A jak nie kandydata, to przynajmniej toyotę, która ciągnie bilbord: Do Senatu RP Jarosław W. Lasecki, człowiek czynu. Zielona łąka, nad nią pogodne niebo, na tym tle elegancki, jak zawsze, kandydat. W świetnie skrojonym garniturze, koszuli ponoć szytej na miarę i z haftowanym monogramem, w doskonałym krawacie, z nieodłączną wypustką w kieszonce na piersi. Równie elegancki jest na zdjęciach z wieczoru wyborczego prezydenta Bronisława Komorowskiego, na których stoi niedaleko premiera, marszałka Sejmu i innych ważnych działaczy PO.
Wygląda jak człowiek czynu i sukcesu. Człowiek, który zdołał z ruin podnieść średniowieczny zamek. Bo zamek odbudowany wielkim staraniem i nie mniejszym kosztem - już dwa lata temu wyliczał, że poszły na to dwa miliony - w kampanii Laseckiego gra rolę ważną. Chwilami zdecydowanie polityczną.
Pojawił się jeszcze przed jej oficjalnym początkiem, gdy do ludzi pocztą trafiła ulotka z zaproszeniem na zamek. - Podnieść z ruin zamek Bobolice nie było łatwo - pisał w niej Lasecki. - Po drodze trzeba było przez wiele lat walczyć z przeciwnościami losu. Ale daliśmy radę! Dokonaliśmy tego, bo drzemie w nas pozytywna energia, która pozwala czynić rzeczy prawie niemożliwe. Energia, która potrafi działać budująco.
Energia Polaków i jej budzenie było kiedyś sztandarowym hasłem PO. Teraz jest nim "Polska w budowie", a zamek też do tego hasła pasuje. Nawet go jakiś internauta dopisał ponoć do listy budowlanych sukcesów PO, ku oburzeniu SLD zresztą, że rząd wykorzystuje cudze sukcesy na swoją chwałę. Awantura się z tego zrobiła, PO konferencję prasową zwołała, a Lasecki na swojej stronie WWW umieścił odpowiedź, że PO zdecydowanie miała pozytywny udział w odbudowie: - W ostatnich 4 latach prace rekonstrukcyjne doznały istotnego przyspieszenia. Bez spokojnych, skierowanych na merytoryczną pracę rządów Platformy Obywatelskiej nie byłoby to możliwe. ( ) Zamek Bobolice zbudował król Kazimierz Wielki, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Dzisiaj Polska zrujnowana staje się odbudowana. Cieszę się, że mogę brać udział w budowaniu nowoczesnej Polski. Dlatego będę walczyć o mandat senatorski dla Platformy Obywatelskiej.
Więc to przede wszystkim politycy Platformy zostali zaproszeni na oficjalne otwarcie zamku 3 września, czyli już w trakcie kampanii. I choć ci najważniejsi: premier, prezydent i marszałek Sejmu do Bobolic nie zjechali, to jednak urzędniczka z kancelarii Bronisława Komorowskiego przyjechała z gratulacyjnym listem i publicznie go odczytała.
Zakonnik, polonista, absolwent
Poza Drochlinem plakatów Czesława Ryszki właściwie nie widać. - Bo taką przyjąłem zasadę, że się na latarniach nie wieszam - twierdzi obecny senator PiS (a jak wyborcy pozwolą, to i przyszły). - Na kampanię mam inny sposób: spotkania z ludźmi i rozdawanie ulotek.
Plakaty oczywiście ma, ale ich na kartonach nie mocuje. Pojawiają się tam, gdzie planuje spotkanie. A nie, nie! W Drochlinie to zupełnie inny przypadek, tam spotkanie z polityką nic wspólnego nie miało, ani z kampanią. Ksiądz go zaprosił w związku z książką o Janie Pawle II, to oczywiście zaproszenie przyjął. Plakaty ze sobą przywiózł, widać ktoś je po spotkaniu rozwiesił.
Pojedynczy plakat senatora pojawił się przed kościołem w Lelowie - był tam na religijnej uroczystości. - No bo ja przecież jestem zakonnikiem, członkiem Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie czyli Bożogrobców, w którym poza duchownymi działają także osoby świeckie - tłumaczy swoją tam obecność.
Poza tym, że jest zakonnikiem, jest też polonistą i absolwentem teologii, od lat związanym zawodowo z tygodnikiem katolickim Niedziela. W Radiu Maryja występuje często, w Telewizji Trwam również. Kto go nie zna z tych mediów usłyszał o nim z pewnością w ostatniej kadencji parlamentu, bo zasłynął udziałem w pamiętnej eskapadzie piątki PiS-owskich senatorów na zjazd południowoamerykańskiej Polonii u Jana Kobylańskiego. Miał mu w kandydowaniu zaszkodzić fakt, że obrażano tam nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego, ale nie zaszkodził. W końcu do partii rekomendowali go najlepsi z najlepszych, w tym nieżejący Przemysław Gosiewski.
- Ja wiem, że plakaty w kampanii to nie wszystko - mówi jeden z samorządowców, w trwającą kampanię niezaangażowany. - Ale żeby tak nic zupełnie? Przecież ludzie powinni się przynajmniej dowiedzieć, że on w ogóle kandyduje. Na co on liczy? - zastanawia się.
- Temu rządowi polska wieś powinna raz na zawsze podziękować - grzmi tymczasem z anteny Radia Maryja senator Ryszka w felietonie "Warto wiedzieć" . Opowiada o strasznej doli rolników, nieudolnym rządzie, który im nie pomaga i o wyrównanie dopłat z Unii nie walczy. Jak PiS przejmie władzę, zmieni to. Żeby nikt nie miał wątpliwości, przedstawia się: Czesław Ryszka, senator ziemi częstochowskiej, myszkowskiej, kłobuckiej i lublinieckiej - czyli terenu, z którego teraz staruje. Innym razem felieton poświęca programowi wyborczemu PO - oczywiście suchej nitki na nim nie zostawiając, albo Nergalowi, który z winy aktualnych władz w telewizji publicznej szerzy satanizm. Jest to możliwe, ponieważ katolicy w Polsce są dyskryminowani, wyśmiewani i szykanowani. W dobrym towarzystwie te felietony głosi, bo oprócz niego o tym, co "Warto wiedzieć" opowiada m.in. Anna Sobecka, Beata, wdowa po Przemysławie Gosiewskim, Alicja Zając, także wdowa smoleńska, Beata Kempa, Andrzej Duda, kiedyś minister w kancelarii Lecha Kaczyńskiego - wszystko kandydaci PiS do parlamentu. W podobnym towarzystwie, w ramach "Rozmów niedokończonych" senator podsumowuje mijającą kadencję parlamentu, a w Telewizji Trwam widać, jak sam ojciec Tadeusz Rydzyk podczas uroczystości w częstochowskim kościele Najświętszego Imienia Maryi wychwala go pod niebiosa. No bo w Polsce tylu sprzedajnych i nic nie wartych dziennikarzy, a senator Czesław Ryszka takie wspaniałe i prawdziwe artykuły w Tygodniku Katolickim Niedziela publikuje, książek tyle napisał.
Obok ojca Rydzyka w kościele siedzi ks. Ireneusz Skubiś, naczelny redaktor "Niedzieli" i wielki protektor Ryszki. W jednej z jego poprzednich kampanii wyborczych pisał do lokalnych proboszczów: - Zróbmy wszystko, aby nasz kandydat Czesław Ryszka powtórnie wygrał. Będzie zapewne sporo okazji podczas spotkań z wiernymi, aby im to wytłumaczyć. Teraz oczywiście dla swojego stałego pracownika łamów tygodnika nie zamyka. Więc pisze senator Ryszka - w tonie takim samym jak przedwyborcze konferencje prasowe jego ugrupowania - np. o tym, że się premier Donald Tusk na przedwyborczą wycieczkę wybrał do Wilna - wcześniej o mniejszości polskiej na Litwie nie pamiętał. Albo gromi posłów PO, którzy nie zagłosowali w Sejmie za całkowitym zakazem aborcji. - Wybory to czas na ludzi, którzy nie stchórzą w kolejnej godzinie sumień - stwierdza.
Proboszcz Olszewski siedzi tymczasem przed swoją plebanią w Drochlinie i rozmyśla. - Ciekawe, co wygra? Nauka - bo Ryszkę uważa za wybitnego naukowca - czy pieniądze - bo trzeba ich sporo, żeby średniowieczny zamek na Jurze odbudować.
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Bitwa o głosy między kościelną kruchtą a jurajs...
przem0_25
07.10.11, 18:09
Nie wiem czy wiekszość osób się ze mną nie zgodzi , ale senat w Polsce jest nie potrzebną istytucją. Sami widzimy jacy ludzie pchają się po stołek , a wszystko po to aby mieć pieniądze na »
-
Ryszka i Ruksza. Senator i poseł. I basta!
donald-marzy
07.10.11, 22:17
Wybór jest prosty: brygada RR do dzieła!»
-
Lasecki dla powiatu czy Bobolic
dudusz
07.10.11, 22:25
Jakoś nie przeczytałem informacji co pan Lasecki zrobił dla Częstochowa tylko że odbudował sobie zamek w Bobolicach.Ot politycy.....a wy dajcie głos a potem 10zł bilet wstępu»




więcej zdjęć