W 1871 roku gasili, w 2011 - nurkują
21.10.2011
, aktualizacja: 20.10.2011 20:03
Ochotnicza Straż Pożarna w Częstochowie kończy 140 lat. Powstała w 1871 r. zaczynając od "8 większych, 2 mniejszych sikawek na kołach, 17 większych i 15 mniejszych beczek na kołach, 10 drabin, 9 bosaków, 75 wiader i 120 toporów".
5 listopada 1871 r. na Rynku Miejskim - chodzi zapewne o dzisiejszy Stary Rynek - stanęła liczna drużyna ludzi jednolicie umundurowanych w granatowe bluzy, czarne skórzane kepi, z toporkami przy boku i linami przez ramię. Pokaz ten uważa się za datę założenia Straży Ogniowej Ochotniczej (SOO).
Miasto wyrastało właśnie z małej, kilkunastotysięcznej mieściny na stutysięczny ośrodek przemysłowy a wielki pożar w 1871 r. ujawnił bezbronność Częstochowy wobec ognia. Wprawdzie na mocy rozporządzenia namiestnika Królestwa Polskiego gen. Józefa Zajączka, mieszkańcy (podobnie jak innych miast), zobowiązani byli do utrzymywania w pełnej gotowości narzędzi służących do walki z pożarami: drabin, wiader, bosaków - a na wypadek alarmu zwiastowanego dźwiękiem grzechotek, musieli stawić się ze sprawnym sprzętem i przystąpić do działania. Jednak rzeczywistość okazała się zgoła odmienna: przechowywane wiadra czy drabiny nierzadko wkomponowały się w majątek domostw, a w razie pożaru reagowali tylko nieliczni.
SOO powstała staraniem Juljana Fuchsa i Teodora Łagodzińskiego: na powołanie jednostki wyłożyli odpowiednio 461,65 i 397,54 rubli. Dołączył do nich Franciszek Rychlicki, który został pierwszym naczelnikiem. Natomiast funkcję prezesa objął Fuchs.
Ten ostatni był przemysłowcem i kupcem, m.in. właścicielem fabryki zabawek, kopalni w Czeladzi, hotelu Angielskiego przy ówczesnej ul. Dojazd (dziś Polonia przy Piłsudskiego). Fuchs urządzał też koncerty, występy teatralne, sfinansował zadrzewienie parków podjasnogórskich, założył kuchnię dla bezdomnych dzieci. Mniej za to wiemy o dwóch pozostałych osobach. Wszystkim założycielom poświęcona jest tablica odsłonięta w latach międzywojennych w remizie przy ul. Strażackiej.
W 1875 r. tabor straży składał się z "8 większych, 2 mniejszych sikawek na kołach, 17 większych i 15 mniejszych beczek na kołach, 10 drabin, 9 bosaków, 75 wiader i 120 toporów". W 1882 r. straż otrzymała od magistratu plac przy ul. Mikołajewskiej (dziś na poszczególnych odcinkach są to ulice Katedralna i Strażacka), na którym wzniesiono budynki remizy i pomieszczenie dla stróża. "Budowy kancelarji odmawia ówczesny gubernator piotrkowski, osławiony rusyfikator Kachanow, motywując poufnie w odezwie do naczelnika powiatu, że w początku będzie to kancelarja, później Straż rozpocznie abonowanie gazet, a w rzeczywistości powstanie klub polityczny" - czytamy w sprawozdaniu jednostki sporządzonym podczas jubileuszu 60-lecia, obchodzonego już w Polsce niepodległej.
Nowa remiza, nowy sprzęt
Obecny, okazały gmach przy ul. Strażackiej, powstał dopiero na 40-lecie straży, w 1911 r. Budynek - czytamy w starym sprawozdaniu - "40 m długi i 12 m szeroki; posiada na parterze remizę o 7 bramach wjazdowych oraz 6 izb dla stałego pogotowia, w suterynach urządzenie centralnego ogrzewania, na I-em piętrze wielka sala długości 20 m, szerokości 12 m, z galerją, garderobami i ubikacjami, na temże piętrze kancelarja Zarządu, sala posiedzeń Sztabu oraz mieszkanie dowódcy pogotowia". Projekt wykonał inżynier miejski Fijałkowski, natomiast całość robót oddano pod nadzór przedsiębiorstwa "Topór", którego właścicielami byli Piotr Chochoł i Feliks Ebert. Budynek zaopatrzono w instalację elektryczną wykonaną przez firmę "Siła i światło" inż. Tyszyckiego.
Jednocześnie dokonano szeregu zakupów, które znacznie unowocześniło jednostkę: m.in. sikawkę czterokołową z fabryki Troetzera, drabinę mechaniczną na tarczy obrotowej wysuwaną na 22 m na podwoziu Magirusa, aparat przeciwdymny, dwie sikawki pokojowe firmy Ewald, jedenaście drabin, mundury letnie i zimowe dla wszystkich druhów, pasy, karabiniery, parę koni. Ponadto udało się rozbudować stajnie na kolejne 6 par koni.
W darze od przemysłowca Henryka Markusfelda jednostka otrzymała jeszcze bardzo nowoczesną jak na owe czasy czterokołową sikawkę gazową ze zbiornikiem wodnym o pojemności 600 litrów z zestawem węży gaśniczych i parą koni. W środowisku częstochowskim owa sikawka popularnie nazywana była "Henrykówką". To wszystko pozwoliło na utworzenie pierwszego w Kongresówce stałego pogotowia działającego przy straży ochotniczej.
Markusfeld był współwłaścicielem Przędzalni i Tkalni Juty "Warta" oraz fabryki kapeluszy. Od 1890 r. pełnił obowiązki prezesa Gminy Żydowskiej. W 1906 r. uruchomił Komitet Pomocy Bezrobotnym, finansował Towarzystwo Szerzenia Wiedzy.
Pożar Jasnej Góry
Najsłynniejszy pożar, z którym walczyli strażacy, wybuchł na Jasnej Górze w 1900 r. "Straż przy ratunku tej świątyni narodowej wykazała niepoślednie męstwo i poświęcenie, z ran otrzymanych przy ratunku zmarł 3-go dnia Andrzej Popiński, a po dłuższej chorobie Konstanty Szyma" - zanotowano.
Wielkie wrażenie na mieszkańcach zrobić musiała postawa strażaków, bowiem jeszcze w tym samym roku przybyło jednostce aż 70 członków, łącznie w szeregach SOO znajdowało się 205 ochotników zwykłych i 86 honorowych. Niedługo potem dotarło do siedziby stowarzyszenia zaproszenie na Międzynarodowy Kongres Straży Ogniowych w Paryżu, na który oddelegowano Jakuba Kona i Władysława Małkowskiego.
Pierwszy z nich Jakub Kon (Kohn) to długoletni prezes straży. Jego ojciec był współwłaścicielem zakładu litograficznego Konh i Oderfeld przy dzisiejszej ul. Waszyngtona, nota bene niedawno zburzonego. W szeregi straży Jakub Kon wstąpił w 1890 r. Był inicjatorem zawodów pożarniczych podczas Wielkiej Wystawy Rolniczo-Przemysłowej w 1909 r. W 1913 r. współorganizował ogólnopolskie kursy pożarnicze. W 1917 r. wybrano go na prezesa SOO.
Władysław Małkowski był z kolei sędzią sądu okręgowego w Warszawie, radcą stanu Ministerstwa Sprawiedliwości. Do Częstochowy sprowadził się w 1880 r., w latach 1899-1902 był prezesem SOO. Współorganizował Wystawę Przemysłowo-Rolniczą. Zgromadził jeden z największych księgozbiorów prywatnych w mieście.
W początku XX w. Częstochowę ogarnęła fala fałszywych alarmów (skąd my to znamy?). W magistracie zrodził się wówczas pomysł, aby strażakom użyczyć jeden z najwyższych punktów w mieście w celu urządzenia tam "czatowni", z której płynęłyby bezpośrednio informacje o zauważonym pożarze. Do tego celu nadawały się jedynie: szczyt wieży jasnogórskiej i baszta magistracka.
Motoryzacja
W 1926 r. straż rozpoczęła starania o automobilizację. Przeprowadzono zbiórkę funduszy. Niedługo potem poświęcono pierwszy samochód pożarniczy. Widząc jego nieporównywalną przewagę nad zaprzęgami konnymi, poczyniono starania o pozyskanie kolejnego sprzętu. W Krakowie zakupiono dwa podwozia ciężarowe Vomag, na których zamontowano zbiorniki do wody o pojemności 3 tys. litrów. Kolejnym zakupem była sikawka motorowa Rozenbauera i samochód Ford.
W 1939 r. straż posiadała 13 nowoczesnych samochodów, 6 motopomp, drabinę mechaniczną. Przy jednostce działała też orkiestra dęta złożona z 46 muzyków, sekcja dramatyczna, kolarska, lekkoatletyczna i sanitarna. Straż składała się z trzech samodzielnych plutonów ochotników, plutonu samodzielnego pogotowia, plutonu żeńskiego "samarytanek" - w sumie 310 osób.
1
2
następne »
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
W 1871 roku gasili, w 2011 - nurkują
gad_z_rakowa
21.10.11, 17:59
moj pradziad Jan byl czestochowskim strazakiem, otrzymal medal pamiatkowy za akcje gaszenia wiezy jasnogorskiej. medal ten byl w naszej rodzinie przez rowne 100 lat, kiedy to zostal »








