Sośnierz: Niektórzy boją się karty niczym jakiejś zarazy
19.01.2012
, aktualizacja: 19.01.2012 21:25
- Jeśli komuś się karty nie podobają, jego sprawa. Niech ich nie tyka, ale niech nas zostawi w spokoju, skoro dalej ich chcemy - mówi Andrzej Sośnierz, były szef Śląskiej Kasy Chorych i Narodowego Funduszu Zdrowia
ZOBACZ TAKŻE
- Nasz system kart nie jest idealny, ale się sprawdził (19-01-12, 21:28)
Judyta Watoła: Pacjenci w województwie śląskim z dnia na dzień mieli zostać pozbawieni leków ze zniżką. Wszystko dlatego, że dostają od lekarzy recepty drukowane przy użyciu kart chipowych, które w Warszawie albo się tępi, albo w najlepszym razie o nich zapomina.
Andrzej Sośnierz: Mam nadzieję, że tym razem o kartach po prostu zapomniano i da się to jeszcze naprawić. Drukowanie recept przy użyciu karty jest szybsze i eliminuje ryzyko wielu błędów. W nowym rozporządzeniu o receptach, a w zasadzie w załączniku do niego, wystarczy tylko zmienić zapis dotyczący sposobu, w jaki tworzy się indywidualny 22-cyfrowy numer na recepcie, a już wszystko będzie w porządku.
Z informacji jakie płyną z Ministerstwa Zdrowia wynika raczej, że zmian w rozporządzeniu nie będzie.
- W takim razie trzeba dać poradniom i szpitalom czas na zmianę oprogramowania służącego do drukowania recept. To bardziej skomplikowane niż zmiana jednej linijki w rozporządzeniu. Ale trudno, niech tak będzie, jeśli inaczej nie można.
Nie ma pan wrażenia, że nad kartą unosi się jakieś fatum?
- Owszem. Niektórzy boją się karty niczym jakiejś zarazy. Gdy jako szef Śląskiej Kasy Chorych postanowiłem wprowadzić nowoczesny system komputerowy, dzięki któremu na bieżąco spływałyby do nas wszystkie dane, a pacjenci mieli karty, czyli elektroniczne dokumenty ubezpieczenia, też rzucano mi kłody pod nogi. A to ktoś cofnął zgodę na przetarg, a to oskarżył, że są za drogie.
Ale kasa chorych była autonomiczna w swoich decyzjach. Dzięki temu wyprzedziliśmy resztę kraju o kilka lat. Inni chcieli nas doganiać, ale przeszkodziła w tym centralizacja - zamiana kas chorych w Narodowy Fundusz Zdrowia.
A pan w tym czasie przez karty stanął przed sądem.
- Oczyszczono mnie z zarzutów i moje kłopoty się skończyły. Kłopoty karty wciąż jednak trwają. Gdy powstał NFZ, o wszystkim zaczęto decydować w centrali i co chwilę coś było nie tak. Przykład: kiedy karty kupione jeszcze za moich czasów się kończyły, centrala ociągała się do ostatniej chwili i nie dawała pieniędzy na nowe karty. A przecież były potrzebne choćby dla urodzonych w ciągu tych lat dzieci. Zamiast korzystać z naszego systemu, rozwijać go i wdrażać podobny w całej Polsce, mamy od dekady zastój. A nawet próby cofania się w czasie, bo jak inaczej można nazwać powrót do ręcznego wypisywania recept?
Gdy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych żądał, by pana odwołać, jego rzecznik wyznał, że się brzydzi naszymi kartami i ma wstręt do wszelkich kart. Skarżył mi się, że zaśmiecają mu życie, a jego intelekt ich nie ogarnia i prosił, by zrozumieć jego fobie. Wygląda na to, że wiele się nie zmieniło, bo dziś, gdy bronimy kart, w centrali NFZ można usłyszeć o śląskim szowinizmie.
- Wszystko to jest stawianie sprawy na głowie. Przecież bronimy tylko swoich rozwiązań, bo są dobre dla pacjentów i lekarzy. Jeśli komuś się karty nie podobają, jego sprawa. Niech ich nie tyka, ale niech nas zostawi w spokoju, skoro dalej ich chcemy.
Andrzej Sośnierz: Mam nadzieję, że tym razem o kartach po prostu zapomniano i da się to jeszcze naprawić. Drukowanie recept przy użyciu karty jest szybsze i eliminuje ryzyko wielu błędów. W nowym rozporządzeniu o receptach, a w zasadzie w załączniku do niego, wystarczy tylko zmienić zapis dotyczący sposobu, w jaki tworzy się indywidualny 22-cyfrowy numer na recepcie, a już wszystko będzie w porządku.
Z informacji jakie płyną z Ministerstwa Zdrowia wynika raczej, że zmian w rozporządzeniu nie będzie.
- W takim razie trzeba dać poradniom i szpitalom czas na zmianę oprogramowania służącego do drukowania recept. To bardziej skomplikowane niż zmiana jednej linijki w rozporządzeniu. Ale trudno, niech tak będzie, jeśli inaczej nie można.
Nie ma pan wrażenia, że nad kartą unosi się jakieś fatum?
- Owszem. Niektórzy boją się karty niczym jakiejś zarazy. Gdy jako szef Śląskiej Kasy Chorych postanowiłem wprowadzić nowoczesny system komputerowy, dzięki któremu na bieżąco spływałyby do nas wszystkie dane, a pacjenci mieli karty, czyli elektroniczne dokumenty ubezpieczenia, też rzucano mi kłody pod nogi. A to ktoś cofnął zgodę na przetarg, a to oskarżył, że są za drogie.
Ale kasa chorych była autonomiczna w swoich decyzjach. Dzięki temu wyprzedziliśmy resztę kraju o kilka lat. Inni chcieli nas doganiać, ale przeszkodziła w tym centralizacja - zamiana kas chorych w Narodowy Fundusz Zdrowia.
A pan w tym czasie przez karty stanął przed sądem.
- Oczyszczono mnie z zarzutów i moje kłopoty się skończyły. Kłopoty karty wciąż jednak trwają. Gdy powstał NFZ, o wszystkim zaczęto decydować w centrali i co chwilę coś było nie tak. Przykład: kiedy karty kupione jeszcze za moich czasów się kończyły, centrala ociągała się do ostatniej chwili i nie dawała pieniędzy na nowe karty. A przecież były potrzebne choćby dla urodzonych w ciągu tych lat dzieci. Zamiast korzystać z naszego systemu, rozwijać go i wdrażać podobny w całej Polsce, mamy od dekady zastój. A nawet próby cofania się w czasie, bo jak inaczej można nazwać powrót do ręcznego wypisywania recept?
Gdy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych żądał, by pana odwołać, jego rzecznik wyznał, że się brzydzi naszymi kartami i ma wstręt do wszelkich kart. Skarżył mi się, że zaśmiecają mu życie, a jego intelekt ich nie ogarnia i prosił, by zrozumieć jego fobie. Wygląda na to, że wiele się nie zmieniło, bo dziś, gdy bronimy kart, w centrali NFZ można usłyszeć o śląskim szowinizmie.
- Wszystko to jest stawianie sprawy na głowie. Przecież bronimy tylko swoich rozwiązań, bo są dobre dla pacjentów i lekarzy. Jeśli komuś się karty nie podobają, jego sprawa. Niech ich nie tyka, ale niech nas zostawi w spokoju, skoro dalej ich chcemy.
- 13 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Re: Sośnierz: Niektórzy boją się karty niczym jak
artutitu2
19.01.12, 23:43
Karty to jeden z nielicznych plusów całej reformy zdrowia. Dziwi mnie całe to zamieszanie. Zamiast rozwijać system, upraszczać i automatyzować procedury, zwiekszać kontrolę, ktoś na siłę »
-
Co to za lobby
angrusz1
20.01.12, 07:19
co to za mafia , której karty przeszkadzają , mimo iż pacjenci w woj. śląskim są zadowoleni .Dlaczego posłowie śląscy jakoś cicho siedzą i nie bronią kart NFZ .»
-
Sośnierz: Niektórzy boją się karty niczym jakie...
gregoson
20.01.12, 11:13
Ogłoszenie przetargu na reklamę na jedej ze stron karty załatwiłoby sprawę z kosztami wprowadzenia tego rozwiązania w całej Polsce. Ale to trzeba myśleć dalej niż poza ściany gabinetu w »




