Felieton. Młodych połączyła ACTA. Bronią swojej wolności
26.01.2012
, aktualizacja: 26.01.2012 21:25
Idąc na środowy protest przeciwko porozumieniu ACTA (do którego nawoływano głównie na Facebooku) nie spodziewałam się zbyt wielkiej frekwencji. Może jakieś 50, a góra 100 osób. W końcu w Częstochowie, mieście przeróżnych kłótni i podzielonych zdań, rzadko jednoczymy się w jakieś sprawie.
ZOBACZ TAKŻE
- Protest przeciw ACTA. Było ponad 2 tys. osób [ZDJĘCIA] (25-01-12, 19:08)
Wieczorny manifest, który wyruszył spod siedziby magistratu, pokazał rzecz totalnie odwrotną. W obronie wolnego internetu pikietowało ponad dwa tysiące osób.
Młodzi i bardzo młodzi, głównie gimnazjaliści, licealiści i studenci, przyszli w maskach i przebraniach, przygotowali mnóstwo ulotek i transparentów. Szczególną uwagę zwróciłam na ten w kształcie płytki nagrobnej, obwieszczający datę śmierci internetu - 26 stycznia 2012 roku, dzień podpisania w Japonii (także przez polskiego przedstawiciela) umowy ACTA, zwalczającej piractwo internetowe. Ta data młodym symbolizuje koniec pewnej wolności.
Nie popieram piractwa, z zamiłowaniem gromadząc kolekcję płyt z muzyką ulubionych zespołów czy filmami. Jednak piractwo nie bierze się z dostatku, tylko niedostatku. Tak trudnej do zaspokojenia - zważywszy na ceny - potrzeby szeroko pojętej kultury. Bo ilu z tych (a w sumie nas) młodych stać na chodzenie kilka razy w miesiącu do kina na premiery? Bilet na seans (nawet ulgowy) dla jednej osoby kosztuje średnio 20 zł. Bilety na koncerty w częstochowskich klubach także nie należą do najtańszych. Za wejściówkę na wyczekiwany występ Dżemu czy KNŻ trzeba wysupłać często i 50 zł. Kupienie wymarzonej płyty równie często pozostaje w sferze marzeń. Za wydawnictwo polskiego wykonawcy zapłacimy 30-40 zł, zagranicznego nawet i 60 zł. Miesięcznie tworzy to sporą sumkę, nieosiągalną dla wielu pracujących, a co dopiero dla uczniów czy studentów.
Dostęp do kultury młodym umożliwiał więc internet. Teledyski, mp3, fragmenty programów, koncertów czy filmów... Proste, najtańsze rozwiązanie, element współczesnej codzienności. Coś co teraz nagle ktoś chce im odebrać. I stąd właśnie tyle buntu, niezgody. Dla młodego człowieka ograniczenie internetu znaczy odebranie wolności. Nie dziwię się więc, że tak zawzięcie o nią walczą.
W jednym momencie poczułam się jednak podczas tej demonstracji trochę nieswojo. Tłum krzyczący "Przecz z komuną" to chyba przesada. Większość z protestujących nie pamięta PRL-u i nie wie czym jest państwo totalitarne. Tusk to nie Jaruzelski i stanu wojennego nam tutaj nie wprowadzi.
Ta demonstracja pokazała, że młodzi ludzie potrafią być zgodni i razem walczyć o - nie bójmy się tego słowa - wolność. O wolność w internecie. Punk czy metal szli w środę w równym szeregu wraz z narodowcami. Coś nas jednak łączy. I to jest budujące.
Młodzi i bardzo młodzi, głównie gimnazjaliści, licealiści i studenci, przyszli w maskach i przebraniach, przygotowali mnóstwo ulotek i transparentów. Szczególną uwagę zwróciłam na ten w kształcie płytki nagrobnej, obwieszczający datę śmierci internetu - 26 stycznia 2012 roku, dzień podpisania w Japonii (także przez polskiego przedstawiciela) umowy ACTA, zwalczającej piractwo internetowe. Ta data młodym symbolizuje koniec pewnej wolności.
Nie popieram piractwa, z zamiłowaniem gromadząc kolekcję płyt z muzyką ulubionych zespołów czy filmami. Jednak piractwo nie bierze się z dostatku, tylko niedostatku. Tak trudnej do zaspokojenia - zważywszy na ceny - potrzeby szeroko pojętej kultury. Bo ilu z tych (a w sumie nas) młodych stać na chodzenie kilka razy w miesiącu do kina na premiery? Bilet na seans (nawet ulgowy) dla jednej osoby kosztuje średnio 20 zł. Bilety na koncerty w częstochowskich klubach także nie należą do najtańszych. Za wejściówkę na wyczekiwany występ Dżemu czy KNŻ trzeba wysupłać często i 50 zł. Kupienie wymarzonej płyty równie często pozostaje w sferze marzeń. Za wydawnictwo polskiego wykonawcy zapłacimy 30-40 zł, zagranicznego nawet i 60 zł. Miesięcznie tworzy to sporą sumkę, nieosiągalną dla wielu pracujących, a co dopiero dla uczniów czy studentów.
Dostęp do kultury młodym umożliwiał więc internet. Teledyski, mp3, fragmenty programów, koncertów czy filmów... Proste, najtańsze rozwiązanie, element współczesnej codzienności. Coś co teraz nagle ktoś chce im odebrać. I stąd właśnie tyle buntu, niezgody. Dla młodego człowieka ograniczenie internetu znaczy odebranie wolności. Nie dziwię się więc, że tak zawzięcie o nią walczą.
W jednym momencie poczułam się jednak podczas tej demonstracji trochę nieswojo. Tłum krzyczący "Przecz z komuną" to chyba przesada. Większość z protestujących nie pamięta PRL-u i nie wie czym jest państwo totalitarne. Tusk to nie Jaruzelski i stanu wojennego nam tutaj nie wprowadzi.
Ta demonstracja pokazała, że młodzi ludzie potrafią być zgodni i razem walczyć o - nie bójmy się tego słowa - wolność. O wolność w internecie. Punk czy metal szli w środę w równym szeregu wraz z narodowcami. Coś nas jednak łączy. I to jest budujące.
- 42 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Felieton. Młodych połączyła ACTA. Bronią swojej...
wielewiem
26.01.12, 21:58
Szkoda tylko, że partię się nami interesują tylko podczas kampanii... A obecne próby wielkich przegranych czyli SLD, PiSu i innych mniejszości zwrócenia na siebie uwagi i robienia szumu »
-
Internet umarł już wtedy kiedy zostaliśmy ....
filopolityk
27.01.12, 19:01
Internet umarł już wtedy kiedy zostaliśmy ....piekierowywani na polskie strony mimo iż chcieliśmy wejść na zagraniczną ...co do drogich płyt to rzuciłbym hasło PRECZ Z ZAiKSEM!!!»




