Przystanek przy Estakadzie. Kiedy w końcu znikną płoty? [WIDEO]
01.02.2012
, aktualizacja: 02.02.2012 10:36
Jak długo może trwać prosty demontaż paru przęseł ogrodzenia? Trzy miesiące, a nawet więcej - jak pokazuje przykład kuriozalnego płotu, który w listopadzie oddzielił peron tramwajowy przy Estakadzie od... chodnika
O zasługującym na tytuł "bzdury roku" pomyśle projektanta i zlecających roboty urzędników, napisaliśmy w połowie listopada. - Ciągiem pieszo-rowerowym jeżdżą rowery, więc zwiększy się bezpieczeństwo wysiadających z tramwaju, gdy ruch pieszych zostanie skanalizowany do jednego wyjścia - tłumaczyła ustawienie wtedy szefowa wydziału inwestycji urzędu miasta Jolanta Zaborowska.
- Tyle że przy tym jednym wyjściu robi się niepotrzebny tłok - mówi Iwo Mandrysz, dziennikarz "Głosu Hutnika", który codziennie wysiada na tym przystanku i wysłuchuje komentarzy innych pasażerów przeciskających się wąskim peronem między siatką a wagonem. - Jest to przecież jeden z najruchliwszych przystanków w mieście, więc pasażerowie powinni mieć możliwość swobodnego zejścia z peronu. Tak jak to było przed przebudową tego miejsca - dodaje.
Mariusz Sikora, szef Miejskiego Zarządu Dróg i Transportu, komentował na gorąco: - Gdybym mieszkał w tym miejscu, tobym był wściekły.
Na likwidację płotów naciskał już wcześniej Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej. "Utrudniają one korzystanie z przystanku, a więc pogarszają dostęp do komunikacji publicznej" - napisali członkowie klubu do magistratu. Klub proponował zostawienie tylko paru przęseł płotu tuż obok projektowanej wiaty, by bezpośrednio zza niej nikt nie wyszedł pod jadący rower.
Po artykule w "Gazecie" urząd miasta zapowiedział likwidację ogrodzenia. A w połowie grudnia sprecyzował w piśmie do klubu, że częściowo jednak pozostanie, ale do przystanku zrobione zostanie także dojście z drugiego, północnego krańca. "Jednocześnie informuję, że w sprawie tej nie odnotowaliśmy żadnych interwencji ze strony samych mieszkańców" - napisali urzędnicy.
- Mogę zebrać kilkaset podpisów wśród mieszkańców okolicznych wieżowców. A często są to ludzie starsi - denerwuje się Ivo Mandrysz.
Jednak już po dostarczeniu pisma jedna skarga wpłynęła: byłego dyrektora (w latach 70. XX w.) Rejonu Dróg Publicznych w Częstochowie, dziś emeryta. Aleksander Habdank-Abczyński prosi prezydenta miasta o interwencję, ponieważ artykuł w "Gazecie" pozostał bez echa. - Na dodatek do istniejącego ogrodzenia dostawiono kolejne przęsła wzdłuż torów w kierunku centrum - dodaje Habdank-Abczyński.
Urząd miasta tłumaczy, że "temat" został przekazany do projektanta "tramwaju na Błeszno", firmy Grontmij Polska, bo przy okazji tej właśnie inwestycji w niefortunny sposób przebudowano przystanek przy estakadzie. - Wykonanie rozgrodzenia i dostosowanie dojścia dla osób niepełnosprawnych wymaga rozwiązania kolizji ze studnią telekomunikacyjną. Niezwłocznie od otrzymania rozwiązania z biura projektów wprowadzone będzie w życie. Z tym że obecnie panują bardzo niskie temperatury i prace będą prowadzone w odpowiednich warunkach atmosferycznych - wyjaśnia rzecznik magistratu Włodzimierz Tutaj.
- Tyle że przy tym jednym wyjściu robi się niepotrzebny tłok - mówi Iwo Mandrysz, dziennikarz "Głosu Hutnika", który codziennie wysiada na tym przystanku i wysłuchuje komentarzy innych pasażerów przeciskających się wąskim peronem między siatką a wagonem. - Jest to przecież jeden z najruchliwszych przystanków w mieście, więc pasażerowie powinni mieć możliwość swobodnego zejścia z peronu. Tak jak to było przed przebudową tego miejsca - dodaje.
Mariusz Sikora, szef Miejskiego Zarządu Dróg i Transportu, komentował na gorąco: - Gdybym mieszkał w tym miejscu, tobym był wściekły.
Na likwidację płotów naciskał już wcześniej Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej. "Utrudniają one korzystanie z przystanku, a więc pogarszają dostęp do komunikacji publicznej" - napisali członkowie klubu do magistratu. Klub proponował zostawienie tylko paru przęseł płotu tuż obok projektowanej wiaty, by bezpośrednio zza niej nikt nie wyszedł pod jadący rower.
Po artykule w "Gazecie" urząd miasta zapowiedział likwidację ogrodzenia. A w połowie grudnia sprecyzował w piśmie do klubu, że częściowo jednak pozostanie, ale do przystanku zrobione zostanie także dojście z drugiego, północnego krańca. "Jednocześnie informuję, że w sprawie tej nie odnotowaliśmy żadnych interwencji ze strony samych mieszkańców" - napisali urzędnicy.
- Mogę zebrać kilkaset podpisów wśród mieszkańców okolicznych wieżowców. A często są to ludzie starsi - denerwuje się Ivo Mandrysz.
Jednak już po dostarczeniu pisma jedna skarga wpłynęła: byłego dyrektora (w latach 70. XX w.) Rejonu Dróg Publicznych w Częstochowie, dziś emeryta. Aleksander Habdank-Abczyński prosi prezydenta miasta o interwencję, ponieważ artykuł w "Gazecie" pozostał bez echa. - Na dodatek do istniejącego ogrodzenia dostawiono kolejne przęsła wzdłuż torów w kierunku centrum - dodaje Habdank-Abczyński.
Urząd miasta tłumaczy, że "temat" został przekazany do projektanta "tramwaju na Błeszno", firmy Grontmij Polska, bo przy okazji tej właśnie inwestycji w niefortunny sposób przebudowano przystanek przy estakadzie. - Wykonanie rozgrodzenia i dostosowanie dojścia dla osób niepełnosprawnych wymaga rozwiązania kolizji ze studnią telekomunikacyjną. Niezwłocznie od otrzymania rozwiązania z biura projektów wprowadzone będzie w życie. Z tym że obecnie panują bardzo niskie temperatury i prace będą prowadzone w odpowiednich warunkach atmosferycznych - wyjaśnia rzecznik magistratu Włodzimierz Tutaj.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Przystanek przy Estakadzie. Kiedy w końcu znikn...
mateusz_czwa
01.02.12, 23:13
Gdyby w fazie projektu ktoś z decydentów łaskawie wysilił głupią łepetynę i zaplanował normalne drogi rowerowe, tzn. jako integralną częśc jezdni a nie chodnika, nie trzeba by było teraz »







więcej zdjęć
odtwórz