Uratował rannego jelonka, a oni go postraszyli grzywną

Marek Mamoń
07.02.2012 , aktualizacja: 07.02.2012 23:14
A A A Drukuj
Bolesław Walo z Koziegłówek znalazł pod domem rannego jelonka. Zadzwonił do Powiatowego Lekarza Weterynarii z prośbą o pomoc. - Za przetrzymywanie dzikich zwierząt grozi grzywna - usłyszał
Uratowany jelonek
Uratowany jelonek
- Drugi raz w takiej sytuacji dwa razy się zastanowię - mówi dziś Bolesław Walo. W poniedziałek 30 stycznia pod płotem posesji, tuż przy drodze znalazł półżywego jelonka. Przestraszone zwierzę nie mogło się ruszać, pan Bolesław podejrzewał, że jelonek został potrącony przez samochód. Być może spłoszyli go myśliwi, którzy w tym dniu polowali w okolicy na bażanty. Wziął jelonka na ręce, przeniósł do swojej komórki, położył na sianie. Jako że fachowcem od leczenia zwierząt nie jest, chwycił za telefon, żeby szukać dla jelonka ratunku. Ze słuchawką przy uchu na zmianę z synem wydzwaniali. Przez trzy dni. I słyszeli pouczenia. Powiatowy lekarz weterynarii w Myszkowie ostrzegł Bolesława Walo, że to przestępstwo brać dzikie zwierzę do domu, bo to przecież własność skarbu państwa. W gminie poinstruowali go, że do samorządu zajmuje się dzikimi zwierzętami, ale tymi, które zostały uśmiercone w pasie drogowym. Nawet myśliwi nie pomogli, twierdząc, że nie mają prawa zabrać zwierzęcia. Poza tym takie chore zwierzę nie podlega selekcji, a w ogóle sarny są w sezonie ochronnym. Słowem nawet nie można ulżyć jelonkowi w cierpieniu kulką w łeb.

Zdesperowany pan Walo zaalarmował media, siadł do komputera i wynalazł adres katowickiej Fundacji „Świat dla Zwierząt”. Do Koziegłówek zjechała ekipa TV Silesia i Grzegorz Ekiert, prezes Fundacji. - Niestety, przykład pana Bolesława nie jest odosobniony. Mamy do czynienia z wieloma podobnymi przypadkami, gdzie władze gmin i inne urzędy wykazują zadziwiającą bezradność w takich sytuacjach. W tej sprawie najbardziej bulwersuje zachowanie urzędników weterynaryjnych z Myszkowa - mówi Ekiert. Bo jak przed kamerami TV Silesia tłumaczył się zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Myszkowie? - Spisaliśmy sobie dane tej osoby, a następnie podjęliśmy, powiedzmy, nasze czynności, w celu ustalenia faktów, dokonania analizy i przeprowadzenia postępowania - mówił reporterowi lekarz weterynarii Jacek Musialik. Po dziennikarskiej wizycie w gminie Koziegłowy do gospodarstwa pana Walo dwukrotnie przyjechał lekarz weterynarii zaaplikował leki, nie chciał ani grosza. Gmina Koziegłowy w piątek 4 lutego podstawiła nawet samochód. Dzięki Fundacji „Świat dla Zwierząt” jelonek pojechał gminnym autem do Pogotowia dla Dzikich Zwierząt w Mikołowie. - Dziś wiem, że zwierzę nie miało poważniejszych złamań, prawdopodobnie usiłowało sforsować betonowy płot i bardzo mocno się potłukło, wydobrzeje i wróci na wolność - mówi pan Bolesław. Dziś nie ma nawet pretensji do urzędników z gminy, którzy w końcu ruszyli z pomocą. Boli go znieczulica powiatowego lekarza weterynarii. - Gdy zasugerowałem, żeby ktoś z nich przyjechał, zbadał zwierzę, jakieś leki podał, to usłyszałem, że oni nie mają na to pieniędzy - nie kryje rozczarowania Bolesław Walo.

Komentarz

Fundacja "Świat dla Zwierząt" na swej stronie internetowej symbolicznie apeluje: "Zwierzaki - omijajcie Koziegłówki w powiecie myszkowskim!". Nie sposób bowiem przejść obojętnie nad tym, że powiatowy lekarz weterynarii, zamiast pojechać - bądź wysłać kogoś - na wezwanie do rannego zwierzęcia, straszył pana Walo sankcjami za to, że śmiał zaopiekować się własnością skarbu państwa. Zamiast wozić chore zwierzę 60 kilometrów do Mikołowa, powiatowy lekarz weterynarii bądź urzędnik gminny powinni poinformować pana Bolesława, że może wystąpić o zgodę na czasową opiekę nad zwierzęciem. Wszak niedawno postąpił tak wójt Mstowa, który przygarnął pod swój dach i nakarmił wykutego z lodu łabędzia. Dzikiego. O karze dla wójta jakoś nie słychać. Można? Okazuje się, że można.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 42 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

  • Ciężkie myślenie urzędnika ciemnobedzie 08.02.12, 09:39

    Brawo dla Pana Bolesława Walo, który zachował trzeźwość umysłu i z głupotą urzędniczą nie dyskutował, tylko robił swoje. Jeżeli zwierzęta są pod ochroną to mamy je chronić i Pan weterynarz i»

  • podac nazwisko powiatowego kretyna tj weta yattawawa 08.02.12, 12:29

    i pojechac mu po premii»

  • Ten przypadek czegoś jednak mnie nauczył. sowa_46 09.02.12, 03:01

    Wiem co zrobić kiedy spotkam weterynarza z Myszkowa, który siedząc przy drodze nie będzie mógł się podnieść z różnych powodów, po prostu kopnę go w doopę by przeleciał na drugą stronę drogi »