Arturo Mari: Częstochowa stała się moim drugim domem
08.02.2012
, aktualizacja: 08.02.2012 22:46
Po raz drugi w krótkim czasie Częstochowę odwiedził papieski fotograf Arturo Mari.
W sierpniu minionego roku, mimo że tuż po operacji nogi, był gościem otwarcia Muzeum Medali Jana Pawła II. Teraz przyjechał ponownie - na zaproszenie właściciela kolekcji i muzeum Krzysztofa Witkowskiego. W środę po wieczornej mszy w Duszpasterstwie Akademickim "Emaus" spotkał się z młodymi (i nie tylko) częstochowianami.
Zebrała się pewnie 300-osobowa publiczność. Że zainteresowana fotografią, świadczyła liczba wniesionych aparatów (mniej i bardziej profesjonalnych) oraz ciągły trzask migawek. Nad zgromadzeniem królował wielki ekran, na którym pojawiały się prace Mariego poświęcone Janowi Pawłowi II. Papież Polak często uwieczniany był wśród młodych.
- Miałem to szczęście, że osiem godzin przed śmiercią Ojca Świętego wezwał mnie do siebie - opowiadał fotograf papieży i przyjaciel tego jednego. - Dziękował i żegnał się, ale nawet wtedy dziwił się, słysząc, że tylu młodych jest przed jego oknem. Troskał się o ich przyszłość, rozwój.
Opowiadał też o letnich wieczorach w Castel Gandolfo, kiedy ojciec Kościoła siadał przy ognisku w zwykłym czarnym płaszczu księżym, otoczony młodymi rozmawiał z nimi i żartował. A wieczory takie stawały się głęboką nocą. Mari mówił, że nie chce się wtrącać w procedury Kościoła, który we właściwym czasie zdecyduje o świętości Karola Wojtyły, ale on już wtedy wiedział, że obcuje ze świętym.
Pytany o Częstochowę, Arturo Mari zapewniał, że stała się ona jego drugim domem.
Zebrała się pewnie 300-osobowa publiczność. Że zainteresowana fotografią, świadczyła liczba wniesionych aparatów (mniej i bardziej profesjonalnych) oraz ciągły trzask migawek. Nad zgromadzeniem królował wielki ekran, na którym pojawiały się prace Mariego poświęcone Janowi Pawłowi II. Papież Polak często uwieczniany był wśród młodych.
- Miałem to szczęście, że osiem godzin przed śmiercią Ojca Świętego wezwał mnie do siebie - opowiadał fotograf papieży i przyjaciel tego jednego. - Dziękował i żegnał się, ale nawet wtedy dziwił się, słysząc, że tylu młodych jest przed jego oknem. Troskał się o ich przyszłość, rozwój.
Opowiadał też o letnich wieczorach w Castel Gandolfo, kiedy ojciec Kościoła siadał przy ognisku w zwykłym czarnym płaszczu księżym, otoczony młodymi rozmawiał z nimi i żartował. A wieczory takie stawały się głęboką nocą. Mari mówił, że nie chce się wtrącać w procedury Kościoła, który we właściwym czasie zdecyduje o świętości Karola Wojtyły, ale on już wtedy wiedział, że obcuje ze świętym.
Pytany o Częstochowę, Arturo Mari zapewniał, że stała się ona jego drugim domem.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Arturo Mari: Częstochowa stała się moim drugim...
drob13
09.02.12, 09:06
więcej takich spotkań!!! była moc!!! »




więcej zdjęć