Częstochowa: ten Rzym polski, ta Norymberga północy
09.02.2012
, aktualizacja: 09.02.2012 21:33
Celuloidowe grzebienie kobiece z Częstochowy współzawodniczą z wyrobami amerykańskimi i niemieckimi w Turcji, w Persji, w Chinach i Japonii - napisali z uznaniem autorzy "Ilustracji przemysłu, rolnictwa i handlu polskiego". Książeczka ukazała się przed stu laty. Jak pokazano w niej Częstochowę?
Sto lat temu Tłocznia Artystyczna Jerzy Jorasz z Łodzi wydrukowała "Ilustrację przemysłu, rolnictwa i handlu polskiego" w Guberni Piotrkowskiej, która obejmowała - prócz stołecznego Piotrkowa - znacznie od niego większe Łódź i Częstochowę. Książeczka zawiera starannie opracowane reklamy, ujęte - jak nieskromnie podkreślił wydawca - "w estetyczną, wykwintną szatę". Obok nich są teksty odredakcyjne o walorach informacyjnych, nawet edukacyjnych. "Główną podstawą bytu społecznego narodu jest jego wytwórczość i stan posiadania. Podwaliny te kładzie praca ludzka, połączona z przemysłowością i przedsiębiorczością" - można przeczytać we wstępie do "Ilustracji...".
Są też m.in. praktyczne uwagi dotyczące zasad umieszczania reklam: "myliłby się, ktoby sądził, że każda jest dobrą. Wcale nie. Tak np. na afiszach teatralnych dobrze jest reklamować restaurację, cukiernię, ale nie miałoby sensu ogłaszać fabrykę maszyn parowych; tak samo pastylek Fay'a nie opłaciłoby się ogłaszać w lipcu, za to w marcu i listopadzie trzeba je bardzo reklamować".
Cztery dzielnice Częstochowy
Łódź zajmuje dwie trzecie tomu, Częstochowa resztę - co jest wynikiem znakomitym. "Ten Rzym polski - czytamy w książeczce - miejsce cudami słynące, ten cel pielgrzymek pobożnych całego narodu, jego wiara w opiekę Bożą, jego zjednoczenie w nabożnym kulcie Przeczystej Bogarodzicy, Patronki naszej - jest jednocześnie ożywionym i wybitniejszym punktem przemysłu w Królestwie".
Tu następuje opis Częstochowy, która "dzieli się niejako na cztery dzielnice, różniące się zasadniczo swoimi cechami. Więc: dzielnica fabryczna ogniskuje w sobie życie czynne i pracę produkcyjną; staromiejska reprezentuje handlową stronę miasta, nowomiejska z rozwiniętym handlem przedmiotami dewocyjnemi i na koniec dzielnica ulicy Panny Marji, która jest niejako dzielnicą arystokratyczną miasta. Liczba Częstochowy ogólna, obecna na miejscu liczy 80.000 głów".
Warto tu jednak wtrącić, że poza ówczesnymi granicami miasta leżały gęsto zabudowane Ostatni Grosz i Raków oraz Stradom.
Autor notki, podpisujący się Ed. Grabowiecki - wylicza największe zakłady przemysłowe, zaznaczając, że "rozkwit obecny przemysłu swego Częstochowa zawdzięcza ostatnim dopiero kilkunastu latom". Rozwój nastąpił bowiem nie z chwilą wytyczenia Alej łączących dwa miasteczka: nadwarciańską Częstochowę z podjasnogórską Nową Częstochową (Częstochówką), ani też po uruchomieniu w 1847 r. Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej - lecz dopiero kilka dekad później.
"Jeśli zaś zważymy, że np. w roku 1910 - kontynuuje Ed. Grabowski - w dzień koronacji Cudownego Obrazu nowemi koronami, ofiarowanemi przez papieża Piusa X na wieść o okropnem świętokradztwie [ich kradzieży - przyp. red.], zeszło się do Częstochowy przeszło pół miljona pobożnych, śmiele twierdzić możemy, że klasztor Jasnogórski i Cudowny Obraz M. B. są ważną dźwignią rozkwitu handlu, więc i dobrobytu Częstochowy".
Wełna, bawełna i juta
Opis przemysłu rozpoczyna się od wyjaśnienia technologii przerobu wełny. Jako pierwsza z fabryk występuje "Peltzer i Synowie. Przędzalnia Wełny Czesankowej", czyli późniejszy Wełnopol. "August Peltzer, senator państwa belgijskiego, potomek zasłużonej na polu przemysłu tkackiego w Belgii, był jednym z pierwszych cudzoziemców, który w czasach nowoczesnych zrozumiał, że Królestwo Polskie, jako odrębna całość państwa rosyjskiego, stanowi doskonałą placówkę do operacji przemysłowych w Rosji" - można przeczytać w książeczce. Specjalność fabryki stanowi przędza czesankowa biała i farbowana oraz kolorowane skóry baranie. Ma 1500 robotników i 2,5 milionów rubli obrotu. "Obecni właściciele firmy Paweł Georg i Edward Peltzer mają zarząd fabryczny na miejscu w Częstochowie a sami od czasu do czasu odwiedzają zakłady częstochowskie, znacząc swe wizyty ofiarami na budujący się kościół Świętej Rodziny [dziś to katedra - przyp. red.]".
W bawełnie działa "La Czenstochovienne. Częstochowskie T-wo Przędzalnicze". Założycielem fabryki przemianowanej po II wojnie światowej na Cebę, a potem na Polontex, był "Eugenjusz Motte, były poseł do parlamentu francuskiego i możny przemysłowiec z miasta Roubaix na pograniczu Belgii.". Zakład popularnej Częstochowianki był największym w mieście. Zatrudniając aż 2,7 tys. pracowników przy obrocie 4,5 mln rubli przyczynił się walnie do rozwoju Ostatniego Grosza, na którym osiedlali się robotnicy. "Na Częstochowiance od dawna istnieje zespół towarzyski, polsko-francuski, wyższych pracowników administracyjnych, którzy posiadają własny bufet i ubikacje klubowe". Natomiast "żywot robotniczy dopiero od wiosny 1909 roku przy życzliwym współudziale dyrekcji fabrycznej założył Tow. teatralno-muzyczne i własną trupę miłośników sceny pod kierunkiem pracownika fabrycznego, p. Czesława Hutyry".
Tu dygresja: padło nazwisko Motte, a Mottami nazywano przecież inną fabrykę, dzisiejszy Elanex przy ul. Krakowskiej. Otóż oba zakłady należały do tych samych właścicieli, ale tylko w nazwie tej z ul. Krakowskiej figurowało nazwisko Motte - stąd potoczna nazwa. Co ciekawe, w "Ilustracji..." w ogóle nie opisano tego ogromnego przecież zakładu - co oznacza, że właściciele pożałowali pieniędzy na dwie reklamy. A kosztowały one, bo cennik też opublikowano: 100 rubli za całą stronę lub 35 rubli za jedną trzecią.
Kolejna fabryka włókiennicza to Warta przy ul. Krakowskiej specjalizująca się w przerobie juty. "Jest jednym z nielicznych zakładów przemysłowych, wytworzonych przez kapitał miejscowy". Właścicielami są p.p.: Herman Ginsberg, Jan Grossman, Ludwik Kohn, Henryk Markusfeld i Szymon Neuman". Szerzej opisana jest postać Markusfelda, znanego filantropa: "prawie nic w mieście, co jest powszechniejszego znaczenia, nie robi się bez jego czynnej i wydatnej pomocy".
Ostatnią ujętą w "Ilustracji..." fabryką włókienniczą jest jedyna do dziś działająca dawna Szpagaciarnia, obecnie Stradom przy ul. 1 Maja, a sto lat temu " Tow. Akc. Częstochowskich Zakładów Jutowych i Konopnych" przy ul. Stradomskiej. Zakład założony został "z inicjatywy Leona Oderfelda, z dwoma kupcami leśnymi z Wrocławia, braćmi Goldstein i A. Oppenheimem, kupcem z Warszawy". W opisie dominuje komplementowanie dyrektora Gustawa Kohna, a zwłaszcza jego "zabiegi około uczciwego uregulowania sprawy współżycia robotniczego".
Co słychać w "metalu" i na budowie?
Przemysł hutniczy i metalowy - druga po włókienniczej branża - zareklamował się w "Ilustracji..." skromnie, więc nie ma w niej zbyt wiele o Hucie Hantkego, zakładzie metalurgicznym "Blachownia", czy odlewni "Wulkan". Anonse wykupiły za to nieco mniejsze, co nie znaczy małe przedsiębiorstwa, takie jak Fabryka Maszyn i Odlewnia Metali Bracia Kanczewscy z ul. Ogrodowej, Fabryka Miedziano-Kotlarska Mechaniczna i Odlewnia Braci Szczęsnych z ul. Krakowskiej, Fabryka Rowerów T. Kurasiewicz z II Alei 32, Fabryka Mebli Żalaznych Edwarda Kindermana z Teatralnej 26 (dziś al. Wolności).
Nie pożałowali za to pieniędzy budowlańcy. Na całej stronie reklamują się firmy:
* Allert i Buhle z III Alei 53, która wznosiła m.in. kościół ewangelicki oraz w również neogotyckim stylu okazałą Szkołę Towarzystwa Akcyjnego "Zawiercie" w Zawierciu
* A. Bogusławski - budowniczy fabryki portland-cementu "Jakób" w Rudnikach, wieży ciśnień na kolejowej linii herbsko-kieleckiej i dworca Stradom. Zaznaczyć tu trzeba, że przed PRL-owską przebudową czy raczej dewastacją, dworzec wyglądał dużo lepiej. Zwracały uwagę ceglano-kamienna elewacja i wysoka wieża ze spiczastym hełmem
* L. W. Sobieraj z Teatralnej (dziś al. Kościuszki), reklamująca się secesyjnym pawilonem wystawowym w Parku Staszica, Kamienicą Kupiecką, kamienicą na ul. św. Barbary, nie istniejącą, bo spaloną w styczniu 1945 r. przez sowietów kamienicą w II Alei, gdzie później wybudowano blok PTTK oraz fabryką portland-cementu "Wrzosowa"
Są też m.in. praktyczne uwagi dotyczące zasad umieszczania reklam: "myliłby się, ktoby sądził, że każda jest dobrą. Wcale nie. Tak np. na afiszach teatralnych dobrze jest reklamować restaurację, cukiernię, ale nie miałoby sensu ogłaszać fabrykę maszyn parowych; tak samo pastylek Fay'a nie opłaciłoby się ogłaszać w lipcu, za to w marcu i listopadzie trzeba je bardzo reklamować".
Cztery dzielnice Częstochowy
Łódź zajmuje dwie trzecie tomu, Częstochowa resztę - co jest wynikiem znakomitym. "Ten Rzym polski - czytamy w książeczce - miejsce cudami słynące, ten cel pielgrzymek pobożnych całego narodu, jego wiara w opiekę Bożą, jego zjednoczenie w nabożnym kulcie Przeczystej Bogarodzicy, Patronki naszej - jest jednocześnie ożywionym i wybitniejszym punktem przemysłu w Królestwie".
Tu następuje opis Częstochowy, która "dzieli się niejako na cztery dzielnice, różniące się zasadniczo swoimi cechami. Więc: dzielnica fabryczna ogniskuje w sobie życie czynne i pracę produkcyjną; staromiejska reprezentuje handlową stronę miasta, nowomiejska z rozwiniętym handlem przedmiotami dewocyjnemi i na koniec dzielnica ulicy Panny Marji, która jest niejako dzielnicą arystokratyczną miasta. Liczba Częstochowy ogólna, obecna na miejscu liczy 80.000 głów".
Warto tu jednak wtrącić, że poza ówczesnymi granicami miasta leżały gęsto zabudowane Ostatni Grosz i Raków oraz Stradom.
Autor notki, podpisujący się Ed. Grabowiecki - wylicza największe zakłady przemysłowe, zaznaczając, że "rozkwit obecny przemysłu swego Częstochowa zawdzięcza ostatnim dopiero kilkunastu latom". Rozwój nastąpił bowiem nie z chwilą wytyczenia Alej łączących dwa miasteczka: nadwarciańską Częstochowę z podjasnogórską Nową Częstochową (Częstochówką), ani też po uruchomieniu w 1847 r. Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej - lecz dopiero kilka dekad później.
"Jeśli zaś zważymy, że np. w roku 1910 - kontynuuje Ed. Grabowski - w dzień koronacji Cudownego Obrazu nowemi koronami, ofiarowanemi przez papieża Piusa X na wieść o okropnem świętokradztwie [ich kradzieży - przyp. red.], zeszło się do Częstochowy przeszło pół miljona pobożnych, śmiele twierdzić możemy, że klasztor Jasnogórski i Cudowny Obraz M. B. są ważną dźwignią rozkwitu handlu, więc i dobrobytu Częstochowy".
Wełna, bawełna i juta
Opis przemysłu rozpoczyna się od wyjaśnienia technologii przerobu wełny. Jako pierwsza z fabryk występuje "Peltzer i Synowie. Przędzalnia Wełny Czesankowej", czyli późniejszy Wełnopol. "August Peltzer, senator państwa belgijskiego, potomek zasłużonej na polu przemysłu tkackiego w Belgii, był jednym z pierwszych cudzoziemców, który w czasach nowoczesnych zrozumiał, że Królestwo Polskie, jako odrębna całość państwa rosyjskiego, stanowi doskonałą placówkę do operacji przemysłowych w Rosji" - można przeczytać w książeczce. Specjalność fabryki stanowi przędza czesankowa biała i farbowana oraz kolorowane skóry baranie. Ma 1500 robotników i 2,5 milionów rubli obrotu. "Obecni właściciele firmy Paweł Georg i Edward Peltzer mają zarząd fabryczny na miejscu w Częstochowie a sami od czasu do czasu odwiedzają zakłady częstochowskie, znacząc swe wizyty ofiarami na budujący się kościół Świętej Rodziny [dziś to katedra - przyp. red.]".
W bawełnie działa "La Czenstochovienne. Częstochowskie T-wo Przędzalnicze". Założycielem fabryki przemianowanej po II wojnie światowej na Cebę, a potem na Polontex, był "Eugenjusz Motte, były poseł do parlamentu francuskiego i możny przemysłowiec z miasta Roubaix na pograniczu Belgii.". Zakład popularnej Częstochowianki był największym w mieście. Zatrudniając aż 2,7 tys. pracowników przy obrocie 4,5 mln rubli przyczynił się walnie do rozwoju Ostatniego Grosza, na którym osiedlali się robotnicy. "Na Częstochowiance od dawna istnieje zespół towarzyski, polsko-francuski, wyższych pracowników administracyjnych, którzy posiadają własny bufet i ubikacje klubowe". Natomiast "żywot robotniczy dopiero od wiosny 1909 roku przy życzliwym współudziale dyrekcji fabrycznej założył Tow. teatralno-muzyczne i własną trupę miłośników sceny pod kierunkiem pracownika fabrycznego, p. Czesława Hutyry".
Tu dygresja: padło nazwisko Motte, a Mottami nazywano przecież inną fabrykę, dzisiejszy Elanex przy ul. Krakowskiej. Otóż oba zakłady należały do tych samych właścicieli, ale tylko w nazwie tej z ul. Krakowskiej figurowało nazwisko Motte - stąd potoczna nazwa. Co ciekawe, w "Ilustracji..." w ogóle nie opisano tego ogromnego przecież zakładu - co oznacza, że właściciele pożałowali pieniędzy na dwie reklamy. A kosztowały one, bo cennik też opublikowano: 100 rubli za całą stronę lub 35 rubli za jedną trzecią.
Kolejna fabryka włókiennicza to Warta przy ul. Krakowskiej specjalizująca się w przerobie juty. "Jest jednym z nielicznych zakładów przemysłowych, wytworzonych przez kapitał miejscowy". Właścicielami są p.p.: Herman Ginsberg, Jan Grossman, Ludwik Kohn, Henryk Markusfeld i Szymon Neuman". Szerzej opisana jest postać Markusfelda, znanego filantropa: "prawie nic w mieście, co jest powszechniejszego znaczenia, nie robi się bez jego czynnej i wydatnej pomocy".
Ostatnią ujętą w "Ilustracji..." fabryką włókienniczą jest jedyna do dziś działająca dawna Szpagaciarnia, obecnie Stradom przy ul. 1 Maja, a sto lat temu " Tow. Akc. Częstochowskich Zakładów Jutowych i Konopnych" przy ul. Stradomskiej. Zakład założony został "z inicjatywy Leona Oderfelda, z dwoma kupcami leśnymi z Wrocławia, braćmi Goldstein i A. Oppenheimem, kupcem z Warszawy". W opisie dominuje komplementowanie dyrektora Gustawa Kohna, a zwłaszcza jego "zabiegi około uczciwego uregulowania sprawy współżycia robotniczego".
Co słychać w "metalu" i na budowie?
Przemysł hutniczy i metalowy - druga po włókienniczej branża - zareklamował się w "Ilustracji..." skromnie, więc nie ma w niej zbyt wiele o Hucie Hantkego, zakładzie metalurgicznym "Blachownia", czy odlewni "Wulkan". Anonse wykupiły za to nieco mniejsze, co nie znaczy małe przedsiębiorstwa, takie jak Fabryka Maszyn i Odlewnia Metali Bracia Kanczewscy z ul. Ogrodowej, Fabryka Miedziano-Kotlarska Mechaniczna i Odlewnia Braci Szczęsnych z ul. Krakowskiej, Fabryka Rowerów T. Kurasiewicz z II Alei 32, Fabryka Mebli Żalaznych Edwarda Kindermana z Teatralnej 26 (dziś al. Wolności).
Nie pożałowali za to pieniędzy budowlańcy. Na całej stronie reklamują się firmy:
* Allert i Buhle z III Alei 53, która wznosiła m.in. kościół ewangelicki oraz w również neogotyckim stylu okazałą Szkołę Towarzystwa Akcyjnego "Zawiercie" w Zawierciu
* A. Bogusławski - budowniczy fabryki portland-cementu "Jakób" w Rudnikach, wieży ciśnień na kolejowej linii herbsko-kieleckiej i dworca Stradom. Zaznaczyć tu trzeba, że przed PRL-owską przebudową czy raczej dewastacją, dworzec wyglądał dużo lepiej. Zwracały uwagę ceglano-kamienna elewacja i wysoka wieża ze spiczastym hełmem
* L. W. Sobieraj z Teatralnej (dziś al. Kościuszki), reklamująca się secesyjnym pawilonem wystawowym w Parku Staszica, Kamienicą Kupiecką, kamienicą na ul. św. Barbary, nie istniejącą, bo spaloną w styczniu 1945 r. przez sowietów kamienicą w II Alei, gdzie później wybudowano blok PTTK oraz fabryką portland-cementu "Wrzosowa"
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Częstochowa: ten Rzym polski, ta Norymberga pół...
tomraj84
10.02.12, 13:09
Ten artykuł jest po części odpowiedzią, dlaczego wielu częstochowian pragnie, by ich miasto było stolicą województwa. Takie marzenie mieli też ludzie mieszkający w Częstochowie przed II »




więcej zdjęć