Zrujnowany symbol historii miasta. Kto się wstydzi?
11.02.2012
, aktualizacja: 12.02.2012 11:47
Miało być muzeum wielokulturowości Częstochowy, a jest ruina, która szpeci okolice ul. Strażackiej. - To dla miasta wstyd i kompromitacja - słychać głosy. - Nic nie możemy zrobić - bronią się władze.
Chodzi o teren obok pomnika pomordowanych Żydów Częstochowian i rampy, skąd odprawiano transporty z likwidowanego getta. Niedaleko jest też Galeria Jurajska i zespół szkół. W pustej przestrzeni stoją ogrodzone metalowym płotem resztki niewielkiego budynku.
To dawna stacyjka kolei herbskiej. Ma sto lat. Kiedy "Gazeta" po raz pierwszy apelowała o ratowanie zabytku, mieszkali w nim jeszcze ludzie. Narzekali na standard, na brak remontów. Gospodarzem były Polskie Koleje Państwowe. W 2007 roku rzecznik prasowy Zarządu Nieruchomości PKP w Katowicach przyznał, że ekspertyzy sugerują nawet rozebranie drewnianej konstrukcji, jednak - jak tłumaczył - lokatorzy nie chcą się wyprowadzić na czas remontu. Kiedy to wreszcie zrobili, natychmiast pojawili się złomiarze. Którejś nocy stacyjka została też podpalona. Od tamtego czasu stoi porzucona i w szybkim tempie niszczeje.
Mimo to wydawało się, że uda się ją uratować. W 2006 roku Zygmunt Rolat, założyciel i szef Światowego Związku Żydów Częstochowian, zaproponował stworzenie w budynku muzeum wielokultrowości Częstochowy ze szczególnym uwzględnieniem mieszkańców wyznania mojżeszowego. Miało to być wspólne działanie z miastem, które do projektu wniosłoby właśnie budynek. - Zygmunt Rolat śledził działania urzędu miasta, by pozyskać ten obiekt od PKP - mówi Piotr Stasiak, reprezentujący w Polsce biznesmena z Nowego Jorku, od niedawna Honorowego Obywatela Częstochowy. - Wie, że pojawiły się przeszkody uniemożliwiające te plany.
Jakie to przeszkody? Chodzi o stan prawny obiektu.
Stacyjka i działka (własność skarbu państwa) są w wieczystym użytkowaniu przez PKP i prywatnego właściciela - dawnego lokatora, który wykupił od kolei mieszkanie. W latach 2007-2008 miasto prowadziło z nim negocjacje, by sprzedał swoje udziały w nieruchomości (to 56 proc.). Żądał jednak znacznie więcej (magistrat nie chce zdradzić ile), niż wycenił rzeczoznawca. Za dużo dla miasta, nawet jeśli przyjąć, że radni w wyjątkowych okolicznościach mogą zaakceptować wyższą kwotę, niż wynika z wyceny.
PKP złożyły ofertę sprzedaży swojej części, chociaż przepisy pozwalają, by nieruchomość przekazały bezpłatnie. Co z tego, skoro i tak cały proces wstrzymuje prywatny właściciel ("Gazecie" nie udało się z nim skontaktować).
- Dlatego od dłuższego czasu w sprawie nic się nie zmienia. Jest impas - mówi Aleksander Wierny, naczelnik miejskiego wydziału kultury. - Dawny lokator liczy, że kosztem miasta zrobi majątek. Nie przyjmuje do wiadomości, że mamy związane ręce i prędzej domek się rozpadnie, niż on uzyska swoją cenę.
A stan stacyjki jest coraz gorszy. Wkrótce zaczną walić się ściany. O los ruiny zaśmiecającej krajobraz ul. Strażackiej chce upomnieć się radny Jerzy Zając - już przygotował interpelację. Od wielu miesięcy bombarduje miasto listami w tej sprawie także częstochowianin Arkadiusz Lewandowski. "Czy jest wreszcie możliwe, aby Pan jako Prezydent Miasta Częstochowy zarządził całkowite i dokładne wyjaśnienie tej sprawy" - napisał pod koniec ubiegłego roku do Krzysztofa Matyjaszczyka. - "Sprawa jest kompromitująca" - alarmował.
Ale i pilna, bo jesienią wypada 70. rocznica likwidacji częstochowskiego getta. Część uroczystości odbędzie się przy pomniku na Strażackiej. Ruina tuż obok chluby miastu nie przyniesie.
Stąd pomysł, by wstydliwy widok zasłonili artyści jakąś instalacją. Tak zresztą zrobili przed kilku laty uczniowie częstochowskiego "plastyka", kiedy powstał pomnik - ustawili płótna z namalowanymi ludzkimi sylwetkami.
- Jestem po rozmowach z Anną Maciejowską, dyrektorką Zespołu Szkół Plastycznych - informuje Wierny. - Mamy wspólnie wybrać obiekty związane z historią Żydów Częstochowian, które zostaną artystycznie oprawione. Będzie to wspólny projekt naszej szkoły i akademii w Jerozolimie. Wskażemy także ruinę przy ul. Strażackiej. No chyba, że zdarzy się cud i dogadamy się ze współwłaścicielem zrujnowanego budynku.
Komentarz "Gazety"
Już dwa i pół roku minęło od odsłonięcia przy ul. Strażackiej pomnika ku czci ofiar getta. Ustawionego obok rampy, z której Żydzi wsiadali do wagonów wiozących ich do Treblinki, i w pobliżu stacyjki, w której pewnie siedzieli oficerowie gestapo, zajmujący się logistyką śmierci. Na czas uroczystości zrujnowany budynek został ukryty za wcale nie ładniejszym płotem. Musiał straszyć i organizatorów, jeśli poprosili uczniów "plastyka" o artystyczny akcent, który odwróci uwagę od ruiny.
To już dwa i pół roku - a widok jest ten sam. Częstochowianie to widzą i na szczęście reagują. Boją się kolejnego wstydu.
Trudno. Jeśli ruina ma trwać - rzeczywiście zróbmy z niej jakość. Te zgliszcza kojarzą się z wojną, w kontekście holocaustu mają swoją symboliczną wymowę. Wszystko może uratować jakiś genialny w prostocie (i cenie) pomysł. Więc myślmy, bo miasto jest otwarte na propozycje.
Tadeusz Piersiak
To dawna stacyjka kolei herbskiej. Ma sto lat. Kiedy "Gazeta" po raz pierwszy apelowała o ratowanie zabytku, mieszkali w nim jeszcze ludzie. Narzekali na standard, na brak remontów. Gospodarzem były Polskie Koleje Państwowe. W 2007 roku rzecznik prasowy Zarządu Nieruchomości PKP w Katowicach przyznał, że ekspertyzy sugerują nawet rozebranie drewnianej konstrukcji, jednak - jak tłumaczył - lokatorzy nie chcą się wyprowadzić na czas remontu. Kiedy to wreszcie zrobili, natychmiast pojawili się złomiarze. Którejś nocy stacyjka została też podpalona. Od tamtego czasu stoi porzucona i w szybkim tempie niszczeje.
Mimo to wydawało się, że uda się ją uratować. W 2006 roku Zygmunt Rolat, założyciel i szef Światowego Związku Żydów Częstochowian, zaproponował stworzenie w budynku muzeum wielokultrowości Częstochowy ze szczególnym uwzględnieniem mieszkańców wyznania mojżeszowego. Miało to być wspólne działanie z miastem, które do projektu wniosłoby właśnie budynek. - Zygmunt Rolat śledził działania urzędu miasta, by pozyskać ten obiekt od PKP - mówi Piotr Stasiak, reprezentujący w Polsce biznesmena z Nowego Jorku, od niedawna Honorowego Obywatela Częstochowy. - Wie, że pojawiły się przeszkody uniemożliwiające te plany.
Jakie to przeszkody? Chodzi o stan prawny obiektu.
Stacyjka i działka (własność skarbu państwa) są w wieczystym użytkowaniu przez PKP i prywatnego właściciela - dawnego lokatora, który wykupił od kolei mieszkanie. W latach 2007-2008 miasto prowadziło z nim negocjacje, by sprzedał swoje udziały w nieruchomości (to 56 proc.). Żądał jednak znacznie więcej (magistrat nie chce zdradzić ile), niż wycenił rzeczoznawca. Za dużo dla miasta, nawet jeśli przyjąć, że radni w wyjątkowych okolicznościach mogą zaakceptować wyższą kwotę, niż wynika z wyceny.
PKP złożyły ofertę sprzedaży swojej części, chociaż przepisy pozwalają, by nieruchomość przekazały bezpłatnie. Co z tego, skoro i tak cały proces wstrzymuje prywatny właściciel ("Gazecie" nie udało się z nim skontaktować).
- Dlatego od dłuższego czasu w sprawie nic się nie zmienia. Jest impas - mówi Aleksander Wierny, naczelnik miejskiego wydziału kultury. - Dawny lokator liczy, że kosztem miasta zrobi majątek. Nie przyjmuje do wiadomości, że mamy związane ręce i prędzej domek się rozpadnie, niż on uzyska swoją cenę.
A stan stacyjki jest coraz gorszy. Wkrótce zaczną walić się ściany. O los ruiny zaśmiecającej krajobraz ul. Strażackiej chce upomnieć się radny Jerzy Zając - już przygotował interpelację. Od wielu miesięcy bombarduje miasto listami w tej sprawie także częstochowianin Arkadiusz Lewandowski. "Czy jest wreszcie możliwe, aby Pan jako Prezydent Miasta Częstochowy zarządził całkowite i dokładne wyjaśnienie tej sprawy" - napisał pod koniec ubiegłego roku do Krzysztofa Matyjaszczyka. - "Sprawa jest kompromitująca" - alarmował.
Ale i pilna, bo jesienią wypada 70. rocznica likwidacji częstochowskiego getta. Część uroczystości odbędzie się przy pomniku na Strażackiej. Ruina tuż obok chluby miastu nie przyniesie.
Stąd pomysł, by wstydliwy widok zasłonili artyści jakąś instalacją. Tak zresztą zrobili przed kilku laty uczniowie częstochowskiego "plastyka", kiedy powstał pomnik - ustawili płótna z namalowanymi ludzkimi sylwetkami.
- Jestem po rozmowach z Anną Maciejowską, dyrektorką Zespołu Szkół Plastycznych - informuje Wierny. - Mamy wspólnie wybrać obiekty związane z historią Żydów Częstochowian, które zostaną artystycznie oprawione. Będzie to wspólny projekt naszej szkoły i akademii w Jerozolimie. Wskażemy także ruinę przy ul. Strażackiej. No chyba, że zdarzy się cud i dogadamy się ze współwłaścicielem zrujnowanego budynku.
Komentarz "Gazety"
Już dwa i pół roku minęło od odsłonięcia przy ul. Strażackiej pomnika ku czci ofiar getta. Ustawionego obok rampy, z której Żydzi wsiadali do wagonów wiozących ich do Treblinki, i w pobliżu stacyjki, w której pewnie siedzieli oficerowie gestapo, zajmujący się logistyką śmierci. Na czas uroczystości zrujnowany budynek został ukryty za wcale nie ładniejszym płotem. Musiał straszyć i organizatorów, jeśli poprosili uczniów "plastyka" o artystyczny akcent, który odwróci uwagę od ruiny.
To już dwa i pół roku - a widok jest ten sam. Częstochowianie to widzą i na szczęście reagują. Boją się kolejnego wstydu.
Trudno. Jeśli ruina ma trwać - rzeczywiście zróbmy z niej jakość. Te zgliszcza kojarzą się z wojną, w kontekście holocaustu mają swoją symboliczną wymowę. Wszystko może uratować jakiś genialny w prostocie (i cenie) pomysł. Więc myślmy, bo miasto jest otwarte na propozycje.
Tadeusz Piersiak
- 135 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
cycaty wypuść trochę ciśnienia z piersi
monitoring12
11.02.12, 23:24
ujmij sie za Polakami bez jedzenia, bez pracy, wykolegowantymi przez niepolaków»
-
Cżestochowa to średniej wielkości prowincja
ladychapel
12.02.12, 11:34
Brud, i brak gustu, brak dobrych kafejek, restauracji (wegetariańskich również), ubożuchne kamieniczki 1-2 piętrowe świadczą o małej zamożności tych, którzy je budowali, dworce PKP i PKS są »
-
Zrujnowany symbol historii miasta. Kto się wsty...
angrusz1
14.02.12, 10:03
W skład oferty NOW może wchodzić militarna, polityczna i wywiadowcza aktywność wewnątrz Palestyny, a po szczegółowych ustaleniach, również poza Palestyną. Równocześnie żydzi europejscy będą »




więcej zdjęć