5062 lewe recepty, ale do sądu trafili tylko aptekarze
14.02.2012
, aktualizacja: 14.02.2012 15:31
Mieli wyłudzić przez cztery lata z Narodowego Funduszu Zdrowia 1,3 mln zł. Przed częstochowskim sądem właśnie stanęło małżeństwo aptekarzy z Myszkowa.
Małżonkowie K. prowadzili trzy apteki: w Myszkowie, Włodowicach i Niegowej. Kontrolerzy z Funduszu zakwestionowali ponad 5 tys. recept zrealizowanych w nich w latach 2004-2008, na podstawie których K. wystąpili o refundację leków. Myszkowska prokuratura, która nadzorowała śledztwo praktycznie w całości potwierdziła ustalenia NFZ.
Mechanizm oszustwa - według śledczych - był prosty. Apteka otrzymywała do zrealizowania receptę, na której był lek podlegający refundacji. Po wydaniu np. jednego opakowania - zgodnie z zapisem lekarza - na rewersie przy tzw. otaksowaniu K. wpisywali, że sprzedali dwa opakowania. Taki mechanizm dotyczył głównie leków psychiatrycznych. Drugim sposobem miała być fikcyjna sprzedaż leków, których nie było w magazynach aptek małżonków K. Prokuratura przyznała, że nie udało się zweryfikować, czy pacjenci faktycznie kupili tyle opakowań medykamentów, ile farmaceuci wykazywali do refundacji. Śledczy, którzy dotarli do niektórych klientów trzech aptek dowodzili, że ludzie albo już nie pamiętają, ile lekarstw i kiedy kupowali, albo stan ich zdrowia nie pozwala na taką weryfikację.
Powołany przez sąd biegły wyliczył, że suma wyłudzenia sięgnęła około 1,3 mln zł. Czy było to możliwie bez udziału i wiedzy lekarzy? Według naszych ustaleń większość z ponad 5 tys. zakwestionowanych recept wystawiło trzech znanych w Myszkowie lekarzy. Ich nazwiska nie przewijają się jednak w śledztwie. Pominięto też wniosek adwokata farmaceutów, by sprawdzić w urzędzie skarbowym wykazywane przez nich dochody, by dowieść, co zrobili z milionem złotych. W śledztwie małżonkowie K. nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.
Mechanizm oszustwa - według śledczych - był prosty. Apteka otrzymywała do zrealizowania receptę, na której był lek podlegający refundacji. Po wydaniu np. jednego opakowania - zgodnie z zapisem lekarza - na rewersie przy tzw. otaksowaniu K. wpisywali, że sprzedali dwa opakowania. Taki mechanizm dotyczył głównie leków psychiatrycznych. Drugim sposobem miała być fikcyjna sprzedaż leków, których nie było w magazynach aptek małżonków K. Prokuratura przyznała, że nie udało się zweryfikować, czy pacjenci faktycznie kupili tyle opakowań medykamentów, ile farmaceuci wykazywali do refundacji. Śledczy, którzy dotarli do niektórych klientów trzech aptek dowodzili, że ludzie albo już nie pamiętają, ile lekarstw i kiedy kupowali, albo stan ich zdrowia nie pozwala na taką weryfikację.
Powołany przez sąd biegły wyliczył, że suma wyłudzenia sięgnęła około 1,3 mln zł. Czy było to możliwie bez udziału i wiedzy lekarzy? Według naszych ustaleń większość z ponad 5 tys. zakwestionowanych recept wystawiło trzech znanych w Myszkowie lekarzy. Ich nazwiska nie przewijają się jednak w śledztwie. Pominięto też wniosek adwokata farmaceutów, by sprawdzić w urzędzie skarbowym wykazywane przez nich dochody, by dowieść, co zrobili z milionem złotych. W śledztwie małżonkowie K. nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




