Tajemnice kirkutu: ludzkie szczątki w wagonach z wapnem
15.02.2012
, aktualizacja: 15.02.2012 17:07
Robotnicy pamiętają, jak koparki wybierały z ziemi ludzkie kości. Nikt nie wiedział, co z nimi robić, i ładowano je na wagony z wapnem, które jechały do cementowni w Działoszynie. To mogły być szczątki pochowanych niegdyś Żydów
ZOBACZ TAKŻE
- Jak uratować kirkut? Zakończyć spory i powołać fundację (26-01-12, 15:12)
- Zabytkowa nekropolia niszczeje na naszych oczach [ZDJĘCIA] (24-01-12, 11:00)
- Brama kirkutu otwarta, klucz się nie znalazł (18-01-12, 21:58)
- List. Miasto nie ma klucza do bramy kirkutu (03-01-12, 18:47)
- Ktoś zamknął kirkut. No dobrze, ale gdzie jest klucz? (27-12-11, 17:32)
- Okradziono kirkut w Krzepicach. Macewy w punkcie złomu (23-07-11, 18:07)
Za murem cmentarza żydowskiego są bocznica kolejowa, murowany budynek i obszar nazywany pyłowym albo pyłowiskiem. Jeszcze dziesięć lat temu wysypywano tam produkty uboczne spustów surówki z wielkiego pieca Huty Częstochowa.
Od 1980 do 1997 roku pracował tam Zenon Wielkopolak.
- To wyglądało zupełnie inaczej - złapał się za głowę, kiedy pojechaliśmy na pyłowe. - Ten wał na granicy cmentarza został usypany z ziemi ściągniętej z całego pyłowiska. Na pewno i tam znajdują się ludzkie kości.
Wielkopolak skontaktował się z nami po przeczytaniu tekstu o historii cmentarza żydowskiego ("Zginie bez gospodarza" - GW, 24.01.2012). Szczególnie poruszył go fragment, w którym pojawiła się sugestia, że poza terenem kirkutu nie było pochówków. - Były! - twierdzi on i jego koledzy, którzy z nim pracowali.
Płacą mi za to? Tu ciągle są jakieś kości
Pyłowisko, o którym mowa, było terenem, gdzie rurociągiem transportowano odpady powstające przy rozlewaniu surówki. Płynny metal rozlewany z kadzi zachowywał się jak rwąca woda: pryskał do góry i na boki. Mniejsze i większe krople stali, już scalone jako tzw. zendry, spadały do kanałów z wodą. Specjalnym rurociągiem odpady wymieszane z wapnem wyprowadzano na pyłowe. Tam zajeżdżały wagony i samochody z cementowni w Działoszynie i zabierały zendry jako wsad do produkcji cementu portlandzkiego. Ten stalowo-wapienny pył tworzył na ziemi warstwę nawet czterometrową. To właśnie z niej, głęboko ryjąc ziemię, koparki wybierały ładunek dla wagonów i ciężarówek.
- Któregoś razu zauważyłem, że w wagonie na samym wierzchu są ludzkie kości - opowiada częstochowianin. "Maniek!" - wołam do operatora koparki. "Zróbmy coś z tym". "A co? Ja nie mam co robić? Płacą mi za to? Tu ciągle są jakieś kości" - odpowiedział operator.
Ludzkie szczątki pojechały więc do Działoszyna i pewnie poszły na cement. Wielkopolak podejrzewa, że o wszystkim wiedziały straż przemysłowa i pewnie milicja. Ale nikt nie chciał sobie robić kłopotu.
- Któregoś dnia kierowca ciężarówki wypatrzył na samochodzie czaszkę - opowiada Zenon Wielkopolak. - Szedł z nią do nas, wyśmiewając się z "Żydków". Ruszyło mnie: postraszyłem go milicją i kazałem zanieść te szczątki na cmentarz. Wie pan, dla mnie człowiek to człowiek. I nieważne, jakiego jest pochodzenia.
W obcasach były złote monety
Wielkopolak mówi, że nikt, kto pracował na pyłowisku, nie miał wątpliwości, że znajdowane tam kości to szczątki zmarłych Żydów. Tym bardziej że gdzieś na przełomie lat 70. i 80. robotnicy znaleźli przy zwrotnicy stare buty, a w obcasach były "świnki", czyli złote monety. Znalezisko poróżniło robotników i pobili się o nie. Trzeba było wzywać milicję. Wszyscy wiedzieli, że Żydzi chowali monety w obcasach butów, wszywali w ubrania.
Nic więc dziwnego, że i na samym cmentarzu, tuż za plecami pracujących robotników, wciąż słychać było odgłosy rabunku. Andrzej Mincikiewicz (na pyłowym od 1982 do 2003 roku) opowiada, jak milicja aresztowała na cmentarzu jakichś studentów, którzy wykopywali czaszki. Pewnie do nauki anatomii. Najczęściej złodzieje pozostawali bezkarni. Za to Mincikiewicz, kiedy wybrał się raz obejrzeć cmentarz, został zatrzymany przez straż przemysłową i o mało nie został aresztowany. Kiedy robotnicy zostawiali swoje narzędzia pracy (brechy) pod murem kirkutu, to one natychmiast znikały. Trafiały w ręce złodziei rozbierających groby, których nazywano majlochami. Mówiło się, że kamień z macew i grobowców trafia do zakładów kamieniarskich. Tak zniknął piękny dom pożegnań z granitu szwedzkiego.
- Przez kilkanaście lat chodziłem przez ten cmentarz do pracy - mówi ze smutkiem Wielkopolak. - Coraz więcej macew było przewróconych, znikały po kolei, niszczał otaczający je mur. Niestety, wielu częstochowian uważało, że ten cmentarz jest nie nasz, że nie jest częścią naszej wspólnej historii. W naszym domu było inaczej. Mama nie mówiła o tym głośno, ale w jej kamienicy przy ul. Małej 13 ukrywali się sąsiedzi wyznania mojżeszowego. W rodzinie wspominało się ich zawsze bardzo ciepło, więc mnie na propagandę antysemicką trudno było nabrać. Choć też nie zawsze wśród kolegów łatwo było mówić, co się myśli.
Kirkut bez gospodarza
Cmentarz żydowski - jeden z największych w środkowej Polsce - to nie tylko cenny zabytek, ale także miejsce pamięci o Żydach częstochowianach. Przed Holocaustem stanowili oni ponad 20 proc. mieszkańców naszego miasta. Dziś kirkut nie ma gospodarza i niszczeje. W komisji regulacyjnej trwa spór o własność gruntu. Gmina żydowska stara się o zwrot od skarbu państwa nie tylko terenu samego cmentarza, ale także 2,5 ha działki okalającej nekropolię. W tej kwestii komisja ma wątpliwości, bo nie jest pewna, czy poza murem kirkutu również odbywały się pochówki.
Nazwisko bohatera tekstu zostało zmienione.
Od 1980 do 1997 roku pracował tam Zenon Wielkopolak.
- To wyglądało zupełnie inaczej - złapał się za głowę, kiedy pojechaliśmy na pyłowe. - Ten wał na granicy cmentarza został usypany z ziemi ściągniętej z całego pyłowiska. Na pewno i tam znajdują się ludzkie kości.
Wielkopolak skontaktował się z nami po przeczytaniu tekstu o historii cmentarza żydowskiego ("Zginie bez gospodarza" - GW, 24.01.2012). Szczególnie poruszył go fragment, w którym pojawiła się sugestia, że poza terenem kirkutu nie było pochówków. - Były! - twierdzi on i jego koledzy, którzy z nim pracowali.
Płacą mi za to? Tu ciągle są jakieś kości
Pyłowisko, o którym mowa, było terenem, gdzie rurociągiem transportowano odpady powstające przy rozlewaniu surówki. Płynny metal rozlewany z kadzi zachowywał się jak rwąca woda: pryskał do góry i na boki. Mniejsze i większe krople stali, już scalone jako tzw. zendry, spadały do kanałów z wodą. Specjalnym rurociągiem odpady wymieszane z wapnem wyprowadzano na pyłowe. Tam zajeżdżały wagony i samochody z cementowni w Działoszynie i zabierały zendry jako wsad do produkcji cementu portlandzkiego. Ten stalowo-wapienny pył tworzył na ziemi warstwę nawet czterometrową. To właśnie z niej, głęboko ryjąc ziemię, koparki wybierały ładunek dla wagonów i ciężarówek.
- Któregoś razu zauważyłem, że w wagonie na samym wierzchu są ludzkie kości - opowiada częstochowianin. "Maniek!" - wołam do operatora koparki. "Zróbmy coś z tym". "A co? Ja nie mam co robić? Płacą mi za to? Tu ciągle są jakieś kości" - odpowiedział operator.
Ludzkie szczątki pojechały więc do Działoszyna i pewnie poszły na cement. Wielkopolak podejrzewa, że o wszystkim wiedziały straż przemysłowa i pewnie milicja. Ale nikt nie chciał sobie robić kłopotu.
- Któregoś dnia kierowca ciężarówki wypatrzył na samochodzie czaszkę - opowiada Zenon Wielkopolak. - Szedł z nią do nas, wyśmiewając się z "Żydków". Ruszyło mnie: postraszyłem go milicją i kazałem zanieść te szczątki na cmentarz. Wie pan, dla mnie człowiek to człowiek. I nieważne, jakiego jest pochodzenia.
W obcasach były złote monety
Wielkopolak mówi, że nikt, kto pracował na pyłowisku, nie miał wątpliwości, że znajdowane tam kości to szczątki zmarłych Żydów. Tym bardziej że gdzieś na przełomie lat 70. i 80. robotnicy znaleźli przy zwrotnicy stare buty, a w obcasach były "świnki", czyli złote monety. Znalezisko poróżniło robotników i pobili się o nie. Trzeba było wzywać milicję. Wszyscy wiedzieli, że Żydzi chowali monety w obcasach butów, wszywali w ubrania.
Nic więc dziwnego, że i na samym cmentarzu, tuż za plecami pracujących robotników, wciąż słychać było odgłosy rabunku. Andrzej Mincikiewicz (na pyłowym od 1982 do 2003 roku) opowiada, jak milicja aresztowała na cmentarzu jakichś studentów, którzy wykopywali czaszki. Pewnie do nauki anatomii. Najczęściej złodzieje pozostawali bezkarni. Za to Mincikiewicz, kiedy wybrał się raz obejrzeć cmentarz, został zatrzymany przez straż przemysłową i o mało nie został aresztowany. Kiedy robotnicy zostawiali swoje narzędzia pracy (brechy) pod murem kirkutu, to one natychmiast znikały. Trafiały w ręce złodziei rozbierających groby, których nazywano majlochami. Mówiło się, że kamień z macew i grobowców trafia do zakładów kamieniarskich. Tak zniknął piękny dom pożegnań z granitu szwedzkiego.
- Przez kilkanaście lat chodziłem przez ten cmentarz do pracy - mówi ze smutkiem Wielkopolak. - Coraz więcej macew było przewróconych, znikały po kolei, niszczał otaczający je mur. Niestety, wielu częstochowian uważało, że ten cmentarz jest nie nasz, że nie jest częścią naszej wspólnej historii. W naszym domu było inaczej. Mama nie mówiła o tym głośno, ale w jej kamienicy przy ul. Małej 13 ukrywali się sąsiedzi wyznania mojżeszowego. W rodzinie wspominało się ich zawsze bardzo ciepło, więc mnie na propagandę antysemicką trudno było nabrać. Choć też nie zawsze wśród kolegów łatwo było mówić, co się myśli.
Kirkut bez gospodarza
Cmentarz żydowski - jeden z największych w środkowej Polsce - to nie tylko cenny zabytek, ale także miejsce pamięci o Żydach częstochowianach. Przed Holocaustem stanowili oni ponad 20 proc. mieszkańców naszego miasta. Dziś kirkut nie ma gospodarza i niszczeje. W komisji regulacyjnej trwa spór o własność gruntu. Gmina żydowska stara się o zwrot od skarbu państwa nie tylko terenu samego cmentarza, ale także 2,5 ha działki okalającej nekropolię. W tej kwestii komisja ma wątpliwości, bo nie jest pewna, czy poza murem kirkutu również odbywały się pochówki.
Nazwisko bohatera tekstu zostało zmienione.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Tajemnice kirkutu: ludzkie szczątki w wagonach ...
jdm2010
15.02.12, 19:04
Dlaczego środowiska: Gazety Wyborczej (Tadeusz Piersiak), Stowarzyszeń Żydowskich, "Plastyka" (z dyrektor Anna Maciejowską na czele), Biuro Badań Dziejów Częstochowy, Jerzy Zając, Urząd »
-
Tajemnice kirkutu: ludzkie szczątki w wagonach ...
adam.robert
16.02.12, 13:13
Chodzi prawdopodobnie o szczątki jeńców sowieckich, chowanych w masowych grobach za murem cmentarza żydowskiego. Po wojnie dokonano ekshumacji i przeniesienia tych szczątków, pewnie jednak »




więcej zdjęć