Naczelnik skarbówki: prokurator zniszczył mi życie
23.02.2012
, aktualizacja: 22.02.2012 22:13
22 lutego częstochowski sąd postanowił zwrócić do katowickiej prokuratury - już po raz drugi - akta sprawy Bogdana Z. Był on naczelnikiem Pierwszego Urzędu Skarbowego w Częstochowie, gdy przed siedmiu laty zarzucono mu działalność przestępczą.
W postanowieniu o zwrocie aktu oskarżenia (do sądu trafił on w ubiegłym roku) lista błędów merytorycznych i proceduralnych popełnionych przez oskarżyciela jest niejawna. Udało się nam jednak ustalić, co sąd wytknął prokuratorowi. Oto zauważył, że w aktach znalazły się materiały dowodowe niemające związku ze sprawą i że są tam kopie - zamiast oryginałów - postanowień o innych sygnaturach niż akt oskarżenia. A jedno z najpoważniejszych uchybień to postawienie Bogdanowi Z. zarzutu przekroczenia uprawnień służbowych, choć nie było to przedmiotem zarzutu przed sporządzeniem aktu oskarżenia. Słowem sąd uznał, że z takim bałaganem w aktach nie da się rozpocząć procesu.
To kompromitujące dla Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, która wszczęła to śledztwo w połowie 2003 r. Postanowienie Sądu Rejonowego w Częstochowie ogłoszone 22 lutego jest nieprawomocne. Prokuratura niechybnie odwoła się do Sądu Okręgowego.
14-letnia kariera Bogdana Z. jako naczelnika urzędu skarbowego przy ul. Rolniczej została nieoczekiwanie przerwana19 grudnia 2005 r. Pięciu funkcjonariuszy ABW o 6.15 rano zapukało do jego mieszkania z nakazem zatrzymania. Druga grupa funkcjonariuszy zabrała żonę podejrzanego do domku letniskowego rodziny Z. pod Częstochową i tam przeprowadziła rewizję. W tym samym czasie trzecia grupa przeszukiwała służbowy gabinet naczelnika.
Na wniosek prokuratury sąd w Katowicach aresztował urzędnika. Ten spędził za kratami 17 miesięcy. Początkowo wydawało się, że prokuratura ma niepodważalne dowody winy. W zwolnieniu z aresztu nie pomogły nawet poręczenia wystawione przez biskupa Antoniego Długosza, o. Jerzego Tomzińskiego - kiedyś przeora paulinów z Jasnej Góry, znanych pilotów Janusza Darochy i Włodzimierza Skalika...
Po zatrzymaniu Bogdana Z. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach ujawniła, że śledztwo w jego sprawie było prowadzone od połowy 2003 r. Miał to być odprysk wielowątkowego postępowanie w sprawie działalności "gangu wołomińskiego". W 1999 r. Bogdan Z. miał wziąć od Macieja B. - ps. "Gruby" - 10 tys. zł łapówki. O tym opowiedział katowickim prokuratorom sam. B., który przy rozpracowywaniu "Wołomina" zyskał status świadka koronnego (ma go do tej pory, choć zasłynął z tego, że w wielu sprawach oskarżenia były tylko wytworem jego fantazji).
Oprócz tego naczelnikowi zarzucono, że w 2004 r. nie dopełnił obowiązków w prowadzeniu postępowania egzekucyjnego wobec stowarzyszenia "Jagiellończycy". I że - w zamian za korzystne zakończenie postępowania restrukturyzacyjnego - żądał prawa do bezpłatnego użytkowania samochodów należących do dilera Fiata - firmy TFA Poland. Syn Bogdana Z. (też ma prokuratorskie zarzuty), wówczas student prawa Uniwersytetu Śląskiego, złożył w ABW wyjaśnienia, że samochody wypożyczał na dwa, trzy dni do przetestowania, gdyż nosił się z zamiarem kupna któregoś z modeli. Pokazał nawet kopię umowy użyczenia aut.
W sprawie nieuzasadnionego aresztu wobec urzędnika interweniował w 2007 r. u Zbigniewa Ziobry ówczesny senator PiS Czesław Ryszka. Wysnuł tezę, że zarzuty i w konsekwencji areszt dla Bogdana Z. to ... zemsta oficera ABW z Częstochowy, Arkadiusza N. "(...) Kilka lat temu został wyproszony w obecności pracowników Pierwszego Urzędu Skarbowego w Częstochowie z gabinetu naczelnika, ponieważ zachowywał się arogancko, przekraczając swoje kompetencje służbowe. Od tego momentu stale utrudniał mu wykonywanie obowiązków służbowych" - pisał senator do ministra sprawiedliwości. Ówczesny zastępca Prokuratora Generalnego Janusz Kaczmarek nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości w postępowaniu wobec Bogdana Z.
Znalazł je jednak częstochowski Sąd Rejonowy, gdzie w marcu 2007 r. trafił z Katowic akt oskarżenia. Nie było już w tym dokumencie zarzutu o 10 tys. łapówki od Macieja B. Kilka miesięcy później sędzia Marlena Kluk uznała, że akt oskarżenia zawiera błędy i zdecydowała o jego zwrocie do katowickiej prokuratury. Ta odwołała się do Sądu Okręgowego a on podtrzymał prawomocnie decyzję pierwszej instancji.
Prokuratura uzupełniła materiały dowodowe i ponownie skierowała do sądu akt oskarżenia. Wydawało się, że proces naczelnika oraz dwóch innych osób, w tym jego syna, wreszcie ruszy z miejsca.
Niedawno Bogdan Z. skarżył się na swój los w programie Polsatu "Państwo w państwie", piętnującym nieudolność organów ścigania i urzędów publicznych. Naczelnik twierdzi, że zarzuty sprzed lat oraz 17-miesięczny areszt bezpowrotnie zniszczyły jego zdrowie, życie osobiste i karierę zawodową. Po opuszczeniu aresztu wraz z synem uruchomił w Częstochowie kancelarię doradztwa podatkowego. Nadal ma statut oskarżonego.
Po wczorajszej decyzji sądu nie należy się spodziewać, aby proces Z. rychło się rozpoczął.
To kompromitujące dla Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, która wszczęła to śledztwo w połowie 2003 r. Postanowienie Sądu Rejonowego w Częstochowie ogłoszone 22 lutego jest nieprawomocne. Prokuratura niechybnie odwoła się do Sądu Okręgowego.
14-letnia kariera Bogdana Z. jako naczelnika urzędu skarbowego przy ul. Rolniczej została nieoczekiwanie przerwana19 grudnia 2005 r. Pięciu funkcjonariuszy ABW o 6.15 rano zapukało do jego mieszkania z nakazem zatrzymania. Druga grupa funkcjonariuszy zabrała żonę podejrzanego do domku letniskowego rodziny Z. pod Częstochową i tam przeprowadziła rewizję. W tym samym czasie trzecia grupa przeszukiwała służbowy gabinet naczelnika.
Na wniosek prokuratury sąd w Katowicach aresztował urzędnika. Ten spędził za kratami 17 miesięcy. Początkowo wydawało się, że prokuratura ma niepodważalne dowody winy. W zwolnieniu z aresztu nie pomogły nawet poręczenia wystawione przez biskupa Antoniego Długosza, o. Jerzego Tomzińskiego - kiedyś przeora paulinów z Jasnej Góry, znanych pilotów Janusza Darochy i Włodzimierza Skalika...
Po zatrzymaniu Bogdana Z. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach ujawniła, że śledztwo w jego sprawie było prowadzone od połowy 2003 r. Miał to być odprysk wielowątkowego postępowanie w sprawie działalności "gangu wołomińskiego". W 1999 r. Bogdan Z. miał wziąć od Macieja B. - ps. "Gruby" - 10 tys. zł łapówki. O tym opowiedział katowickim prokuratorom sam. B., który przy rozpracowywaniu "Wołomina" zyskał status świadka koronnego (ma go do tej pory, choć zasłynął z tego, że w wielu sprawach oskarżenia były tylko wytworem jego fantazji).
Oprócz tego naczelnikowi zarzucono, że w 2004 r. nie dopełnił obowiązków w prowadzeniu postępowania egzekucyjnego wobec stowarzyszenia "Jagiellończycy". I że - w zamian za korzystne zakończenie postępowania restrukturyzacyjnego - żądał prawa do bezpłatnego użytkowania samochodów należących do dilera Fiata - firmy TFA Poland. Syn Bogdana Z. (też ma prokuratorskie zarzuty), wówczas student prawa Uniwersytetu Śląskiego, złożył w ABW wyjaśnienia, że samochody wypożyczał na dwa, trzy dni do przetestowania, gdyż nosił się z zamiarem kupna któregoś z modeli. Pokazał nawet kopię umowy użyczenia aut.
W sprawie nieuzasadnionego aresztu wobec urzędnika interweniował w 2007 r. u Zbigniewa Ziobry ówczesny senator PiS Czesław Ryszka. Wysnuł tezę, że zarzuty i w konsekwencji areszt dla Bogdana Z. to ... zemsta oficera ABW z Częstochowy, Arkadiusza N. "(...) Kilka lat temu został wyproszony w obecności pracowników Pierwszego Urzędu Skarbowego w Częstochowie z gabinetu naczelnika, ponieważ zachowywał się arogancko, przekraczając swoje kompetencje służbowe. Od tego momentu stale utrudniał mu wykonywanie obowiązków służbowych" - pisał senator do ministra sprawiedliwości. Ówczesny zastępca Prokuratora Generalnego Janusz Kaczmarek nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości w postępowaniu wobec Bogdana Z.
Znalazł je jednak częstochowski Sąd Rejonowy, gdzie w marcu 2007 r. trafił z Katowic akt oskarżenia. Nie było już w tym dokumencie zarzutu o 10 tys. łapówki od Macieja B. Kilka miesięcy później sędzia Marlena Kluk uznała, że akt oskarżenia zawiera błędy i zdecydowała o jego zwrocie do katowickiej prokuratury. Ta odwołała się do Sądu Okręgowego a on podtrzymał prawomocnie decyzję pierwszej instancji.
Prokuratura uzupełniła materiały dowodowe i ponownie skierowała do sądu akt oskarżenia. Wydawało się, że proces naczelnika oraz dwóch innych osób, w tym jego syna, wreszcie ruszy z miejsca.
Niedawno Bogdan Z. skarżył się na swój los w programie Polsatu "Państwo w państwie", piętnującym nieudolność organów ścigania i urzędów publicznych. Naczelnik twierdzi, że zarzuty sprzed lat oraz 17-miesięczny areszt bezpowrotnie zniszczyły jego zdrowie, życie osobiste i karierę zawodową. Po opuszczeniu aresztu wraz z synem uruchomił w Częstochowie kancelarię doradztwa podatkowego. Nadal ma statut oskarżonego.
Po wczorajszej decyzji sądu nie należy się spodziewać, aby proces Z. rychło się rozpoczął.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Naczelnik skarbówki: prokurator zniszczył mi życie
prawdziwykicha.1
23.02.12, 10:52
A może naczelnik powie ilu to on ludziom zniszczył życie?»
-
Naczelnik skarbówki: prokurator zniszczył mi życie
devileczek
23.02.12, 16:19
niech sie psy gryza... nie zaluje ich...»




więcej zdjęć