Młodzi: Po studiach uciekamy z Częstochowy
03.12.2009
, aktualizacja: 03.12.2009 15:43
Od 1986 do 2005 r. nie spotkałem ani jednej osoby, która po studiach chciałaby zostać w Częstochowie. Teraz nieliczne przyznają się, że zostaną, bo tu kogoś poznały, zakochały się, planują wspólne życie...
ZOBACZ TAKŻE
- Dyskusja "Gazety". Młodzi nie chcieli być orkiestrą (04-12-09, 21:17)
- Młodzi powiedzieli prezydentowi: dość (20-11-09, 21:00)
- Młodzi uciekają. Łapmy ich (12-11-09, 15:00)
Co ci się w Częstochowie podoba, a co nie? Czy po studiach chcesz tu zostać? Takie pytania słyszy każdy kolejny IV rok zarządzania Politechniki Częstochowskiej. To pierwsze owocuje wyliczanką skarg. Na to drugie zwykle nikt nie odpowiada "tak".
Rozmowa z Januszem Kołodziejskim
Joanna Skiba: Od ilu lat robi Pan takie ankiety?
Janusz Kołodziejski, dr nauk humanistycznych, adiunkt na Wydziale Zarządzania Politechniki Częstochowskiej: Od 1986 r., z 12-letnią przerwą w latach 90. Wróciłem do nich w 1998 r. Badanie dotyczy w ogóle systemu wartości młodych ludzi, ale wśród pytań znajdują się te związane z miastem. Studenci uczulani są, by brali pod uwagę jak najszersze sfery życia.
I co odpowiadają?
- Od 2005 r. właściwie to samo: głównie krytykują. I to te same rzeczy, głównie niemożność znalezienia pracy, biurokrację, miałką ofertę kulturalną. Zauważyłem też z czasem eskalację orzeczeń negatywnych, zresztą nawet w odpowiedziach na tak nie ma sympatii. Inna sprawa, że nikt w mieście o tę sympatię nie dba, nikomu na niej nie zależy... To przy pytaniach o to, co się podoba lub nie. Natomiast do 2005 r. nie spotkałem ani jednej osoby, która po studiach chciałaby tu zostać. Teraz nieliczne przyznają się, że zostaną, bo tu kogoś poznały, zakochały się, planują wspólne życie...
Czy pytani są częstochowianami?
- Ponad 80 proc. z nich to ludzie spoza naszego miasta, zwykle z mniejszych miasteczek (choć niekoniecznie), nieznający wcześniej Częstochowy.
Na ile negatywne opinie studentów spowodowane są faktem, że "zabrano" im ul. Dekabrystów?
- Tu nie chodzi o to, że stracili puby z piwem. To po prostu było ich miejsce, identyfikowali się z nim, stąd taki żal. Teraz chodzą w inne miejsca, ale te pełne są innej młodzieży, nieakademickiej. Ten brak jednego wspólnego miejsca powoduje też, że są rozproszeni. Zamiast być gdzieś razem, siedzą w pokojach akademika. Kiedyś w Akademickim Centrum Kultury cały czas się coś działo, cały czas ktoś tam był: chórzyści Collegium Cantorum, ludzie z teatru tańca Włodzimierza Kucy, widzowie na seansach w Rumcajsie... Ten dorobek został zaprzepaszczony. Nowa pani rektor to odkręca (klub filmowy np. wznowił działalność), ale to niełatwe i ACK częściej stoi puste. W dodatku nie ma tych, którzy by tych młodych ludzi pociągnęli za sobą, skłonili do aktywności.
Studenci skarżą się na brak pracy. Czy ma sens zakładanie, że powinni ją dostać w tym miejscu, gdzie kończą studia? Oksford nie zatrudnia wszystkich absolwentów uniwersytetu: ludzie kończą naukę i rozjeżdżają się po kraju...
- U nas pokutują jeszcze skojarzenia ze starych czasów, kiedy Częstochowa była ośrodkiem przemysłu ciężkiego (huta) i lekkiego (włókiennictwo), dużym miastem, stolicą województwa... Te skojarzenia prowadzą do takiego właśnie przekonania: studia i w tym samym miejscu zatrudnienie. Tym bardziej że duże miasta wciąż jeszcze chłoną ręce do pracy.
A skąd opinia o panującej w Częstochowie biurokracji? Studenci nie mają przecież wiele do czynienia z urzędami?
- Ale pod urzędy podciągają mnóstwo niezwiązanych z nimi formalnie instytucji: ośrodek zdrowia, bank... Gdzie by nie poszli, muszą odstać w kolejce.
Czy to nie jest tak, że powielają po prostu stereotypowe opinie o Częstochowie?
- W pewnym stopniu na pewno, ale to dorośli ludzie, mają własne poglądy i w sprawach miasta są coraz lepiej zorientowani.
Jednak te ich narzekanie na kulturę - wszyscy na nią narzekają, a imprezy kulturalne mają niewielu widzów...
- Prawda, nie jest to pokolenie o szczególnie silnych potrzebach kulturalnych. Pytam, kiedy byli w teatrze - nie byli. Kiedy przeczytali książkę - nie przeczytali... Tu bardziej chodzi o to, że ofertę kulturalną w mieście uważają za miałką. Gdyby byli zasypywani propozycjami, może ich potrzeby by wzrosły. Bez tego nie wykształci się w młodych ludziach potrzeby stadnego bywania tam, gdzie się coś dzieje.
Rozmowa z Januszem Kołodziejskim
Joanna Skiba: Od ilu lat robi Pan takie ankiety?
Janusz Kołodziejski, dr nauk humanistycznych, adiunkt na Wydziale Zarządzania Politechniki Częstochowskiej: Od 1986 r., z 12-letnią przerwą w latach 90. Wróciłem do nich w 1998 r. Badanie dotyczy w ogóle systemu wartości młodych ludzi, ale wśród pytań znajdują się te związane z miastem. Studenci uczulani są, by brali pod uwagę jak najszersze sfery życia.
I co odpowiadają?
- Od 2005 r. właściwie to samo: głównie krytykują. I to te same rzeczy, głównie niemożność znalezienia pracy, biurokrację, miałką ofertę kulturalną. Zauważyłem też z czasem eskalację orzeczeń negatywnych, zresztą nawet w odpowiedziach na tak nie ma sympatii. Inna sprawa, że nikt w mieście o tę sympatię nie dba, nikomu na niej nie zależy... To przy pytaniach o to, co się podoba lub nie. Natomiast do 2005 r. nie spotkałem ani jednej osoby, która po studiach chciałaby tu zostać. Teraz nieliczne przyznają się, że zostaną, bo tu kogoś poznały, zakochały się, planują wspólne życie...
Czy pytani są częstochowianami?
- Ponad 80 proc. z nich to ludzie spoza naszego miasta, zwykle z mniejszych miasteczek (choć niekoniecznie), nieznający wcześniej Częstochowy.
Na ile negatywne opinie studentów spowodowane są faktem, że "zabrano" im ul. Dekabrystów?
- Tu nie chodzi o to, że stracili puby z piwem. To po prostu było ich miejsce, identyfikowali się z nim, stąd taki żal. Teraz chodzą w inne miejsca, ale te pełne są innej młodzieży, nieakademickiej. Ten brak jednego wspólnego miejsca powoduje też, że są rozproszeni. Zamiast być gdzieś razem, siedzą w pokojach akademika. Kiedyś w Akademickim Centrum Kultury cały czas się coś działo, cały czas ktoś tam był: chórzyści Collegium Cantorum, ludzie z teatru tańca Włodzimierza Kucy, widzowie na seansach w Rumcajsie... Ten dorobek został zaprzepaszczony. Nowa pani rektor to odkręca (klub filmowy np. wznowił działalność), ale to niełatwe i ACK częściej stoi puste. W dodatku nie ma tych, którzy by tych młodych ludzi pociągnęli za sobą, skłonili do aktywności.
Studenci skarżą się na brak pracy. Czy ma sens zakładanie, że powinni ją dostać w tym miejscu, gdzie kończą studia? Oksford nie zatrudnia wszystkich absolwentów uniwersytetu: ludzie kończą naukę i rozjeżdżają się po kraju...
- U nas pokutują jeszcze skojarzenia ze starych czasów, kiedy Częstochowa była ośrodkiem przemysłu ciężkiego (huta) i lekkiego (włókiennictwo), dużym miastem, stolicą województwa... Te skojarzenia prowadzą do takiego właśnie przekonania: studia i w tym samym miejscu zatrudnienie. Tym bardziej że duże miasta wciąż jeszcze chłoną ręce do pracy.
A skąd opinia o panującej w Częstochowie biurokracji? Studenci nie mają przecież wiele do czynienia z urzędami?
- Ale pod urzędy podciągają mnóstwo niezwiązanych z nimi formalnie instytucji: ośrodek zdrowia, bank... Gdzie by nie poszli, muszą odstać w kolejce.
Czy to nie jest tak, że powielają po prostu stereotypowe opinie o Częstochowie?
- W pewnym stopniu na pewno, ale to dorośli ludzie, mają własne poglądy i w sprawach miasta są coraz lepiej zorientowani.
Jednak te ich narzekanie na kulturę - wszyscy na nią narzekają, a imprezy kulturalne mają niewielu widzów...
- Prawda, nie jest to pokolenie o szczególnie silnych potrzebach kulturalnych. Pytam, kiedy byli w teatrze - nie byli. Kiedy przeczytali książkę - nie przeczytali... Tu bardziej chodzi o to, że ofertę kulturalną w mieście uważają za miałką. Gdyby byli zasypywani propozycjami, może ich potrzeby by wzrosły. Bez tego nie wykształci się w młodych ludziach potrzeby stadnego bywania tam, gdzie się coś dzieje.
Co Pan robi z tymi ankietami?
- Opracowuję raporty i publikuję je m.in. w Zeszytach Naukowych Politechniki Częstochowskiej (najnowszy raport z badań robionych po 2004 r. ukaże się w lutym). Jako że raporty dotyczą miasta i nie są pochlebne, w latach 80. były utajniane: władzom nie podobało się to, co w nich znalazły.
- Opracowuję raporty i publikuję je m.in. w Zeszytach Naukowych Politechniki Częstochowskiej (najnowszy raport z badań robionych po 2004 r. ukaże się w lutym). Jako że raporty dotyczą miasta i nie są pochlebne, w latach 80. były utajniane: władzom nie podobało się to, co w nich znalazły.
- 40 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Młodzi: Po studiach uciekamy z Częstochowy
waitin4me
03.12.09, 22:15
Pan Janusz to był dyrektorem Traugutta kiedy uczęszczałem tam do szkoły iwydaje mi się że była to osoba która rozumiała problemy młodzieży, zatemuważam co co napisane pod artykułem za »
-
Młodzi: Po studiach uciekamy z Częstochowy
ines.8
04.12.09, 07:16
To że studenci wracają po studiach do domów lub wybierają inne miasto to jeszcze mogę zrozumieć. Ja pochodzę z Częstochowy i musiałam wyjechać, bo miasto nie było mi w stanie zaoferować »
-
Re: Młodzi: Po studiach uciekamy z Częstochowy
pitrek87
04.12.09, 16:56
Po 2 latach studiów, w tym uciekłem z PCZ do krakowa. Polecam.»




