Dlaczego kierowcy MPK czasem kopcą jak w palarni?
2010-01-22
, aktualizacja: 22.01.2010 22:12
Dlaczego kierowcy autobusów wpychają się na siłę, wymuszając pierwszeństwo i dlaczego zamykają drzwi przed nosem pasażerów - o to m.in. pytali Czytelnicy pracowników MPK podczas dyżuru telefonicznego w redakcji "Gazety".
ZOBACZ TAKŻE
- Jeśli MPK kupuje, to tylko mercedesy (25-04-10, 21:55)
- MPK zrezygnuje z reklam naklejanych na oknach (08-03-10, 19:34)
Odpowiedzi udzielali: kierowcy Iwona Zbierańska i Eugeniusz Wypych, motorniczowie Tadeusz Utmańczyk i Grzegorz Wróbel, Przemysław Sojda z wydziału eksploatacji i ruchu w MPK oraz rzecznik prasowy MPK Marcin Maranda.
Czytelnik: Czy opisana kilka dni temu w „Gazecie” motornicza, która zatrzasnęła drzwi za matką, zostawiając na przystanku jej niepełnosprawne dziecko, została ukarana?
- Zaczęliśmy to wyjaśniać nim jeszcze "Gazeta" przedrukowała wpis z forum internetowego. Motornicza twierdzi, że w lusterku nie zauważyła, że prócz kobiety jest dziecko. Na stukanie pasażerów w kabinę, by się zatrzymała, nie zareagowała, ponieważ w harmidrze nie zrozumiała o co ludziom chodzi. To jej wersja - o rozstrzygnięcie jest trudno bez konfrontacji z pokrzywdzoną. A ona się nie zgłosiła.
Wiemy, że pewne grzechy i przewinienia popełniają cały czas ci sami kierowcy. Możemy z nimi rozmawiać, gdy jest konkretna skarga - dlatego proszę pokrzywdzonych pasażerów, by się do nas zgłaszali.
Dlaczego kierowcy MPK nie dają kierunkowskazu, ruszając z przystanków bez zatok, np. na ul. Michałowskiego. Wyprzedzałem autobus, który nagle ruszył - a z przeciwka zbliżało się auto i ledwo uniknąłem czołowego zderzenia.
- Jeśli autobus jest na wspólnym pasie, czyli nie ma zatoki, to kierunkowskazu nie trzeba dawać - ale ja to robię. Ma Pan rację, kultura tego wymaga. Z drugiej strony wielu kierowców nie chce wpuszczać autobusów. Niektórzy pchają się do końca, nawet gdy przód autobusu jest już na sąsiednim pasie. Gdybym grzecznie stała, aż ktoś - widząc kierunkowskaz - wpuści autobus, to bym się w ogóle nie doczekała.
Poza tym mamy ogromne problemy z samochodami blokującymi przystanki. Ostatnio plagą jest zostawianie aut w zatokach na światłach awaryjnych. Nasz kolega został pobity, gdy zwrócił takiemu szoferowi uwagę.
Wlokące się 20-30 km/h autobusy są zawalidrogami w Alejach, ale i na innych ulicach. Nie mówię o godzinach szczytu, bo wtedy nie da jeździć się szybciej - ale o porach wieczornych. Zamiast wlec się noga za nogą, kierowca autobusu powinien odczekać na przystanku np. pół minuty, jeśli na kolejnym nie chcą być za wcześnie.
- Co by na to odpowiedzieli pasażerowie? Kierowca autobusu nie realizuje własnych ambicji pędząc po mieście, lecz wiezie pasażerów. Obowiązuje go rozkład. Czasami trzeba zwolnić, bo np. na przystanku nie było nikogo, a na kolejnych skrzyżowaniach przypasowały światła, co spowodowało przyspieszenie wobec rozkładu. Poza tym jak szybko mamy jeździć? W mieście dozwolone jest 50 km/h - my nie przekraczamy tej wielkości, a że większość kierowców aut osobowych przepisów nie przestrzega nie oznacza, że my mamy się do nich dostosować.
W niektórych autobusach czuję się jak w palarni. Kierowcy kopcą, mimo że na kabinie wisi znaczek z przekreślonym papierosem.
- Palić kierowcy nie mogą, choć wiem, że się tak dzieje. Na wszystkich szkoleniach o tym przypominamy, ale skutek jest różny. Nie jesteśmy w stanie skontrolować 120 autobusów kursujących po mieście. Byłoby łatwiej z tym walczyć, gdyby pasażerowie zgłaszali nam konkretne przypadki, czyli kurs i godzina.
O kulturze kierowców świadczy zamykanie drzwi przed nosem...
- Trudno komentować takie ogólne stwierdzenie. Powiem, jak to wygląda od strony kierowcy: gdy ruszam z przystanku, to patrzę już w lewe lusterko, by włączyć się do ruchu i mogę po prostu nie zauważyć, że ktoś biegnie chodnikiem. Poza tym pole widzenia prawego lusterka też jest ograniczone: jeśli ktoś podbiega środkiem chodnika, a nie wzdłuż krawężnika, to ja go nie widzę. Z kolei biegnąc od przodu dobrze jest pomachać ręką, bym miał pewność, że człowiek biegnie do autobusu, a nie ot tak. Zdarza się czasem, że muszę ruszyć, by zdążyć przejechać na zielonym świetle - czekanie na kolejne zielone oznaczałoby spóźnienie i przez jednego zadowolonego pasażera cierpi kilkadziesiąt innych.
Teraz, gdy jest zima, to nie - ale jesienią autobus 33 do Pegaza regularnie przyjeżdżał na przystanek przy pl. Daszyńskiego 3-4 minuty przed czasem. To skandal, bo autobus to nie tramwaj, który jedzie jeden za drugim.
- W ostatnim czasie weryfikowaliśmy czasy przejazdu i poprawialiśmy rozkład. Robimy to nadal, czego efekty będą za parę tygodni. Wg ostatnich pomiarów ok. 2 proc. kursów przyspiesza. To się będzie poprawiać także dlatego, że po zmianach 1 stycznia zasad współpracy MPK z miastem - przyspieszanie autobusu w stosunku do rozkładu stało się sprzeczne z interesem kierowców: za każde przyspieszenie musimy płacić miastu karę.
Dlaczego drzwi za przegubem w nowych mercedesach zatrzaskują się przed nosem, albo w ogóle się nie otwierają?
- Fabryka zainstalowała tam otwieranie ręczne przez pasażerów - za pomocą guzika zarówno z wewnątrz jak i zewnątrz - oraz automatyczne zamykanie, jeśli w ciągu siedmiu sekund fotokomórka nikogo nie wykryje. Może się więc zdarzyć, że pasażer dochodzi do drzwi, a tu zamykają mu się one przed nosem, bo minęło 7 sekund od wejścia poprzedniego pasażera. W takim wypadku nie trzeba biegać do drzwi z przodu, sterowanych przez kierowcę, a wystarczy nacisnąć guzik i się otworzą. Ostatnio przykleiliśmy żółte, rzucające się w oczy strzałki wskazujące na przyciski. A wydział autobusowy zwrócił się do producenta z Niemiec, czy można przerobić sterowanie drzwi za przegubem, by kierowca miał wpływ na ich pracę.
Czytelnik: Czy opisana kilka dni temu w „Gazecie” motornicza, która zatrzasnęła drzwi za matką, zostawiając na przystanku jej niepełnosprawne dziecko, została ukarana?
- Zaczęliśmy to wyjaśniać nim jeszcze "Gazeta" przedrukowała wpis z forum internetowego. Motornicza twierdzi, że w lusterku nie zauważyła, że prócz kobiety jest dziecko. Na stukanie pasażerów w kabinę, by się zatrzymała, nie zareagowała, ponieważ w harmidrze nie zrozumiała o co ludziom chodzi. To jej wersja - o rozstrzygnięcie jest trudno bez konfrontacji z pokrzywdzoną. A ona się nie zgłosiła.
Wiemy, że pewne grzechy i przewinienia popełniają cały czas ci sami kierowcy. Możemy z nimi rozmawiać, gdy jest konkretna skarga - dlatego proszę pokrzywdzonych pasażerów, by się do nas zgłaszali.
Dlaczego kierowcy MPK nie dają kierunkowskazu, ruszając z przystanków bez zatok, np. na ul. Michałowskiego. Wyprzedzałem autobus, który nagle ruszył - a z przeciwka zbliżało się auto i ledwo uniknąłem czołowego zderzenia.
- Jeśli autobus jest na wspólnym pasie, czyli nie ma zatoki, to kierunkowskazu nie trzeba dawać - ale ja to robię. Ma Pan rację, kultura tego wymaga. Z drugiej strony wielu kierowców nie chce wpuszczać autobusów. Niektórzy pchają się do końca, nawet gdy przód autobusu jest już na sąsiednim pasie. Gdybym grzecznie stała, aż ktoś - widząc kierunkowskaz - wpuści autobus, to bym się w ogóle nie doczekała.
Poza tym mamy ogromne problemy z samochodami blokującymi przystanki. Ostatnio plagą jest zostawianie aut w zatokach na światłach awaryjnych. Nasz kolega został pobity, gdy zwrócił takiemu szoferowi uwagę.
Wlokące się 20-30 km/h autobusy są zawalidrogami w Alejach, ale i na innych ulicach. Nie mówię o godzinach szczytu, bo wtedy nie da jeździć się szybciej - ale o porach wieczornych. Zamiast wlec się noga za nogą, kierowca autobusu powinien odczekać na przystanku np. pół minuty, jeśli na kolejnym nie chcą być za wcześnie.
- Co by na to odpowiedzieli pasażerowie? Kierowca autobusu nie realizuje własnych ambicji pędząc po mieście, lecz wiezie pasażerów. Obowiązuje go rozkład. Czasami trzeba zwolnić, bo np. na przystanku nie było nikogo, a na kolejnych skrzyżowaniach przypasowały światła, co spowodowało przyspieszenie wobec rozkładu. Poza tym jak szybko mamy jeździć? W mieście dozwolone jest 50 km/h - my nie przekraczamy tej wielkości, a że większość kierowców aut osobowych przepisów nie przestrzega nie oznacza, że my mamy się do nich dostosować.
W niektórych autobusach czuję się jak w palarni. Kierowcy kopcą, mimo że na kabinie wisi znaczek z przekreślonym papierosem.
- Palić kierowcy nie mogą, choć wiem, że się tak dzieje. Na wszystkich szkoleniach o tym przypominamy, ale skutek jest różny. Nie jesteśmy w stanie skontrolować 120 autobusów kursujących po mieście. Byłoby łatwiej z tym walczyć, gdyby pasażerowie zgłaszali nam konkretne przypadki, czyli kurs i godzina.
O kulturze kierowców świadczy zamykanie drzwi przed nosem...
- Trudno komentować takie ogólne stwierdzenie. Powiem, jak to wygląda od strony kierowcy: gdy ruszam z przystanku, to patrzę już w lewe lusterko, by włączyć się do ruchu i mogę po prostu nie zauważyć, że ktoś biegnie chodnikiem. Poza tym pole widzenia prawego lusterka też jest ograniczone: jeśli ktoś podbiega środkiem chodnika, a nie wzdłuż krawężnika, to ja go nie widzę. Z kolei biegnąc od przodu dobrze jest pomachać ręką, bym miał pewność, że człowiek biegnie do autobusu, a nie ot tak. Zdarza się czasem, że muszę ruszyć, by zdążyć przejechać na zielonym świetle - czekanie na kolejne zielone oznaczałoby spóźnienie i przez jednego zadowolonego pasażera cierpi kilkadziesiąt innych.
Teraz, gdy jest zima, to nie - ale jesienią autobus 33 do Pegaza regularnie przyjeżdżał na przystanek przy pl. Daszyńskiego 3-4 minuty przed czasem. To skandal, bo autobus to nie tramwaj, który jedzie jeden za drugim.
- W ostatnim czasie weryfikowaliśmy czasy przejazdu i poprawialiśmy rozkład. Robimy to nadal, czego efekty będą za parę tygodni. Wg ostatnich pomiarów ok. 2 proc. kursów przyspiesza. To się będzie poprawiać także dlatego, że po zmianach 1 stycznia zasad współpracy MPK z miastem - przyspieszanie autobusu w stosunku do rozkładu stało się sprzeczne z interesem kierowców: za każde przyspieszenie musimy płacić miastu karę.
Dlaczego drzwi za przegubem w nowych mercedesach zatrzaskują się przed nosem, albo w ogóle się nie otwierają?
- Fabryka zainstalowała tam otwieranie ręczne przez pasażerów - za pomocą guzika zarówno z wewnątrz jak i zewnątrz - oraz automatyczne zamykanie, jeśli w ciągu siedmiu sekund fotokomórka nikogo nie wykryje. Może się więc zdarzyć, że pasażer dochodzi do drzwi, a tu zamykają mu się one przed nosem, bo minęło 7 sekund od wejścia poprzedniego pasażera. W takim wypadku nie trzeba biegać do drzwi z przodu, sterowanych przez kierowcę, a wystarczy nacisnąć guzik i się otworzą. Ostatnio przykleiliśmy żółte, rzucające się w oczy strzałki wskazujące na przyciski. A wydział autobusowy zwrócił się do producenta z Niemiec, czy można przerobić sterowanie drzwi za przegubem, by kierowca miał wpływ na ich pracę.
- 75 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Dlaczego kierowcy MPK czasem kopcą jak w palarni?
mirage75
23.01.10, 11:49
Ryba psuje sie od glowy.Jezeli niektorzy,powtarzam niektorzy kierowcy uwazaja sie za swiete krowy i nic nie zmusza ich do podporzadkowania sie normalnym kryteriom obowiazujacym w »
-
Dlaczego kierowcy MPK czasem kopcą jak w palarni?
wodgiz
23.01.10, 12:42
Dlaczego kierowcy autobusów wpychają się na siłę, wymuszając pierwszeństwo idlaczego zamykają drzwi przed nosem ?W obecnych czasach przy tak dużym nasileniu ruchu czekanie na całkowicie »
-
Wreszcie MPK przyznało się do zatrudniania debili!
ja.s.i.u
23.01.10, 13:04
Motornicza twierdzi, że w lusterku nie zauważyła, że prócz kobiety jestdziecko. Na stukanie pasażerów w kabinę, by się zatrzymała, nie zareagowała,ponieważ w harmidrze nie zrozumiała o co »




