Jak marszałek łączy szpitale

Joanna Skiba
2010-01-27 , aktualizacja: 26.01.2010 19:51
A A A Drukuj
- Nikt nic nie wie, nie ma żadnego planu, założeniom przeczą działania - alarmują przeciwnicy zrobienia z Parkitki i Tysiąclecia jednego szpitala. - Eksperymentują, jak by tu oszczędzić na pacjentach
Z tym eksperymentowaniem to nie do końca prawda: urząd marszałkowski, do którego należą dwa szpitale wojewódzkie w Częstochowie, ma za sobą doświadczenia z łączeniem. Ponad cztery lata temu scalił Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. św. Barbary i Szpital nr 2, oba w Sosnowcu, de facto likwidując drugi z nich. Zdecydował o tym sejmik województwa we wrześniu 2005 r.

- Przy czym - inaczej niż w Częstochowie - były to szpitale o nieporównywalnej wielkości: jeden z największych w regionie i malutki. W Sosnowcu było tak, jakby rekin połknął płotkę - tłumaczą dziś w urzędzie marszałkowskim.

No i "połknięcie" oficjalnie nazywało się uporządkowaniem "struktury organizacyjnej wojewódzkich jednostek ochrony zdrowia", zaś korzyści finansowe miały być dodatkowym bonusem (u nas pieniądze są celem głównym). Przewidywano obniżenie kosztów działalności szpitali dzięki tym samym zabiegom, które mają być zastosowane w Częstochowie, m.in. łączeniu oddziałów i poradni jednoimiennych, łączeniu laboratoriów, przeniesieniu oddziałów zabiegowych do jednego budynku (mniejsze koszty utrzymania bloków operacyjnych), wspólnej kuchni, pralni i jednemu zapleczu technicznemu.

I tak np. scalono:

- dwa oddziały wewnętrzne (46 i 45 łóżek), z których jeden miał też diabetologię; efekt - jeden oddział chorób wewnętrznych z pododdziałem diabetologii (34 łóżka);

- oddział gastroenterologii (20 łóżek) z oddziałem chorób wewnętrznych mającym pododdział szybkiej diagnostyki jamy brzusznej (20 łóżek); efekt - oddział gastroenterologii z 32 łóżkami;

- dwa oddziały chirurgii ogólnej, z których jeden zawierał pododdział chirurgii krótkoterminowej (34 i 30 łóżek); powstał oddział chirurgii ogólnej (34 łóżka).

Czyli łóżek ubyło. Co oczywiście nie musi świadczyć o gorszej dostępności do usług medycznych: część łóżek mogła być przed połączeniem niewykorzystywana. Wzrosło coś? Owszem: 23-miejscowy oddział geriatryczno-rehabilitacyjny z "Dwójki" po połączeniu dostał cztery dodatkowe łóżka.

Redukcja szpitalnych miejsc była być może efektem teorii obowiązującej przez lata: województwo śląskie ma za dużo łóżek szpitalnych i szpitali w ogóle. Ministerialna analiza z 2000 r. wskazywała, że trzeba zlikwidować aż 10 placówek. Dopiero w 2007 r. ówczesny minister zdrowia Zbigniew Religa (wcześniej również zwolennik teorii zbytku) uznał, że jest przeciwnie. Przekonały go analizy Państwowego Zakładu Higieny. Ten zaś ustalił, że największe braki łóżek notują oddziały internistyczne, kardiologiczne, rehabilitacyjne i onkologiczne.

- Podczas likwidowania "Dwójki" nie zwalniano natomiast żadnych pracowników - twierdzi rzecznik "Barbary" Mirosław Rusecki.

W rozmowie z "Gazetą" o połączeniu szpitali częstochowskich marszałek przewidywał, że pierwsze efekty finansowe nie pojawią się od razu, lecz za dwa, trzy lata. A jak było w Sosnowcu? Szpital im. św. Barbary w 2008 r., czyli niecałe trzy lata od decyzji połączeniowej, wciąż sukcesywnie przynosił straty (w listopadzie 2007 r. miał ich 11 mln zł, w styczniu 2008 - już 14 mln, a wszystkie jego zobowiązania w 2007 r. wynosiły 50 mln zł). Wtedy właśnie urząd marszałkowski ustalił, że długów uniknęły tylko małe szpitale, wśród dużych nie powtórzył tego sukcesu ani jeden.

Potem - w końcu 2007 r. - zarząd województwa gotów być się pozbyć "Barbary", przekazując ją wraz z długami Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu. Potem zmienił zdanie.

Wcześniej zaś przyłączona "Dwójka" przeżyła ekspresową ewakuację i została pozbawiona największej w Sosnowcu porodówki. W marcu 2007 r. błyskawicznie wpakowano do karetek zaskoczonych pacjentów "Dwójki" i przewieziono z jej budynku do pomieszczeń "Barbary". Miejsca tam zabrakło dla ginekologii, położnictwa i oddziału noworodkowego. Rozbudowa gmachu nie wchodziła w grę, bo szpital nie miał na to kilkunastu mln zł. Zrezygnował więc z pięciomilionowego kontraktu tych trzech oddziałów i zaproponował je miastu.

- Faktycznie, przejęliśmy i oddziały, włączając je do szpitali miejskich, i budynek - na cele administracyjne - mówi naczelnik miejskiego wydziału zdrowia w Sosnowcu Jan Wieja.

Jeśli założyć, że faktyczne połączenie miało miejsce dopiero w marcu 2007 r., kiedy przeniesiono oddziały do jednego budynku, to za dwa miesiące miną trzy lata od tego momentu. Czy - zgodnie z twierdzeniem marszałka - widać finansowe efekty na plus? W rozmowie z "Gazetą" marszałek twierdził, że połączenie daje 10-procentowe oszczędności na kosztach utrzymania. Poprosiliśmy więc urząd marszałkowski o skorzystanie z sosnowieckiego doświadczenia i poparcie liczbami tej teorii. Na razie nie mamy odpowiedzi: urząd wciąż przegląda finanse "Barbary", analizuje, liczy.



joanna.skiba@czestochowa.agora.pl

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Jak marszałek łączy szpitale bladykris1 27.01.10, 10:28

    widzialem ze matyjaszczyk cos walczy o szpitale tu link Tekst linka»

  • Jak marszałek łączy szpitale saralux 27.01.10, 10:29

    Pamiętajcie kto nam zafundował nowo-stare województwa, marszałków i urzędy marszałkowskie, przedtem do niczego niepotrzebne. Pamietajcie o Buzku i Krzaklewskim!»