O Janie Oderfeldzie, co 200 lat przepracował

Tomasz Haładyj
28.03.2010 , aktualizacja: 25.03.2010 12:43
A A A Drukuj
W wieku 102 lat zmarł jeden z najwybitniejszych częstochowian. Prof. Jan Oderfeld - światowej sławy ekspert od silników lotniczych i pionier techniki odrzutowej, pochodził z rodziny znanych drukarzy, prowadzącej zakład przy ul. Waszyngtona
Zrujnowana drukarnia
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Zrujnowana drukarnia
"Byłem zafascynowany jego długowiecznością w działalności naukowej. Gdy go poznałem w 2008 r. podczas uroczystości nadania mu tytułu doktora honoris causae Politechniki Warszawskiej, uderzyła nas jasność jego umysłu" - napisał na wieść o śmierci prof. Jana Oderfelda prezes Międzynarodowej Federacji Teorii Maszyn i Mechanizmów (IFToMM) prof. Marco Caccarelli.

We wspomnianym roku 2008 prof. Oderfeld obchodził setne urodziny! Mimo to z entuzjazmem kontynuował pracę naukową. - Był wciąż otwarty na nowe pomysły i kierunki, choć już wcześniejsza jego działalność uczyniła go sławnym na całym świecie - wspomina prof. Cacarelli.

Prof. Jan Oderfeld zmarł 17 marca 2010 r. w wieku 102 lat. W środę na cmentarzu ewangelickim w Warszawie odbył się jego pogrzeb.

Inżynier od silników odrzutowych

Dzieciństwo Jan Oderfeld spędził w Częstochowie. Tu w 1908 r. się urodził. Ojciec Stanisław był doktorem chemii i współwłaścicielem zakładów litograficzno-papierniczych przy dzisiejszej ul. Waszyngtona - znanych jako drukarnia Oderfelda i Kohna. Oderfeldowie, wg przedwojennej książki adresowej, mieszkali przy ul. Kilińskiego 28.

Techniką Jan Oderfeld zainteresował się w drukarni ojca: - Była tam nowoczesna wówczas, pochodzącą chyba z roku 1900, dwucylindrowa maszyna parowa - wspominał po latach. - Kiedy więc skończyłem szkołę średnią (Gimnazjum i Liceum im. Sienkiewicza - przyp. red.), przystąpiłem do egzaminu wstępnego na politechnikę i... jakoś poszło.

Oderfeld nie przypuszczał wtedy, że będzie się specjalizował w silnikach lotniczych. - A to właśnie okazało się najważniejsze w mojej działalności - mówił.

Przy tym nie o zwykłe silniki chodzi.

Po odbyciu służby wojskowej był początkowo bezrobotny. Potem z młodymi inżynierami Władysławem Bernadzikiewiczem i Józefem Sachsem stworzył zespół, który podjął się ambitnego zadania konstrukcji pierwszego polskiego silnika odrzutowego. Hojnego sponsora znaleźli w osobie Juliana Machlejda, wicedyrektora browarów Haberbusch i Schiele. - Zainwestował w nas 15 tys. przedwojennych złotych - wspominał profesor. - Przedwojenna złotówka to mniej więcej równowartość dzisiejszych 14-15 zł.

Ponieważ dwa modele przeszły pomyślnie próby, w 1932 r. w warsztacie doświadczalnym Państwowych Zakładów Inżynierii "Ursus" wykonano silnik odrzutowy, zwany strumienica, o zasadzie działania identycznej jak we współczesnych silnikach pulsacyjnych. Silnik podobny był do późniejszego, skonstruowanego przez Niemców silnika do pocisków V-1, z tym, że polscy konstruktorzy myśleli raczej o zastosowaniu cywilnym, np. w samolotach do przewożenia poczty.

W 1934 r. Oderfeld był w zespole inż. Stanisława Nowkuńskiego projektującym odrzutowy silnik lotniczy. Po tragicznej śmierci Nowkuńskiego podczas wspinaczki w Tatrach, w 1936 r., inż. Oderfeld przejął kierownictwo nad tymi pracami.

- Moją specjalnością były silniki, ale nie można tak wąsko traktować lotnictwa, to byłoby błędem - wspominał prof. Oderfeld. - Silnikowiec musi się także jako tako znać na płatowcach, a płatowiec na silnikach. Bo to tak, jakby pójść do lekarza, który się zainteresuje tylko lewą nogą. Wtedy mogą być kłopoty, bo powinien także spojrzeć na prawą.

Inżynier od maszyn rolniczych

W czasie okupacji o lotnictwie nie było co marzyć, więc inż. Oderfeld musiał się imać innych zajęć: - Nie bardzo radziłem sobie z handlem, poza jednym wyjątkiem, kiedy handlowałem rąbanką. Wiec gdy zaproponowano mi kierownictwo w kuźni spółdzielni Rolnik w Skierniewicach, zaryzykowałem. Udało mi się zorganizować zakład, który zatrudniając kilka osób, rozrósł się znacznie i pod koniec wojny miał już stu pracowników. Produkowaliśmy maszyny rolnicze. Wszystko to skończyło się, kiedy "przyjaciele radzieccy" oswobodzili nas. Zupełnie rozgrabili zakłady, bo powiedzieli, że prowadzi je "Germaniec".

W 1974 r. prof. Oderfeld otrzymał Honorowa Odznakę Zasłużonego Pracownika tych zakładów, które po wojnie przyjęły nazwę "Fumos" i wytwarzały odlewy żeliwne.

Inżynier od dydaktyki

Swoją pracę dydaktyczną prof. Oderfeld zaczął jeszcze pod koniec lat 30. w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Warszawie. - Pozostaję w kontakcie z kilkoma moimi uczniami, którzy sięgnęli wysoko, podczas gdy ja zostałem tylko skromnym porucznikiem - wspominał profesor.

Po wojnie, wraz z żoną i córką, wrócił do Warszawy i w słynnej Szkole Wawelberga (póki istniała) wykładał m.in. mechanikę, automatykę lotniczą, silniki lotnicze. W 1949 r. związał się z Politechniką Warszawską. Od 1955 r. był profesorem nadzwyczajnym, a od 1961 r. zwyczajnym.

Na Politechnice wykształcił kilka pokoleń wybitnych specjalistów. Doktoranci jego doktorantów mieli doktorantów! Uczelnia pamiętała o jego zasługach: w prezencie na setne urodziny przyznała mu w 2008 r. tytuł doktora honoris causa.

- W naszej tradycji rodzinnej - wspominali podczas uroczystości krewni profesora Iwona Szpakowicz i Stanisław Szpakowicz - przechował się (podobno prawdziwy) opis egzaminu dla dyplomantów (podobno typowego). Delikwent zgłaszał się do mieszkania Profesora w budynku należącym do Politechniki. Profesor wprowadzał go do gabinetu i mówił: "Proszę pana, tu są pytania egzaminacyjne, tu jest moja biblioteka, tymi drzwiami może pan wejść do biblioteki uczelnianej, gdyby pan czegoś więcej potrzebował. Wracam za osiem godzin. Życzę powodzenia!".

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • O Janie Oderfeldzie, co 200 lat przepracował uri8ld 28.03.10, 10:00

    Nareszcie się dowiedziałem co się znajdowało w tym budynku. Tyle lat szukałemodpowiedzi, aż tu nagle. Szkoda, że budynek popada w ruinę, a na ścianie wisitylko tabliczka wstęp wzbroniony. »