Nikt nie lubi świateł na placu Biegańskiego [WIDEO]
18.02.2012
, aktualizacja: 18.02.2012 12:00
Sygnalizację świetlną wokół głównego placu Częstochowy krytykują i kierowcy, i piesi. Wcieliliśmy się w jednych i drugich, by opisać rozterki i bolączki każdej ze stron.
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Pl. Biegańskiego: zdjęli sygnalizator, zmienią strzałki, zetną łuk (22-03-12, 09:34)
Co irytuje kierowców?
Przede wszystkim nie wiedzą, jak się zachować przy wyjeździe z II Alei w ul. Kilińskiego. Jest tu inaczej niż na wszystkich innych skrzyżowaniach. Mało tego, analogicznego rozwiązania nie spotkałem nigdzie indziej w Polsce! Zwykle bowiem, gdy zapali się tzw. ogólne zielone światło, możemy skręcić w prawo, przepuszczając pieszych. Jednak w opisywanym przypadku po ledwie 10 m od pierwszego sygnalizatora, a tuż przed przejściem, jest kolejny sygnalizator, który świeci na czerwono. Niektórzy kierowcy stają, ale większość po przepuszczeniu pieszych rusza.
- A powinni stać - twierdzi szef Miejskiego Zarządu Dróg Mariusz Sikora.
Tyle, że wówczas na zielonym świetle z II Alei wyjadą najwyżej dwa auta, bo tyle tylko mieści się za światłem zielonym na pierwszym sygnalizatorze a przed czerwonym na drugim.
Zamęt potęguje fakt, że na pozostałych skrętach w prawo w obrębie placu, np. ze Śląskiej w II Aleję czy z Dąbrowskiego w III Aleję jest normalnie. Tylko narożnik przy dawnym Orbisie pozostaje dziwaczny.
Najlepiej byłoby chyba zdjąć sygnalizatory dla samochodów z przejścia przy Orbisie, a na wyjeździe z II Alei winno się świecić zawsze czerwone - z dodatkową zieloną strzałką warunkowego skrętu. Czyli tak, jak na wylocie z Racławickiej przy Sheherezadzie.
Irytuje też przejazd za ratuszem zakończony sygnalizacją. Stoimy na czerwonym. Po pewnym czasie auta na Śląskiej zatrzymują się. Możemy jechać? Nie, bo dla nas czerwony sygnał nadawany jest jeszcze 15 sekund! Jednak gdy dla idących równolegle pieszych zapala się zielone, a nam dalej każą stać, zaczynamy podejrzewać, że czujniki sygnalizacji o nas zapomniały. I co bardziej niecierpliwy kierowca rusza wtedy na czerwonym...
Co ciekawe, owa zwłoka w zapalaniu się zielonego światła nie działa w długą stronę, tj. gdy tylko na Szymanowskiego sygnał zmieni się na czerwony, to auta na Śląskiej otrzymują natychmiast światło zielone.
Niedawno widziałem jakiegoś zabłąkanego azjatyckiego turystę, który filmował taki oto obraz skrzyżowania: dla wszystkich kierunków pali się czerwone światło i nikt nie może jechać. Taką pamiątkę zabrał z Częstochowy.
W tej sytuacji nic dziwi, że wielu kierowców łamie przepisy skracając sobie drogę (i omijając światła) wyłączoną z ruchu uliczką pod ratuszem.
Co przeszkadza pieszym?
Po pierwsze: długie czekanie na zielone światło. Musimy być cierpliwi nawet przez minutę i 20 sekund! Przez ten czas można przejść plac wzdłuż i wszerz. Gdy więc samochodów nie ma, a zdarza się to często, ludzie po prostu przechodzą na czerwonym. Inni wolą pokonywać ulicę między przejściami, co okazuje zupełnie łatwe.
Po drugie: zielony sygnał świeci się krańcowo krótko. Wielokrotnie mierzyliśmy czasy na przejściach z II Alei na środkową płytę placu i z tejże płyty w III Aleję. Rezultat: 10-13 sekund, a potem aż 80 sekund czekania. Tymczasem gdy światło świeci się 10 sekund - w co wliczyliśmy migający sygnał - to wolniej idące starsze osoby już w połowie jezdni przynaglane są do jej opuszczenia. Uzasadniona jest więc teza, że osoby niezmotoryzowane są w śródmieściu intruzami.
Po trzecie: źle zlokalizowane przyciski do włączania zielonego światła. Dotyczy to ciągu Śląska-Kilińskiego - po obu jego stronach - i wzdłuż ul. Dąbrowskiego koło Jantaru. Choć w Polsce ruch także na chodnikach jest prawostronny, niektóre przyciski umieszczono po angielsku, z lewej strony. A na rogu Śląskiej i Szymanowskiego, tam gdzie dawniej był postój taksówek, wręcz trzeba skręcić w bok, by dostać się do guzika. Z kolei przy Jantarze idący od strony sądów mają przycisk po prawej stronie, ale tak daleko, że muszą znacznie zmienić kierunek marszu. Skutek? Rozglądają się, czy nic nie jedzie, i przechodzą na czerwonym. Dlaczego w tym miejscu nie zamontowano przycisku z obu stron, zwłaszcza, że przy lewej krawędzi "zebry" i tak postawiono słupek znaku drogowego? Przepisy tego nie wymagały. Ale co z tego? Przecież cała sztuka projektowania polega na tym, by użytkownikom było wygodnie. Tej umiejętności zabrakło.
Po czwarte: skoro samochody mają zielone światło, to czy automatycznie - bez naciskania przycisku - nie mógłby się zapalić zielony sygnał także dla równolegle idących pieszych? Gdyby tak ustawiono sterownik, pieszych nie dotykałaby złośliwość urządzenia, które nie chce włączyć zielonego sygnału, mimo że dla aut jadących równolegle pali się takowe jeszcze dość długo. I każe czekać do następnego cyklu.
Dla "Gazety"
Mariusz Sikora, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Transportu: - Cały czas przyglądamy się pracy tej sygnalizacji. Jest już lepiej niż było, bo pewne zmiany już wprowadziliśmy. Będą kolejne, bo przygotowujemy audyt organizacji ruchu na pl. Biegańskiego. Dopiero po nim zdecydujemy, co z "podwójnym" sygnalizatorem na skręcie z II Alei w ul. Kilińskiego.
Przede wszystkim nie wiedzą, jak się zachować przy wyjeździe z II Alei w ul. Kilińskiego. Jest tu inaczej niż na wszystkich innych skrzyżowaniach. Mało tego, analogicznego rozwiązania nie spotkałem nigdzie indziej w Polsce! Zwykle bowiem, gdy zapali się tzw. ogólne zielone światło, możemy skręcić w prawo, przepuszczając pieszych. Jednak w opisywanym przypadku po ledwie 10 m od pierwszego sygnalizatora, a tuż przed przejściem, jest kolejny sygnalizator, który świeci na czerwono. Niektórzy kierowcy stają, ale większość po przepuszczeniu pieszych rusza.
- A powinni stać - twierdzi szef Miejskiego Zarządu Dróg Mariusz Sikora.
Tyle, że wówczas na zielonym świetle z II Alei wyjadą najwyżej dwa auta, bo tyle tylko mieści się za światłem zielonym na pierwszym sygnalizatorze a przed czerwonym na drugim.
Zamęt potęguje fakt, że na pozostałych skrętach w prawo w obrębie placu, np. ze Śląskiej w II Aleję czy z Dąbrowskiego w III Aleję jest normalnie. Tylko narożnik przy dawnym Orbisie pozostaje dziwaczny.
Najlepiej byłoby chyba zdjąć sygnalizatory dla samochodów z przejścia przy Orbisie, a na wyjeździe z II Alei winno się świecić zawsze czerwone - z dodatkową zieloną strzałką warunkowego skrętu. Czyli tak, jak na wylocie z Racławickiej przy Sheherezadzie.
Irytuje też przejazd za ratuszem zakończony sygnalizacją. Stoimy na czerwonym. Po pewnym czasie auta na Śląskiej zatrzymują się. Możemy jechać? Nie, bo dla nas czerwony sygnał nadawany jest jeszcze 15 sekund! Jednak gdy dla idących równolegle pieszych zapala się zielone, a nam dalej każą stać, zaczynamy podejrzewać, że czujniki sygnalizacji o nas zapomniały. I co bardziej niecierpliwy kierowca rusza wtedy na czerwonym...
Co ciekawe, owa zwłoka w zapalaniu się zielonego światła nie działa w długą stronę, tj. gdy tylko na Szymanowskiego sygnał zmieni się na czerwony, to auta na Śląskiej otrzymują natychmiast światło zielone.
Niedawno widziałem jakiegoś zabłąkanego azjatyckiego turystę, który filmował taki oto obraz skrzyżowania: dla wszystkich kierunków pali się czerwone światło i nikt nie może jechać. Taką pamiątkę zabrał z Częstochowy.
W tej sytuacji nic dziwi, że wielu kierowców łamie przepisy skracając sobie drogę (i omijając światła) wyłączoną z ruchu uliczką pod ratuszem.
Co przeszkadza pieszym?
Po pierwsze: długie czekanie na zielone światło. Musimy być cierpliwi nawet przez minutę i 20 sekund! Przez ten czas można przejść plac wzdłuż i wszerz. Gdy więc samochodów nie ma, a zdarza się to często, ludzie po prostu przechodzą na czerwonym. Inni wolą pokonywać ulicę między przejściami, co okazuje zupełnie łatwe.
Po drugie: zielony sygnał świeci się krańcowo krótko. Wielokrotnie mierzyliśmy czasy na przejściach z II Alei na środkową płytę placu i z tejże płyty w III Aleję. Rezultat: 10-13 sekund, a potem aż 80 sekund czekania. Tymczasem gdy światło świeci się 10 sekund - w co wliczyliśmy migający sygnał - to wolniej idące starsze osoby już w połowie jezdni przynaglane są do jej opuszczenia. Uzasadniona jest więc teza, że osoby niezmotoryzowane są w śródmieściu intruzami.
Po trzecie: źle zlokalizowane przyciski do włączania zielonego światła. Dotyczy to ciągu Śląska-Kilińskiego - po obu jego stronach - i wzdłuż ul. Dąbrowskiego koło Jantaru. Choć w Polsce ruch także na chodnikach jest prawostronny, niektóre przyciski umieszczono po angielsku, z lewej strony. A na rogu Śląskiej i Szymanowskiego, tam gdzie dawniej był postój taksówek, wręcz trzeba skręcić w bok, by dostać się do guzika. Z kolei przy Jantarze idący od strony sądów mają przycisk po prawej stronie, ale tak daleko, że muszą znacznie zmienić kierunek marszu. Skutek? Rozglądają się, czy nic nie jedzie, i przechodzą na czerwonym. Dlaczego w tym miejscu nie zamontowano przycisku z obu stron, zwłaszcza, że przy lewej krawędzi "zebry" i tak postawiono słupek znaku drogowego? Przepisy tego nie wymagały. Ale co z tego? Przecież cała sztuka projektowania polega na tym, by użytkownikom było wygodnie. Tej umiejętności zabrakło.
Po czwarte: skoro samochody mają zielone światło, to czy automatycznie - bez naciskania przycisku - nie mógłby się zapalić zielony sygnał także dla równolegle idących pieszych? Gdyby tak ustawiono sterownik, pieszych nie dotykałaby złośliwość urządzenia, które nie chce włączyć zielonego sygnału, mimo że dla aut jadących równolegle pali się takowe jeszcze dość długo. I każe czekać do następnego cyklu.
Dla "Gazety"
Mariusz Sikora, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Transportu: - Cały czas przyglądamy się pracy tej sygnalizacji. Jest już lepiej niż było, bo pewne zmiany już wprowadziliśmy. Będą kolejne, bo przygotowujemy audyt organizacji ruchu na pl. Biegańskiego. Dopiero po nim zdecydujemy, co z "podwójnym" sygnalizatorem na skręcie z II Alei w ul. Kilińskiego.
- 50 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Nikt nie lubi świateł na placu Biegańskiego
cyryl.i.metody
18.02.12, 14:21
Irytuje też przejazd za ratuszem zakończony sygnalizacją. Stoimy na czerwonym. Po pewnym czasie auta na Śląskiej zatrzymują się. Możemy jechać? Nie, bo dla nas czerwony sygnał nadawany jest»
-
Nikt nie lubi świateł na placu Biegańskiego
zaspokojny
18.02.12, 14:28
Autor najwyraźniej liczy na niepamięć czytelników... a sięgnąć do archiwalnych forów i poczytać wcale liczne głosy krytyków, ludzi z wyobraźnią, a nie malkontentów jak ich się próbuje »
-
jakie miasto takie centrum
tamdolicha
18.02.12, 16:02
jacy prezydenci taki balagan...»




więcej zdjęć
odtwórz