Trasa szybkiego czynu żołnierskiego
04.11.2011
, aktualizacja: 04.11.2011 11:47
Budowały ją - jak złośliwie nazywano skierowanych tu żołnierzy - wojska rakietowe. Ich orężem był bowiem kilof i łopata, czyli "rakieta ziemia-powietrze"

Fot.Janusz Mielczarek
Pomnik Czynu Żołnierskiego (w pierwotnej formie) w pobliżu ul. Bugajskiej - jeden z dwóch ustawionych przy ''gierkówce''. Trasa na tym odcinku nie miała początkowo pasa rozdzielającego jezdnię

Fot. Grzegorz Skowronek / AG
W miejsce zniszczonego w latach 90. Pomnika Czynu Żołnierskiego postawiono nowy, skromniejszy
"Gierkówkę" nazywano trasą czynu żołnierskiego, a udział armii w budowie ówczesne media podkreślały na każdym kroku. Do dziś wojsko strzeże dokumentów z tym związanych jak oka w głowie. Oktawiuszowi Supińskiemu, autorowi jedynego jak dotąd opracowania na ten temat, piszącemu pracę magisterską na Uniwersytecie Warszawskim, Archiwum Wojsk Lądowych odmówiło dostępu do dokumentów bez podania przyczyn, zaś Centralne Archiwum Wojskowe zasłoniło się ustawą o ochronie danych osobowych.
Udział żołnierzy doskonale pamięta za to Zygmunt Pasek z Częstochowy. - Służbę odbywałem w oficerskiej Szkole Wojsk Inżynieryjnych we Wrocławiu, w plutonie o specjalności budowy dróg i mostów. Wróciłem do Częstochowy i kiedy zaczęła się budowa "gierkówki" pracowałem w delegacji na Śląsku. W moim mieszkaniu odwiedzali mnie koledzy z jednostki, rzuceni na odcinek częstochowski.
Żołnierze pracujący na trasie byli saperami, ale wielu służyło w Obronie Terytorialnej Kraju. Tych ostatnich, którzy z militariami niewiele mieli wspólnego, przezywano złośliwie wojskami rakietowymi. - Ich orężem był bowiem kilof i łopata, czyli "rakieta ziemia-powietrze" - wspomina Pasek.
Wynagrodzeniem była skrócona służba OTK-owców, drobne sumy żołdu, dodatkowe racje żywnościowe i papierosy.
Do pracy przy "gierkówce" pod pozorem ćwiczeń na okres trzech miesięcy powoływano rezerwistów z cywila. Byli to zwłaszcza operatorzy sprzętu ciężkiego, budowlanego i drogowego. Rezerwiści za okres "ćwiczeń" otrzymywali część wynagrodzenia z macierzystego zakładu, zaś od wojska dyplomy. - Przy takim zapleczu budowa szła z rozmachem. Nie było mowy o jakichkolwiek protestach wywłaszczanych ludzi czy ekologów - mówi Pasek.
8 października 1975 r. żołnierzy budujących drogę odwiedził Edward Gierek. Towarzyszył mu minister obrony, gen. Wojciech Jaruzelski. Spotkanie odbyło się w jednostce w Rząsawie, gdzie stacjonowały jednostki drogowe i kolejowe, budujące odcinek Piotrków - Częstochowa. Pełniący rolę gospodarza gen. Leopold Raznowiecki popisał się wówczas przed I sekretarzem celną myślą, że wojsko z budowania drogi odnosi podwójną korzyść: "żołnierze opanowują określony zakres umiejętności potrzebnych na polu walki, z drugiej strony ich wysiłek materializuje się w postaci konkretnych obiektów komunikacyjnych" - relacjonowało branżowe pismo "Transport i Drogi".
Tymczasem żołnierze bili rekordy w tempie budowy mostów i wiaduktów. O wykonaniu 130-140 proc. dziennej normy donosiła "Trybuna Ludu", zaś "Transport i Drogi" pasjonował się wielką estakadą w Częstochowie, budowaną przez wojsko w niespotykanym tempie 8 metrów na dobę. Dotychczasowy rekord padł pięć lat wcześniej w Płońsku i wynosił zaledwie 2,5 metra na dobę. W rezultacie obiekt, który powinno się budować dwa lata, powstał w pięć miesięcy, ale trzeba go było remontować zaraz po otwarciu. O tym już jednak nie pisano.
Zygmunt Pasek z Częstochowy ma też wkład w upiększenie otoczenia "gierkówki". - Zakłady pracy otrzymały polecenie organizowania czynów społecznych w ściśle określonych miejscach - wspomina. - Mój zakład niwelował teren, gdzie stoi teraz stacja benzynowa przy markecie Tesco. W wojsku malowałem trawę przy spodziewanych inspekcjach, ale tutaj posiana trawa nie miała czasu, by się zazielenić przed przejazdem notabli otwierających "gierkówkę". Mimo to zielono było, bo przecież Polak potrafi. Zamiast nasion trawy przysłano nam dwa ciągniki nasion owsa. A jak wiadomo, owies błyskawicznie kiełkuje i się zieleni.
Uczestnicy tych licznych i porywających czynów społecznych, dzięki którym władza oszczędziła sporo pieniędzy, dostali na pamiątkę szpadle i grabki, którymi pracowali. Żołnierzy, którzy tężyznę fizyczną zamiast na poligonie zdobywali na budowie "gierkówki", uhonorowano dwoma pomnikami: w Piotrkowie i Częstochowie, czyli na dwóch krańcach odcinka, do którego powstania najbardziej przyczyniła się armia.
Częstochowski pomnik czynu żołnierskiego ustawiony przy motelu Skałka przez lata tak się opatrzył, że gdy upadł PRL nikt nie zauważył zniknięcia postumentu. "Gazeta Wyborcza" odnotowała ten fakt w 1998 r., zapewne wiele miesięcy po przekształceniu pomnika w... tablicę reklamową. Pomysłowy dzierżawca motelu obił pomnik żółtą blachą, na której umieścił stosowny napis. Reportera przekonywał z dumą: "Prawda, że ładnie?", chwaląc się przy tym, że zamiana pomnika w billboard wcale nie była trudna - ot, trochę farby i arkusz blachy.
Tak bezkompromisowe rozprawienie się z przeszłością ubodło do żywego polską armię, która zapowiedziała ostrą (choć nie dosłownie) interwencję. Wojsko wywalczyło w częstochowskim magistracie wydanie nakazu przywrócenia monumentowi pierwotnego kształtu, ale potem dogadało się z właścicielem motelu, który zbudował obok mały pomnik. Stary nadal reklamował Skałkę, do czasu aż motel zburzono.
Nowy pomnik sławi "czyn żołnierski" z 1976 r. i ma orła w koronie. Na starym korony nie było, za to jako współtwórcę "gierkówki" wymieniono Ludowe Wojsko Polskie.
W Częstochowie podjęto też decyzję, by odcinek "gierkówki" przebiegającej przez miasto nosił nazwę: Alei Wojska Polskiego. Posunięcie było odważne, bo coś trzeba było zrobić z dotychczasowym patronem poszerzanej do dwóch pasów ulicy, a był nim nie byle kto, bo Polska Partia Robotnicza. Imię PPR-u otrzymała więc inna ulica - nieduża wprawdzie, ale za to w centrum.
Ostatnim akordem żołnierskiego wkładu w budowę "gierkówki" było przecięcie wstęgi podczas jej otwarcia 8 października 1976 r. Uroczystość odbyła się w Częstochowie na wspomnianej, najdłuższej na całej trasie estakadzie, którą armia zbudowała w tempie wyjątkowym. Zachowana fotografia pokazuje, jak obok I sekretarza Edwarda Gierka dumnie pręży się minister obrony gen. Wojciech Jaruzelski.
Udział żołnierzy doskonale pamięta za to Zygmunt Pasek z Częstochowy. - Służbę odbywałem w oficerskiej Szkole Wojsk Inżynieryjnych we Wrocławiu, w plutonie o specjalności budowy dróg i mostów. Wróciłem do Częstochowy i kiedy zaczęła się budowa "gierkówki" pracowałem w delegacji na Śląsku. W moim mieszkaniu odwiedzali mnie koledzy z jednostki, rzuceni na odcinek częstochowski.
Żołnierze pracujący na trasie byli saperami, ale wielu służyło w Obronie Terytorialnej Kraju. Tych ostatnich, którzy z militariami niewiele mieli wspólnego, przezywano złośliwie wojskami rakietowymi. - Ich orężem był bowiem kilof i łopata, czyli "rakieta ziemia-powietrze" - wspomina Pasek.
Wynagrodzeniem była skrócona służba OTK-owców, drobne sumy żołdu, dodatkowe racje żywnościowe i papierosy.
Do pracy przy "gierkówce" pod pozorem ćwiczeń na okres trzech miesięcy powoływano rezerwistów z cywila. Byli to zwłaszcza operatorzy sprzętu ciężkiego, budowlanego i drogowego. Rezerwiści za okres "ćwiczeń" otrzymywali część wynagrodzenia z macierzystego zakładu, zaś od wojska dyplomy. - Przy takim zapleczu budowa szła z rozmachem. Nie było mowy o jakichkolwiek protestach wywłaszczanych ludzi czy ekologów - mówi Pasek.
8 października 1975 r. żołnierzy budujących drogę odwiedził Edward Gierek. Towarzyszył mu minister obrony, gen. Wojciech Jaruzelski. Spotkanie odbyło się w jednostce w Rząsawie, gdzie stacjonowały jednostki drogowe i kolejowe, budujące odcinek Piotrków - Częstochowa. Pełniący rolę gospodarza gen. Leopold Raznowiecki popisał się wówczas przed I sekretarzem celną myślą, że wojsko z budowania drogi odnosi podwójną korzyść: "żołnierze opanowują określony zakres umiejętności potrzebnych na polu walki, z drugiej strony ich wysiłek materializuje się w postaci konkretnych obiektów komunikacyjnych" - relacjonowało branżowe pismo "Transport i Drogi".
Tymczasem żołnierze bili rekordy w tempie budowy mostów i wiaduktów. O wykonaniu 130-140 proc. dziennej normy donosiła "Trybuna Ludu", zaś "Transport i Drogi" pasjonował się wielką estakadą w Częstochowie, budowaną przez wojsko w niespotykanym tempie 8 metrów na dobę. Dotychczasowy rekord padł pięć lat wcześniej w Płońsku i wynosił zaledwie 2,5 metra na dobę. W rezultacie obiekt, który powinno się budować dwa lata, powstał w pięć miesięcy, ale trzeba go było remontować zaraz po otwarciu. O tym już jednak nie pisano.
Zygmunt Pasek z Częstochowy ma też wkład w upiększenie otoczenia "gierkówki". - Zakłady pracy otrzymały polecenie organizowania czynów społecznych w ściśle określonych miejscach - wspomina. - Mój zakład niwelował teren, gdzie stoi teraz stacja benzynowa przy markecie Tesco. W wojsku malowałem trawę przy spodziewanych inspekcjach, ale tutaj posiana trawa nie miała czasu, by się zazielenić przed przejazdem notabli otwierających "gierkówkę". Mimo to zielono było, bo przecież Polak potrafi. Zamiast nasion trawy przysłano nam dwa ciągniki nasion owsa. A jak wiadomo, owies błyskawicznie kiełkuje i się zieleni.
Uczestnicy tych licznych i porywających czynów społecznych, dzięki którym władza oszczędziła sporo pieniędzy, dostali na pamiątkę szpadle i grabki, którymi pracowali. Żołnierzy, którzy tężyznę fizyczną zamiast na poligonie zdobywali na budowie "gierkówki", uhonorowano dwoma pomnikami: w Piotrkowie i Częstochowie, czyli na dwóch krańcach odcinka, do którego powstania najbardziej przyczyniła się armia.
Częstochowski pomnik czynu żołnierskiego ustawiony przy motelu Skałka przez lata tak się opatrzył, że gdy upadł PRL nikt nie zauważył zniknięcia postumentu. "Gazeta Wyborcza" odnotowała ten fakt w 1998 r., zapewne wiele miesięcy po przekształceniu pomnika w... tablicę reklamową. Pomysłowy dzierżawca motelu obił pomnik żółtą blachą, na której umieścił stosowny napis. Reportera przekonywał z dumą: "Prawda, że ładnie?", chwaląc się przy tym, że zamiana pomnika w billboard wcale nie była trudna - ot, trochę farby i arkusz blachy.
Tak bezkompromisowe rozprawienie się z przeszłością ubodło do żywego polską armię, która zapowiedziała ostrą (choć nie dosłownie) interwencję. Wojsko wywalczyło w częstochowskim magistracie wydanie nakazu przywrócenia monumentowi pierwotnego kształtu, ale potem dogadało się z właścicielem motelu, który zbudował obok mały pomnik. Stary nadal reklamował Skałkę, do czasu aż motel zburzono.
Nowy pomnik sławi "czyn żołnierski" z 1976 r. i ma orła w koronie. Na starym korony nie było, za to jako współtwórcę "gierkówki" wymieniono Ludowe Wojsko Polskie.
W Częstochowie podjęto też decyzję, by odcinek "gierkówki" przebiegającej przez miasto nosił nazwę: Alei Wojska Polskiego. Posunięcie było odważne, bo coś trzeba było zrobić z dotychczasowym patronem poszerzanej do dwóch pasów ulicy, a był nim nie byle kto, bo Polska Partia Robotnicza. Imię PPR-u otrzymała więc inna ulica - nieduża wprawdzie, ale za to w centrum.
Ostatnim akordem żołnierskiego wkładu w budowę "gierkówki" było przecięcie wstęgi podczas jej otwarcia 8 października 1976 r. Uroczystość odbyła się w Częstochowie na wspomnianej, najdłuższej na całej trasie estakadzie, którą armia zbudowała w tempie wyjątkowym. Zachowana fotografia pokazuje, jak obok I sekretarza Edwarda Gierka dumnie pręży się minister obrony gen. Wojciech Jaruzelski.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów



więcej zdjęć