Danuta Radzioch. Profesor od różnych chorób
2009-08-20
, aktualizacja: 20.08.2009 21:23
- Pojechałam bez męża, bez córki. Bardzo mi ich brakowało, ale z drugiej strony to napędzało mnie do pracy. Pracowałam, żeby nie tęsknić - wspomina Danuta Radzioch, częstochowianka z urodzenia, kanadyjka z wyboru.
ZOBACZ TAKŻE
- Leksykon Częstochowian Nieobecnych (20-08-09, 22:01)
- Jak to zwykle bywa, o wszystkim zdecydował przypadek - mówi dziś pani Danuta. - W drodze do mojego instytutu na Uniwersytecie Jagiellońskim wypełniłam wniosek na stypendium Fulbrighta. Był jednym z wielu, które wtedy pisałam. Okazało się, że to był początek mojej drogi daleko od Polski.
Konsul poprosił o rozmowę
Zaczęło się w Częstochowie. Danuta - wtedy Więcek - urodziła się 14 marca 1954 roku. Dorastała w bloku "Przemysłówki" przy ul. Kopernika. Do szkoły nie miała daleko - podstawówka nr 39 była naprzeciwko. Chodziła tam jednak tylko do szóstej klasy. VII i VIII zaliczyła już w SP nr 1, gdzie utworzono klasę dla dzieci szczególnie zdolnych matematycznie. Nic więc dziwnego, że w 1969 roku wybrała IV LO im. Sienkiewicza, znane z silnej matematyki. Jej wychowawcą w klasie d był prof. Zygmunt Przesłański.
- Z kilkoma koleżankami utrzymuję jeszcze kontakty - mówi dziś sienkiewiczanka. - Przede wszystkim z jedną z nich, która jest siostrą mojego męża - śmieje się.
Po maturze w 1973 roku zaczęła studiować biologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeszcze jako studentka postanowiła się specjalizować w biologii molekularnej. W 1978 roku dostała dyplom z wyróżnieniem, a już cztery lata później była po doktoracie. W 1984 roku została zakwalifikowana do stypendium Fulbrighta (prestiżowy program, który daje szansę poszerzania wiedzy w amerykańskich uczelniach i ośrodkach naukowych). Wśród 20 stypendystów z Polski była jedyną, która specjalizowała się w biologii.
To był sukces, bo każdego roku wszystkie uniwersytety zgłaszały swoich kandydatów, więc lista szła w tysiące nazwisk. UJ wprowadził dla swoich nową zasadę - nie później niż pięć lat po doktoracie i poniżej 30. roku życia. Listy z chętnymi szły do Warszawy, gdzie w ministerstwie odbywała się dalsza selekcja. Potem sprawę w swoje ręce brała jeszcze ambasada amerykańska. Pewnego dnia konsul ds. naukowych zaprosił częstochowiankę na rozmowę...
Pracowałam, żeby nie tęsknić
Trafiła do Narodowego Instytutu Raka w Frederick w Marylandzie, najlepszego takiego ośrodka w USA. To było całe miasto liczące około 700 budynków. Laboratoria mieściły się w dawnej bazie wojskowej.
- Wtedy zbudowałam fundament pod moją późniejszą pozycję - mówi częstochowianka. - Był to najbardziej pracowity okres w moim życiu. Wracałam do domu około godz. 23, żeby się przespać i znów wrócić do laboratorium. Był to również emocjonalnie najtrudniejszy okres. Pojechałam bez męża, bez córki - dołączyli do mnie dopiero po ponad roku. Bardzo mi ich brakowało, ale z drugiej strony to napędzało mnie do dalszej pracy. Pracowałam, żeby nie tęsknić.
Kiedy się skończył czas stypendium, pomyślała o pozostaniu. Ale przedłużanie ważności polskiego paszportu nie było takie proste. - Byłam już zmęczona ciągłymi wizytami w polskim konsulacie, podejrzliwością urzędników - wyznaje. - A ponieważ miałam już mocną pozycję w świecie naukowym, w 1989 roku złożyłam wniosek o wizę kanadyjską. Zostaliśmy zaproszeni na rozmowę, wypadła pozytywnie. W trakcie załatwiania formalności wizowych wysłałam do różnych ośrodków w Kanadzie pytania o możliwość uzyskania etatu profesorskiego.
W USA i Kanadzie jest tak, że jeśli władze danej uczelni czy instytutu są zainteresowane kandydatem, zapraszają go do wygłoszenia wykładu. Potem odbywa się rozmowa. Wreszcie trzeba czekać na decyzję.
Miała już wyjechać do Winnipeg, bo stamtąd przyszła najciekawsza oferta. - W ostatniej chwili zapadła jednak decyzja, że osiedlam się w Montrealu - śmieje się pani profesor. - Kiedy byłym w Winnipeg z moim wykładem, słuchał mnie ktoś, kto potem mnie "podkupił", oferując lepsze warunki. Nie żałowałam.
Dobry profesor przyciąga pieniądze
W USA zajmowała się badaniem stanów zapalnych sprzyjających powstawaniu nowotworów. Ale jako biologa molekularnego interesowały ją przyczyny rozmaitych chorób. W Montrealu specjalizuje się w badaniu przyczyn powstawania mukowiscydozy i astmy.
W kanadyjsko-amerykańskim systemie pierwsza posada profesorska to assistant professor, potem associate professor i wreszcie full professor. Najwyższy poziom Danuta Radzioch osiągnęła w 2003 roku i to na obu wydziałach McGill University, które ją zatrudniają: Department of Human Genetics oraz Department of Medicine. Od 1993 roku jest też związana z Fakultetem Medycznym McGill University w Montreal General Hospital.
- Etaty profesorskie opłacane są przez uniwersytety - mówi częstochowianka. - Jednak władze każdego z nich liczą, że profesor mający dobre wyniki badawcze i dużo publikacji przyciągnie fundusze zewnętrzne, które zwrócą wydane pieniądze z nawiązką.
Danuta Radzioch nieustannie korzysta z grantów fundowanych przez różne instytucje i uczelnie. Nawet tak odległe jak uniwersytet w Wenezueli. Lista jej ważniejszych publikacji obejmuje ponad 140 pozycji. Za sprawą badaczki jej macierzysta uczelnia jest też właścicielką dwóch patentów na substancje mogące być lekami w sensie rynkowym. - Niestety, z polskimi ośrodkami badawczymi nie mamy bliższych kontaktów - mówi. - Natomiast współpracujemy z czeskim Ołomuńcem, gdzie jest bardzo dobry uniwersytet.
McGill University jest anglojęzyczny, choć prowincja Quebec z Montrealem jest francuskojęzyczna. Angielski dla Polki nie był nigdy kłopotem. Początki języka poznała w liceum, potem na studiach, chodziła na kursy British Council. Dla jej córki Anny angielski i francuski nie stanowią już żadnej bariery. Anna Radzioch jest psychologiem klinicznym w montrealskim szpitalu. Jej ojciec, a mąż Danuty - Krzysztof Radzioch - był w Częstochowie prokuratorem, a później radcą prawnym. W Kanadzie skończył studia historyczne z naukami politycznymi i pracuje na uniwersytecie.
Częstochowianie? Jeszcze nie spotkałam
Do Polski przyjechała pierwszy raz w 1992 roku, gdy dostała kanadyjskie obywatelstwo. - Wtedy poszliśmy po polski paszport do naszego konsulatu - wspomina pani Danuta. - Odwiedzamy tę instytucję przy okazji różnych odczytów. W Montrealu jest też Biblioteka Polska utrzymywana przez mój uniwersytet. Od dziesięcioleci jest miejscem spotkań Polonii. Niestety, częstochowian jeszcze nie spotkałam.
Konsul poprosił o rozmowę
Zaczęło się w Częstochowie. Danuta - wtedy Więcek - urodziła się 14 marca 1954 roku. Dorastała w bloku "Przemysłówki" przy ul. Kopernika. Do szkoły nie miała daleko - podstawówka nr 39 była naprzeciwko. Chodziła tam jednak tylko do szóstej klasy. VII i VIII zaliczyła już w SP nr 1, gdzie utworzono klasę dla dzieci szczególnie zdolnych matematycznie. Nic więc dziwnego, że w 1969 roku wybrała IV LO im. Sienkiewicza, znane z silnej matematyki. Jej wychowawcą w klasie d był prof. Zygmunt Przesłański.
- Z kilkoma koleżankami utrzymuję jeszcze kontakty - mówi dziś sienkiewiczanka. - Przede wszystkim z jedną z nich, która jest siostrą mojego męża - śmieje się.
Po maturze w 1973 roku zaczęła studiować biologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeszcze jako studentka postanowiła się specjalizować w biologii molekularnej. W 1978 roku dostała dyplom z wyróżnieniem, a już cztery lata później była po doktoracie. W 1984 roku została zakwalifikowana do stypendium Fulbrighta (prestiżowy program, który daje szansę poszerzania wiedzy w amerykańskich uczelniach i ośrodkach naukowych). Wśród 20 stypendystów z Polski była jedyną, która specjalizowała się w biologii.
To był sukces, bo każdego roku wszystkie uniwersytety zgłaszały swoich kandydatów, więc lista szła w tysiące nazwisk. UJ wprowadził dla swoich nową zasadę - nie później niż pięć lat po doktoracie i poniżej 30. roku życia. Listy z chętnymi szły do Warszawy, gdzie w ministerstwie odbywała się dalsza selekcja. Potem sprawę w swoje ręce brała jeszcze ambasada amerykańska. Pewnego dnia konsul ds. naukowych zaprosił częstochowiankę na rozmowę...
Pracowałam, żeby nie tęsknić
Trafiła do Narodowego Instytutu Raka w Frederick w Marylandzie, najlepszego takiego ośrodka w USA. To było całe miasto liczące około 700 budynków. Laboratoria mieściły się w dawnej bazie wojskowej.
- Wtedy zbudowałam fundament pod moją późniejszą pozycję - mówi częstochowianka. - Był to najbardziej pracowity okres w moim życiu. Wracałam do domu około godz. 23, żeby się przespać i znów wrócić do laboratorium. Był to również emocjonalnie najtrudniejszy okres. Pojechałam bez męża, bez córki - dołączyli do mnie dopiero po ponad roku. Bardzo mi ich brakowało, ale z drugiej strony to napędzało mnie do dalszej pracy. Pracowałam, żeby nie tęsknić.
Kiedy się skończył czas stypendium, pomyślała o pozostaniu. Ale przedłużanie ważności polskiego paszportu nie było takie proste. - Byłam już zmęczona ciągłymi wizytami w polskim konsulacie, podejrzliwością urzędników - wyznaje. - A ponieważ miałam już mocną pozycję w świecie naukowym, w 1989 roku złożyłam wniosek o wizę kanadyjską. Zostaliśmy zaproszeni na rozmowę, wypadła pozytywnie. W trakcie załatwiania formalności wizowych wysłałam do różnych ośrodków w Kanadzie pytania o możliwość uzyskania etatu profesorskiego.
W USA i Kanadzie jest tak, że jeśli władze danej uczelni czy instytutu są zainteresowane kandydatem, zapraszają go do wygłoszenia wykładu. Potem odbywa się rozmowa. Wreszcie trzeba czekać na decyzję.
Miała już wyjechać do Winnipeg, bo stamtąd przyszła najciekawsza oferta. - W ostatniej chwili zapadła jednak decyzja, że osiedlam się w Montrealu - śmieje się pani profesor. - Kiedy byłym w Winnipeg z moim wykładem, słuchał mnie ktoś, kto potem mnie "podkupił", oferując lepsze warunki. Nie żałowałam.
Dobry profesor przyciąga pieniądze
W USA zajmowała się badaniem stanów zapalnych sprzyjających powstawaniu nowotworów. Ale jako biologa molekularnego interesowały ją przyczyny rozmaitych chorób. W Montrealu specjalizuje się w badaniu przyczyn powstawania mukowiscydozy i astmy.
W kanadyjsko-amerykańskim systemie pierwsza posada profesorska to assistant professor, potem associate professor i wreszcie full professor. Najwyższy poziom Danuta Radzioch osiągnęła w 2003 roku i to na obu wydziałach McGill University, które ją zatrudniają: Department of Human Genetics oraz Department of Medicine. Od 1993 roku jest też związana z Fakultetem Medycznym McGill University w Montreal General Hospital.
- Etaty profesorskie opłacane są przez uniwersytety - mówi częstochowianka. - Jednak władze każdego z nich liczą, że profesor mający dobre wyniki badawcze i dużo publikacji przyciągnie fundusze zewnętrzne, które zwrócą wydane pieniądze z nawiązką.
Danuta Radzioch nieustannie korzysta z grantów fundowanych przez różne instytucje i uczelnie. Nawet tak odległe jak uniwersytet w Wenezueli. Lista jej ważniejszych publikacji obejmuje ponad 140 pozycji. Za sprawą badaczki jej macierzysta uczelnia jest też właścicielką dwóch patentów na substancje mogące być lekami w sensie rynkowym. - Niestety, z polskimi ośrodkami badawczymi nie mamy bliższych kontaktów - mówi. - Natomiast współpracujemy z czeskim Ołomuńcem, gdzie jest bardzo dobry uniwersytet.
McGill University jest anglojęzyczny, choć prowincja Quebec z Montrealem jest francuskojęzyczna. Angielski dla Polki nie był nigdy kłopotem. Początki języka poznała w liceum, potem na studiach, chodziła na kursy British Council. Dla jej córki Anny angielski i francuski nie stanowią już żadnej bariery. Anna Radzioch jest psychologiem klinicznym w montrealskim szpitalu. Jej ojciec, a mąż Danuty - Krzysztof Radzioch - był w Częstochowie prokuratorem, a później radcą prawnym. W Kanadzie skończył studia historyczne z naukami politycznymi i pracuje na uniwersytecie.
Częstochowianie? Jeszcze nie spotkałam
Do Polski przyjechała pierwszy raz w 1992 roku, gdy dostała kanadyjskie obywatelstwo. - Wtedy poszliśmy po polski paszport do naszego konsulatu - wspomina pani Danuta. - Odwiedzamy tę instytucję przy okazji różnych odczytów. W Montrealu jest też Biblioteka Polska utrzymywana przez mój uniwersytet. Od dziesięcioleci jest miejscem spotkań Polonii. Niestety, częstochowian jeszcze nie spotkałam.
Do Polski nie zamierza wrócić. Nawet na zasłużoną emeryturę. - Profesor może pracować do siedemdziesiątki - mówi pół żartem, pół serio. A Montreal ma z jednej strony góry, z drugiej jeziora. Pani Danuta może więc jeździć na nartach, na rowerze. Z drugiej jednak strony nie lubi przywiązywać się do miejsca. - Wolę jeździć po świecie - podkreśla.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Danuta Radzioch. Profesor od różnych chorób
jankomuzykant.dwa
20.08.09, 22:33
naprawdę gratuluję szkoda tylko że tak zdolni ludzie nie mogą rozwijać swoich talentów w Polsce »
-
Re: Danuta Radzioch. Profesor od różnych chorób
ana_6
21.08.09, 23:56
Niesamowite»
Najczęściej czytane24 htydzień





