Druga młodość starych samochodów

Tadeusz Piersiak
2009-08-27 , aktualizacja: 27.08.2009 22:24
A A A Drukuj
Citroen Janusza Kasprzyckiego ma podwójny klakson z sygnałem miejskim i wiejskim. A adler Artura Paska tak prostą konstrukcję, że można go naprawiać nawet na drodze.
Właścicielem adlera juniora z 1934 roku jest Artur Pasek. Na zdjęciu z córką Wiktorią
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Właścicielem adlera juniora z 1934 roku jest Artur Pasek. Na zdjęciu z córką Wiktorią
Częstochowski Automobilklub obchodzi swoje 50-lecie. Okazją do świętowania będzie m.in. rozpoczynający się XXIV Częstochowski Rajd Pojazdów Zabytkowych. - Komisja pojazdów zabytkowych jest w tej chwili największa w naszym Automobilklubie - chwali prezes Grzegorz Strzelczyk. - Ale bywało różnie, kiedyś większy nacisk kładziono na sport samochodowy. Mieliśmy bardzo silną sekcję kartingową, która teraz odradza się. Dołączyli też offroadowcy.

Komisja organizuje swoje rajdy od lat. Obecnie są zaliczane do Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych. Biorą w nich udział także częstochowianie z samochodami godnymi najwyższego uznania (trzy z nich prezentujemy w "Gazecie").

Wszystkich uczestników tegorocznej imprezy będzie można dostrzec już w piątek na naszych drogach, bowiem na ten dzień zaplanowano pierwsze rajdowe konkurencje. Szczególnie interesująco zapowiada się jednak sobota. O godz. 10.30 rozpoczną się próby sportowe na torze w Wyrazowie. Potem - między 12 a 16.30 - samochody będzie można oglądać w III Alei. Wreszcie zabytkowa kawalkada przejedzie na Promenadę, gdzie odbędzie się konkurs elegancji.

AERO

Czeskie aero 30 sport z 1934 roku należy do Beaty i Piotra Brenneke. - Kilka lat temu szliśmy przez miasto, kiedy odbywał się zlot starych samochodów - opowiada pan Piotr. - Bardzo nam się podobało. Spojrzeliśmy na siebie i to żona pierwsza powiedziała, a może by tak...

Swoje aero kupili w Czechach przed dwoma laty. Ich model był produkowany od 1934 do 1947 roku. Samochód był prawie kompletny, wymagał jednak przeróbek technicznych, bo grzał się. Do tego stopnia, że teraz, przed częstochowską imprezą, jeszcze stoi z zatartym silnikiem. Trzeba było przerobić zapłon, układ chłodzenia. Replikę tego ostatniego przygotowuje mechanik w Czechach. - Tam właściciele starych samochód mają się zupełnie inaczej - mówi Brenneke. - W Polsce, kiedy ktoś widzi taki zabytek, ma właściciela za bogatą, dojną krowę. A np. w Czechach za uszczelkę pod głowicę płacę mniej niż w Polsce za uszczelkę do malucha.

Sam udział w rajdach też nie jest tani: opłaty rejestracyjne, transport samochodu na lawecie. A w ostatnim sezonie Piotr i Beata Brenneke wzięli udział w siedmiu (z dziewięciu) rajdach Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych. Ale było warto. Już nieoficjalnie wiedzą, że tytuł mistrzów w tym roku jest ich. - Przeważnie żony hobbystów kręcą nosami - dodaje Brenneke. - Moja mnie dopinguje. Co więcej, jest niezawodnym pilotem rajdowym i tytuł mistrzowski jest wspólnym sukcesem.

ADLER

Właścicielem adlera juniora z 1934 roku jest Artur Pasek. Ma też fiata 128 3p (czyli trzydrzwiowego) oraz rekonstruuje fiata 127. Jest mu tym łatwiej, że prowadzi warsztat mechaniki samochodowej. - Adlera mam od 1985 roku - mówi hobbysta. - Stał u mojego ciotecznego dziadka, który kupił auto w latach 50., ale przestał nim jeździć w połowie lat 60. U mnie też adler stał z dziesięć lat, ale gdy go tylko wyremontowałem, natychmiast wyruszyłem na rajdy.

W Polsce to mało popularna marka, a i model jest dość nietypowy. Junior produkowany był do 1941 roku, z taśmy zeszło 100 tys. egzemplarzy. Junior ma silniczek 995 cm z mocą... 25 KM. Pali rekordowo mało - jak na tamte czasy - 8-9 litrów na 100 km. Przy maksymalnej prędkości fabrycznej 90 km/godz., a dzisiejszej użytkowej 70 km/godz. Autko jest prekursorem przedniego napędu. Prostota konstrukcji pozwala robić większość napraw nawet na drodze, przy użyciu podstawowych narzędzi. - Na rajdy dojeżdżam nie na lawecie, ale na własnych kołach - podkreśla Pasek.

Jego pilotem na rajdach jest niespełna 15-letnia córka Wiktoria. Robi to oficjalnie od pięciu lat, ale czyta mapy od dziecka. Wcześniej pilotowała z tylnego fotela i jak każda kobieta (śmieje się ojciec) zawsze lepiej wiedziała, co należy zrobić. Wiktoria najwyraźniej nie lubi się chwalić. Przyznaje jednak, że jeżdżenie rzucającym się w oczy automobilem w stylowej sukni sprawia jej przyjemność.

CITROEN

Citroen B14 z 1928 roku to w tej chwili najstarszy samochód jeżdżący w Częstochowie. - Gdy go kupiłem był na chodzie, choć rok trzeba było poświęcić na remonty - mówi z dumą właściciel Janusz Kasprzycki. Ma szczęście, bo jest blacharzem-lakiernikiem, a jego pilot i przyjaciel Zbigniew Mucha mechanikiem-elektrykiem. - W tym autku są takie rozwiązania, że sposobów działania trzeba szukać w literaturze fachowej - dodaje Mucha. - W zamkach drzwi są lewe gwinty. Układ hamulcowy działa na serwo. Ciekawe jest też to, że auto ma podwójny klakson: z sygnałem miejskim i wiejskim.

Mucha też jest posiadaczem starego citroena - 15 six. Ale dla obu panów to ułamek kolekcji. Kasprzycki (obok jego warsztatu przy ul. Warszawskiej stoi wiekowa lokomobila) już w latach 80. kupił swoje pierwsze mercedesy V 170. Jeden z nich w 2007 roku zdobył tytuł Samochodu Roku PZMot. Obaj panowie mają też m.in. motocykle: Mucha dkw 250 z 1938 roku, a Kasprzycki starego avo simsona. Mają też autka militarne: Kasprzycki - auto uniona z 1951 roku, a Mucha - GAZ-a z 1956 roku. - Nie jest łatwo być hobbystą w Polsce - podkreśla Mucha. - Tego GAZ-a miałem już w latach 80., kiedy samochody uznane za zabytkowe były zwolnione z podatku. Aż któregoś roku zostałem wezwany do urzędu skarbowego. Okazało się, że ogólnopolskie zwolnienie w Częstochowie nie obowiązuje i mam zapłacić 5 tys. zł zaległego podatku od samochodu wartego 6 tys. Nie pomogły odwołania. Biurokraci zawsze coś wymyślą - wzdycha.



Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów