Zabili go w Moskwie. Prawda wyszła na jaw po latach
2009-10-29
, aktualizacja: 29.10.2009 21:01
Kiedy poprosił w liście ze Starobielska, żeby mu przysłać sweter, w rodzinie podejrzewali, że myśli o ucieczce. Długo wierzyli, że mu się udało, próbowali go odszukać przez Czerwony Krzyż. Niestety, bezskutecznie.
W 1940 roku major Kazimierz Szpądrowski został rozstrzelany w Moskwie jako szpieg. 69 lat później prezydent RP pośmiertnie odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie podczas uroczystości w Belwederze odebrali najbliżsi Kazimierza - syn Stanisław i wnuk Marcin, obaj częstochowianie.
- Kiedy wystąpiłem do prezydenta o uczczenie pamięci mojego dziadka, nawet nie marzyłem, że to będzie order takiej rangi - przyznaje Marcin Szpądrowski, znany częstochowski fotograf. - To dowód uznania dla niezłomnego patriotyzmu dziadka. Choć przecież długo nie wiedzieliśmy, jakie były jego losy.
Ostatni ślad: Starobielsk
W rodzinie zachowało się niewiele pamiątek. Orzełek z czapki wojskowej, kilka legitymacyjnych fotografii, pierścień, jaki Kazimierz Szpądrowski dostał od kolegów, kiedy wyjeżdżał z Katowic do Lwowa. Jest też kopia zdjęcia zrobionego majorowi przez NKWD w moskiewskim więzieniu. Ale ta fotografia, wraz z dokumentami poświadczającymi jego bohaterstwo i śmierć, dotarła do Częstochowy dopiero w latach 90. za sprawą rosyjskiego Memoriału, niezależnego ośrodka badającego zbrodnie stalinowskie.
- Ostatni zapisek zrobiony ręką dziadka to karta poczty polowej wysłana 31 sierpnia 1939 roku z Krakowa - opowiada Marcin Szpądrowski. - Były jeszcze trzy karty wysłane z obozu w Starobielsku, do którego później trafił, ale babcia zniszczyła je podczas ucieczki ze Lwowa. Gdyby bolszewicy znaleźli przy niej pocztę od polskiego oficera oznaczałoby to dla niej wyrok śmierci.
Później okazało się, że na początku wojny major mógł uciec z polskim rządem do Rumunii, jednak z propozycji nie skorzystał. Starobielsk długo był jego ostatnim śladem na ziemi.
- Po wybuchu wojny babcia z moim ojcem i stryjem zamieszkała w Zimnej Wodzie pod Lwowem - mówi częstochowski fotograf. - Tam schroniła się również rodzina Hugona Steinhausa, światowej sławy matematyka. Dotarłem do jego wspomnień. Bardzo ciepło się wyrażał o moim tacie, który uczył go rąbać drzewo. Napisał tam też, że dziadkowi udało się prawdopodobnie uciec z obozu i dotrzeć do Kanady.
Kazimierz rzeczywiście napisał w jednej z obozowych kartek, żeby mu przysłać sweter, więc rodzina podejrzewała, że myśli o ucieczce. A gdy w styczniu 1940 roku list od żony wrócił ze Starobielska z adnotacją "ujechał iz łagiera", pomyśleli, że może się udało. Nic dziwnego, że długo próbowali go odszukać przez Czerwony Krzyż. Niestety, bezskutecznie.
- Był ikoną i legendą rodziny, odkąd pamiętam. Wracał zawsze w rozmowach z moim tatą i jego bratem - opowiada Marcin Szpądrowski. - Wychowałem się w świadomości, że moim przodkiem był wysoki rangą oficer Wojska Polskiego i to romantycznego wywiadu, zamordowany prawdopodobnie w Starobielsku. Postać dziadka ciągle była przywoływana przy okazji oglądania filmów wojennych. O moich ulubionych "Czterech pancernych..." ojciec zawsze mówił: to kino przygodowe, niekoniecznie polegające na prawdzie.
Mimo zafałszowanej historii, znał prawdę o Katyniu. Dwie osoby z rodziny były w armii Andersa, jedna później mieszkała w Londynie. Inna prawda o "sojusznikach" docierała więc do Częstochowy cały czas. Ojciec i babcia wielokrotnie opowiadali również o wkroczeniu Rosjan i Ukraińców do Lwowa. Zresztą ojciec Marcina poniósł konsekwencje tego, że dziadek był przedwojennym oficerem - nie pozwolono mu na wymarzone studia polonistyczne. Rodzinę długo nachodzili funkcjonariusze UB i SB.
Dopiero w latach 80. można było otwarcie wspominać dawnych bohaterów. W 1985 roku Rząd Londyński przyznał Kazimierzowi Szpądrowskiemu Krzyż Kampanii Wrześniowej. Został też pośmiertnie awansowany na podpułkownika (choć nominację miał już podobno we wrześniu 1939 roku).
Składałem przysięgę Ojczyźnie i Bogu
Prawda o majorze Szpądrowskim zaczęła wychodzić na jaw dopiero, kiedy oficjalnie ujawniono tajemnicę katyńską. Rodzina czekała z napięciem na jakiekolwiek informacje. Wreszcie skontaktowała się z Memoriałem i jego przewodniczącą Anną Grisziną. To dzięki jej staraniom w 1990 roku dowiedziała się, co naprawdę stało się z Kazimierzem.
Okazało się, że w styczniu 1940 roku władze obozu w Starobielsku odkryły, że major Szpądrowski służył w wywiadzie. Natychmiast odesłały go do Moskwy, do więzienia NKWD. Z dokumentów wynika, że między 7 lutego a 18 października był przesłuchiwany dziewięć razy. Konsekwentnie odmawiał odpowiedzi na jakiekolwiek pytania dotyczące polskiego wojska i służby wywiadowczej.
W czasie ósmego przesłuchania 9 października 1940 r. na pytanie: "Jak Wam wiadomo, Państwo Polskie przestało istnieć, dlatego przysięga, którą złożyliście przed byłym Państwem Polskim, straciła wszelkie znaczenie" odpowiedział: "Niezależnie od tego, że Państwo Polskie przestało istnieć - składałem przysięgę swojej Ojczyźnie i Bogu, i bez względu na okoliczności, uważam za swój obowiązek utrzymać w tajemnicy to wszystko, co zawarte było w przysiędze".
20 listopada 1940 roku Kazimierz Szpądrowski został skazany przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR na karę śmierci przez rozstrzelanie za "udzielanie pomocy międzynarodowej burżuazji" i szpiegostwo. Oskarżono go, że uczestniczył w walkach przeciw Armii Czerwonej w latach 1919-1920, pracował w polskim sztabie i "zajmował się aktywną działalnością wywiadowczą". Wyrok został wykonany 25 grudnia 1940 roku. Prochy Kazimierza zostały pogrzebane we wspólnym grobie na cmentarzu Dońskim w Moskwie.
Dopiero w 1992 roku Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej uznała, że major został skazany na śmierć bezpodstawnie i go zrehabilitowała. Nie dopatrzyła się w jego postępowaniu cech przestępstwa: "szpiegostwem się nie zajmował, sumiennie wypełniał swoje obowiązki służbowe pracownika wojskowego w interesie suwerennego Państwa Polskiego, którego był obywatelem".
- Kopie tych wszystkich dokumentów otrzymywaliśmy za sprawą Memoriału - mówi częstochowianin. - Byliśmy w stałym kontakcie z Grisziną, która miała nawet przyjechać do nas z prywatną wizytą. To ona kierowała naszymi krokami w kontaktach z władzami Federacji Rosyjskiej. Ponaglała nas: dopóki jest Jelcyn, dopóty jest głasnost. Rzeczywiście, gdy później wystąpiliśmy jeszcze raz do rosyjskiej prokuratury. Okazało się, że żadnych dokumentów nie mają, nie było też żadnej rehabilitacji!
Jeden order, dwa domy
Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski zamyka pewien rozdział w życiu rodziny Szpądrowskich. Rodzi jednak pewien problem: zaszczytne odznaczenie chcieliby mieć w domu i Marcin, i jego stryj Stanisław. Wypracowali już kompromis: orzełek z czapki dziadka raz jest w jednym, raz w drugim domu. Tak samo postąpią z orderem. W obydwu domach czekać będzie na niego zawsze godne miejsce.
- Kiedy wystąpiłem do prezydenta o uczczenie pamięci mojego dziadka, nawet nie marzyłem, że to będzie order takiej rangi - przyznaje Marcin Szpądrowski, znany częstochowski fotograf. - To dowód uznania dla niezłomnego patriotyzmu dziadka. Choć przecież długo nie wiedzieliśmy, jakie były jego losy.
Ostatni ślad: Starobielsk
W rodzinie zachowało się niewiele pamiątek. Orzełek z czapki wojskowej, kilka legitymacyjnych fotografii, pierścień, jaki Kazimierz Szpądrowski dostał od kolegów, kiedy wyjeżdżał z Katowic do Lwowa. Jest też kopia zdjęcia zrobionego majorowi przez NKWD w moskiewskim więzieniu. Ale ta fotografia, wraz z dokumentami poświadczającymi jego bohaterstwo i śmierć, dotarła do Częstochowy dopiero w latach 90. za sprawą rosyjskiego Memoriału, niezależnego ośrodka badającego zbrodnie stalinowskie.
- Ostatni zapisek zrobiony ręką dziadka to karta poczty polowej wysłana 31 sierpnia 1939 roku z Krakowa - opowiada Marcin Szpądrowski. - Były jeszcze trzy karty wysłane z obozu w Starobielsku, do którego później trafił, ale babcia zniszczyła je podczas ucieczki ze Lwowa. Gdyby bolszewicy znaleźli przy niej pocztę od polskiego oficera oznaczałoby to dla niej wyrok śmierci.
Później okazało się, że na początku wojny major mógł uciec z polskim rządem do Rumunii, jednak z propozycji nie skorzystał. Starobielsk długo był jego ostatnim śladem na ziemi.
- Po wybuchu wojny babcia z moim ojcem i stryjem zamieszkała w Zimnej Wodzie pod Lwowem - mówi częstochowski fotograf. - Tam schroniła się również rodzina Hugona Steinhausa, światowej sławy matematyka. Dotarłem do jego wspomnień. Bardzo ciepło się wyrażał o moim tacie, który uczył go rąbać drzewo. Napisał tam też, że dziadkowi udało się prawdopodobnie uciec z obozu i dotrzeć do Kanady.
Kazimierz rzeczywiście napisał w jednej z obozowych kartek, żeby mu przysłać sweter, więc rodzina podejrzewała, że myśli o ucieczce. A gdy w styczniu 1940 roku list od żony wrócił ze Starobielska z adnotacją "ujechał iz łagiera", pomyśleli, że może się udało. Nic dziwnego, że długo próbowali go odszukać przez Czerwony Krzyż. Niestety, bezskutecznie.
- Był ikoną i legendą rodziny, odkąd pamiętam. Wracał zawsze w rozmowach z moim tatą i jego bratem - opowiada Marcin Szpądrowski. - Wychowałem się w świadomości, że moim przodkiem był wysoki rangą oficer Wojska Polskiego i to romantycznego wywiadu, zamordowany prawdopodobnie w Starobielsku. Postać dziadka ciągle była przywoływana przy okazji oglądania filmów wojennych. O moich ulubionych "Czterech pancernych..." ojciec zawsze mówił: to kino przygodowe, niekoniecznie polegające na prawdzie.
Mimo zafałszowanej historii, znał prawdę o Katyniu. Dwie osoby z rodziny były w armii Andersa, jedna później mieszkała w Londynie. Inna prawda o "sojusznikach" docierała więc do Częstochowy cały czas. Ojciec i babcia wielokrotnie opowiadali również o wkroczeniu Rosjan i Ukraińców do Lwowa. Zresztą ojciec Marcina poniósł konsekwencje tego, że dziadek był przedwojennym oficerem - nie pozwolono mu na wymarzone studia polonistyczne. Rodzinę długo nachodzili funkcjonariusze UB i SB.
Dopiero w latach 80. można było otwarcie wspominać dawnych bohaterów. W 1985 roku Rząd Londyński przyznał Kazimierzowi Szpądrowskiemu Krzyż Kampanii Wrześniowej. Został też pośmiertnie awansowany na podpułkownika (choć nominację miał już podobno we wrześniu 1939 roku).
Składałem przysięgę Ojczyźnie i Bogu
Prawda o majorze Szpądrowskim zaczęła wychodzić na jaw dopiero, kiedy oficjalnie ujawniono tajemnicę katyńską. Rodzina czekała z napięciem na jakiekolwiek informacje. Wreszcie skontaktowała się z Memoriałem i jego przewodniczącą Anną Grisziną. To dzięki jej staraniom w 1990 roku dowiedziała się, co naprawdę stało się z Kazimierzem.
Okazało się, że w styczniu 1940 roku władze obozu w Starobielsku odkryły, że major Szpądrowski służył w wywiadzie. Natychmiast odesłały go do Moskwy, do więzienia NKWD. Z dokumentów wynika, że między 7 lutego a 18 października był przesłuchiwany dziewięć razy. Konsekwentnie odmawiał odpowiedzi na jakiekolwiek pytania dotyczące polskiego wojska i służby wywiadowczej.
W czasie ósmego przesłuchania 9 października 1940 r. na pytanie: "Jak Wam wiadomo, Państwo Polskie przestało istnieć, dlatego przysięga, którą złożyliście przed byłym Państwem Polskim, straciła wszelkie znaczenie" odpowiedział: "Niezależnie od tego, że Państwo Polskie przestało istnieć - składałem przysięgę swojej Ojczyźnie i Bogu, i bez względu na okoliczności, uważam za swój obowiązek utrzymać w tajemnicy to wszystko, co zawarte było w przysiędze".
20 listopada 1940 roku Kazimierz Szpądrowski został skazany przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR na karę śmierci przez rozstrzelanie za "udzielanie pomocy międzynarodowej burżuazji" i szpiegostwo. Oskarżono go, że uczestniczył w walkach przeciw Armii Czerwonej w latach 1919-1920, pracował w polskim sztabie i "zajmował się aktywną działalnością wywiadowczą". Wyrok został wykonany 25 grudnia 1940 roku. Prochy Kazimierza zostały pogrzebane we wspólnym grobie na cmentarzu Dońskim w Moskwie.
Dopiero w 1992 roku Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej uznała, że major został skazany na śmierć bezpodstawnie i go zrehabilitowała. Nie dopatrzyła się w jego postępowaniu cech przestępstwa: "szpiegostwem się nie zajmował, sumiennie wypełniał swoje obowiązki służbowe pracownika wojskowego w interesie suwerennego Państwa Polskiego, którego był obywatelem".
- Kopie tych wszystkich dokumentów otrzymywaliśmy za sprawą Memoriału - mówi częstochowianin. - Byliśmy w stałym kontakcie z Grisziną, która miała nawet przyjechać do nas z prywatną wizytą. To ona kierowała naszymi krokami w kontaktach z władzami Federacji Rosyjskiej. Ponaglała nas: dopóki jest Jelcyn, dopóty jest głasnost. Rzeczywiście, gdy później wystąpiliśmy jeszcze raz do rosyjskiej prokuratury. Okazało się, że żadnych dokumentów nie mają, nie było też żadnej rehabilitacji!
Jeden order, dwa domy
Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski zamyka pewien rozdział w życiu rodziny Szpądrowskich. Rodzi jednak pewien problem: zaszczytne odznaczenie chcieliby mieć w domu i Marcin, i jego stryj Stanisław. Wypracowali już kompromis: orzełek z czapki dziadka raz jest w jednym, raz w drugim domu. Tak samo postąpią z orderem. W obydwu domach czekać będzie na niego zawsze godne miejsce.
Kazimierz Szpądrowski
Urodził się 1 marca 1899 roku w Krościenku nad Dunajcem. Legionista Legionów Piłsudskiego, uczestnik wojny polsko-rosyjskiej, odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych. Absolwent Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. Żonę - Halinę Zofię Laskowską - znalazł w Częstochowie, gdzie służył w 7. Pułku Artylerii Polowej. Ślub odbył się 7 kwietnia 1923 r. Także w Częstochowie przyszedł na świat jego pierwszy syn Stanisław. W 1932 roku został odkomenderowany do II Oddziału Sztabu Głównego. Rok później został oddelegowany do pracy wywiadowczej w Katowicach. W obliczu nadciągającej wojny w marcu 1939 roku przeniesiono go do 6. Pułku Artylerii Ciężkiej we Lwowie. 2 września został szefem II Oddziału Wywiadowczego Armii Kraków. Brał m.in. udział w obronie Lwowa przed wojskami niemieckimi, przerwanej atakiem Armii Czerwonej. Trafił z innymi polskimi oficerami do obozu w Starobielsku. Został rozstrzelany 25 grudnia 1940 roku w więzieniu NKWD w Moskwie.
Urodził się 1 marca 1899 roku w Krościenku nad Dunajcem. Legionista Legionów Piłsudskiego, uczestnik wojny polsko-rosyjskiej, odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych. Absolwent Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. Żonę - Halinę Zofię Laskowską - znalazł w Częstochowie, gdzie służył w 7. Pułku Artylerii Polowej. Ślub odbył się 7 kwietnia 1923 r. Także w Częstochowie przyszedł na świat jego pierwszy syn Stanisław. W 1932 roku został odkomenderowany do II Oddziału Sztabu Głównego. Rok później został oddelegowany do pracy wywiadowczej w Katowicach. W obliczu nadciągającej wojny w marcu 1939 roku przeniesiono go do 6. Pułku Artylerii Ciężkiej we Lwowie. 2 września został szefem II Oddziału Wywiadowczego Armii Kraków. Brał m.in. udział w obronie Lwowa przed wojskami niemieckimi, przerwanej atakiem Armii Czerwonej. Trafił z innymi polskimi oficerami do obozu w Starobielsku. Został rozstrzelany 25 grudnia 1940 roku w więzieniu NKWD w Moskwie.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć