Był taki ksiądz, który zaglądał w niebo

Jarosław Sobkowski
2009-11-06 , aktualizacja: 06.11.2009 22:00
A A A Drukuj
Zostało po nim kilka pamiątek. Mosiężna luneta skonstruowana z przyjacielem Camille'em Flammarionem, kryjąca doskonałe szkła optyczne marki Zeiss Jena, zegar astronomiczny precyzyjnie wyznaczający czas i inskrypcja na zegarze słonecznym w podjasnogórskim parku: "Quam Virgo Dilexit / Hic Urbem Ad Astra/ Apellat Et Gentem/ Buona Ventura" *
Ks. Bonawentura Metler
Ks. Bonawentura Metler
- To właśnie ksiądz Bonawentura Metler przez długie lata starał się o zaadoptowanie budynku w parku pozostałego po wielkiej Wystawie Przemysłu i Rolnictwa na obserwatorium astronomiczne. Kiedy w końcu mu się to udało, byliśmy jednym z niewielu miast w przedwojennej Polsce, które miały silny ośrodek astronomiczny z własnym obserwatorium - mówi dr Bogdan Wszołek, fizyk i astronom, pracownik naukowy Akademii Jana Długosza.

Ks. Metler nie był rodowitym częstochowianinem. Pochodził z rodziny szlacheckiej o bardzo silnych tradycjach patriotycznych. Urodził się 16 lipca 1866 r. w miejscowości Ciążeń nad Wartą, w ówczesnej guberni kaliskiej, gdzie jego rodzice Bernard i Maria z domu Winnicka, przenieśli się po represjach popowstaniowych. Ojciec podjął pracę urzędniczą. Matka zajmowała się prowadzeniem domu.

"Jako dziecko Bonawentura ciężko chorował, a kiedy leczenie okazało się bezskuteczne i zaistniało niebezpieczeństwo śmierci, wówczas jego matka ofiarowała go Matce Bożej w kościele parafialnym przed obrazem Bogarodzicy. Odtąd stan jego zdrowia znacznie się polepszył" - pisze ks. Jan Związek w monografii Metlera.

Uczył się w kaliskim gimnazjum męskim, w którym - jak sam później napisał - był "primus inter condiscipulos Gymnasii Calissiensis" (pierwszy wśród uczniów gimnazjum kaliskiego). Później ukończył pięcioletnie seminarium duchowne we Włocławku, a następnie jako jeden z najzdolniejszych kleryków trafił do Akademii Duchownej w Petersburgu. Przeznaczonej dla tych, którzy w przyszłości mieli zajmować wysokie stanowiska kapłańskie. Tam był jednak zaledwie rok. Później, jak pisze ks. Związek, ciężkie warunki klimatyczne skierowały go do uczelni zachodniej Europy: Rzymu, Monaco, Paryża i Londynu. Został kapłanem w 1888 r., ale wciąż studiował także inne kierunki. Poznawał języki, a nawet napisał gramatyki kilku z nich, z myślą o ich nauce w seminariach duchownych. Astronomię zgłębiał w paryskiej Sorbonie i mimo obowiązków kapłańskich pełnionych we Francji - znajdował czas na studiowanie najnowszych wówczas zdobyczy tej nauki. W Juvisy sur Orge pod nadzorem sławnego astronoma Camille'a Flammariona organizował obserwatorium astronomiczne i konstruował swój teleskop.

Do Częstochowy trafił w 1908 r. w ślad za siostrami szarytkami, które zajęły się zakładem opiekuńczym ufundowanym przez Marię Czarniecką przy ul. Wieluńskiej. - Jednak jego studia przyrodnicze i obawa wpływów modernistycznych spowodowały pewien dystans władzy diecezjalnej wobec jego osoby i powierzenia mu stanowiska wykładowcy w Seminarium Duchownym lub innej instytucji oświatowej - pisze ks. Związek. - Tymczasem on był przekonany, że zdobytą wiedzę przyrodniczą powinien przekazywać młodzieży w nowym środowisku. W tej sytuacji bp Zdzitowiecki kierował go do pracy katechetycznej w Częstochowie. Został prefektem szkolnym w szkołach najniższego stopnia.

Lata I wojny światowej spędził w Ameryce i do Częstochowy powrócił dopiero w 1918 r. Później był proboszczem w Garnku, Kruszynie, Maluszynie, a w końcu Parzymiechach.

- Ten człowiek wyrastał ponad swoje czasy wykształceniem i talentem - uważa dr Wszołek. - Był słabego zdrowia, ale gdziekolwiek się znalazł, na swoich wiejskich parafiach zarażał młodzież pasją do nauk przyrodniczych, do astronomii. Wszędzie tworzył swoje obserwatoria.

Metler naciskał jednocześnie częstochowskie władze miejskie tu, aby stworzono obserwatorium astronomiczne. - W końcu powiodło się mu to w roku 1928 - stwierdza Wszołek. - Tyle że nie poprzestał na tym sukcesie.

Wokół księdza gromadzi się grupa zapaleńców, która wspólnie tworzy częstochowski oddział Towarzystwa Przyjaciół Astronomii - wówczas jeden z wiodących w kraju obok lwowskiego, krakowskiego, poznańskiego czy warszawskiego. Jedna z wizyt we Francji, podczas której zwiedza Pic du Midi, najnowocześniejszy w tym czasie kompleks obserwatoriów, inspiruje go do stworzenia dla towarzystwa pozamiejskiego obserwatorium. Myśli o podczęstochowskim Olsztynie. - Nie zachowały się żadne dokumenty świadczące o tych planach, ale sądzę - bo tak bym zrobił na jego miejscu - że chodziło o wzgórze zamkowe - dodaje Wszołek

Zamysł pozostaje wyłącznie w planach. Podobnie jak w innych swoich probostwach także w Parzymiechach śledzi gwiazdy przy pomocy swoich urządzeń astronomicznych. W pewnym sensie to właśnie jego pasja doprowadza go do tragicznej śmierci.

"We wczesnych godzinach rannych 1 września rozpoczęły się bohaterskie walki polskich żołnierzy z wojskami hitlerowskimi. Wobec przewagi bojowej Wehrmachtu żołnierze polscy w zorganizowany sposób wycofywali się. Na wieży kościelnej pozostał polski żołnierz, trwając na stanowisku z karabinem maszynowym. Nie mając możliwości dołączenia do polskich oddziałów, z wieży kościelnej ostrzeliwał zbliżających się żołnierzy niemieckich, zadając wielkie straty najeźdźcom. Zemsta hitlerowców była okrutna" - pisze ks. Związek.

Niemieccy żołnierze znajdują w kościele, z którego padały strzały, instrumenty obserwacyjne Metlera. Dochodzą do wniosku, że to właśnie za ich pomocą celny ogień raził ich wojsko. Ksiądz wraz z wikariuszem i organistą zostają przywiązani do samochodu i wleczeni niemal 6 km do wsi Jaworzno koło Wielunia. Tam 2 września wszystkich rozstrzelano strzałem w plecy.

- To nie był zwykły ksiądz i pasjonat nauki - uważa dr Wszołek. - Jako jeden z nielicznych traktował astronomię nie jako naukę tajemną, tylko wiedzę, którą trzeba się dzielić i propagować. Może najlepiej odnoszą się do niego słowa Jana Pawła II - mówiące, że obserwacje przyrodnicze są drugim skrzydłem w drodze do nieba. Pierwszym wiara i metafizyka. A przecież trzeba mieć dwa, by tam dolecieć.

Niedawno reaktywowano Towarzystwo Miłośników Astronomii w Częstochowie, nadając mu imię księdza Bonawentury Metlera.

*

Jakże bardzo Panna umiłowała to miasto,

Że aż ku gwiazdom go przyzywa

Ku lepszej chcąc przeznaczyć przyszłości

(tłum. B. Wszołek)



Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Była taki ksiądz, który zaglądał w niebo grzesczwa 06.11.09, 22:51

    Dziwny ten tytuł artykułu"Była taki ksiądz, który zaglądał w niebo"a nie powinno być"Był taki ksiądz, który zaglądał w niebo"Serdecznie pozdrawiamGrzes»