Pilot z Częstochowy latał w 300. Dywizjonie Bombowym
11.03.2010
, aktualizacja: 11.03.2010 22:00
Był polskim pilotem w brytyjskiej armii. Zginął zestrzelony przez hitlerowców. Po wojnie nie chciały się do niego przyznać ani Polska, ani Wielka Brytania
ZOBACZ TAKŻE
- O Janie Oderfeldzie, co 200 lat przepracował (28-03-10, 08:00)
Pod koniec lutego opisaliśmy w "Gazecie" wojenne losy kapitana pilota Zygmunta Pluty. Częstochowianin zginął w 1944 r. Zestrzelili go Niemcy, gdy leciał liberatorem na pomoc powstańczej Warszawie. Po tym tekście do redakcji zadzwoniła Alicja Grabowska z Częstochowy: - Życie mojego krewnego w niezwykły sposób splata się z tą historią - powiedziała zagadkowo. - Stryj, również pilot, na pewno znał kapitana Plutę, bo razem walczyli w 300. Dywizjonie Bombowym.
Umówiliśmy się na spotkanie. Pani Alicja, emerytowana nauczycielka, opowiedziała dzieje kolejnego bohaterskiego lotnika związanego z Częstochową.
Izydor Konderak urodził się w 1917 r. w podradomszczańskim Michałopolu. Gdy z rodziną przeprowadził się do Częstochowy, mieszkał przy ul. Pogodnej 12 na Zawodziu. Uczył się m.in. w szkole rzemieślniczo-przemysłowej. Jako 19-latek został czeladnikiem przemysłu ślusarsko-mechanicznego. Jesienią 1937 r. poszedł do wojska - trafił do 3. Pułku Lotniczego w Poznaniu Ławicy. Szkolił się w eskadrze treningowej, skończył szkołę podoficerską, przeszedł kurs strzelców samolotowych. W maju 1939 r. otrzymał stopień starszego szeregowca, a tuż przed wybuchem wojny - 15 sierpnia - kaprala.
O tym, co od tego czasu działo się z młodym lotnikiem można dowiedzieć się z pamiętnika, który prowadził. Po latach zapiski trafiły do rodziny. - Losami stryja interesował się mój ojciec, ale w tamtych latach trudno było zdobyć jakąś wiedzę, a wyjazd za granicę był cudem - mówi pani Alicja. - Przyznam, że dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy jest odzyskanie zagubionych fragmentów pamiętnika.
Ktoś przed laty pożyczył je od ojca pani Alicji i nie oddał. Nie wiadomo, co się z nimi stało.
W zachowanych zapiskach można m.in. przeczytać o wydarzeniach z przedednia wybuchu wojny, kiedy Izydor Konderak razem ze swoim pułkiem jechał w głąb kraju: ,,Maszyna już rozpędzona. W pociągu śpiewy i rozmowy na temat wojny. Mówią, że na Gwiazdkę spotkają się w Berlinie na kawce. Nastrój był wesoły, każdy jechał z zapałem..."
Żołnierze trafili do szkoły lotniczej w Sadkowie. Tu zastała ich wojna: ,,Dzień 1 września 1939. Pobudkę mieliśmy przez nalot i bombardowanie samolotów niemieckich. Była godzina 6.08. Patrzymy przez okna szkoły, jak odbywają próbny nalot, jak później dochodzimy do wniosku, że to nie był próbny nalot, a pierwsze kroki wojny - bombardowanie przez samoloty niemieckie" - zanotował w pamiętniku Konderak.
Rozkazy rzuciły go na wschód przez Chełm, Beresteczko, do Lwowa. W pamiętniku opisał spotkania z mieszkańcami wsi i miasteczek. Raz przyjęcie było chłodne, wręcz wrogie, w innym miejscu lotnicy byli podejmowani po staropolsku: czym chata bogata. Wreszcie 22-latek zanotował: ,,Patrzymy, a tu wchodzą na dziedziniec dworu żołnierze. Jacyś to nie nasi. To bolszewicy. Szpetny to żołnierz, obdarty, ciemny i każe, żeby złożyć broń. Co robić? Zdajemy broń z taką złością i nienawiścią do nich..."
Po wielu perypetiach Konderak zdobył cywilne ubranie i ruszył w kierunku Rumunii. W pamiętniku opisał m.in. podróż przez Morze Egejskie i "chorobę morską, która nikogo nie oszczędziła", a gdy wreszcie znalazł się we Włoszech, zanotował rozmarzony: "Na szczycie gór... samotny. Na jednej z nich pozostałości wulkanu, dymiący resztkami swego żywiołu. U stóp tych gór widnieją domy, to miasto Salerno. Gdzie według legend pomarańczy pełno. Za miastem na wzgórzu ruiny zamczyska, gdzie przedtem siadali możni panowie, w cieple rodzin... ogniska."
Podobne opisy dotyczą wybrzeży Anglii, gdzie młody żołnierz dotarł w lipcu 1940 r. Co zawierały późniejsze notatki? Nie wiadomo.
W Wielkiej Brytanii Konderak po przeszkoleniu i praktyce został przydzielony na początku lipca 1942 r. do 300. Dywizjonu Bombowego. W nocy z 25 na 26 lipca uczestniczył w nalocie na Duisburg. Podczas powrotu, już nad Anglią, załogę Wellingtona IV nr Z1244 BH-E zaatakował niemiecki myśliwiec. Zginął tylny strzelec - szeregowy Stanisław Janek. Konderak wylądował szczęśliwie, choć z pękniętą dętką.
Lot w nocy z 17 na 18 sierpnia nie był już tak szczęśliwy. Lecąc samolotem Vickers Wellington IV nr Z1409 BH-A Konderak uczestniczył w nalocie na Osnabruck. Został zestrzelony i rozbił się w Emlichheim tuż przy granicy Niemiec z Holandią. Zmarł cztery dni później - 22 sierpnia 1942 r. Reszta załogi (F/O por. obs. Kazimierz Zakrzewski-Ruciński nr sł. P-0892, sgt kpr. r/op. Henryk Kowalski nr sł. 792306, sgt kpr. strz. Władysław Vandalli nr sł. 793209 oraz sgt st. szer. strz. Jan Hmenia nr sł. 794584) dostała się do niewoli.
- Po latach z Anglii przysłano pudełko z osobistymi rzeczami stryja - przypomina pani Alicja. - Najpierw przechowywała je babcia, później ojciec, a teraz są u mnie. Zaczęłam zbierać informacje o stryju i przyznam, że mam już sporo sukcesów.
Częstochowianka pokazuje dokumenty, zdjęcia, dawne adresy np. kolegi Izydora - Mariana Wiaderka ze Szczekocin (ul. Piłsudskiego) lub Żarek (ul. Myszkowska). Jest też korespondencja z Anglii, w której matkę pilota informuje się, że jej syn walczył co prawda w Wielkiej Brytanii, ale był polskim żołnierzem, więc w sprawie ewentualnych roszczeń finansowych należy zwracać się do rządu polskiego. PRL-owskie władze odpowiedziały: ,,walczył za Anglię"...
Plutonowy pilot Izydor Konderak jest dziś pochowany na brytyjskim cmentarzu wojskowym w niemieckim Kleve.
Umówiliśmy się na spotkanie. Pani Alicja, emerytowana nauczycielka, opowiedziała dzieje kolejnego bohaterskiego lotnika związanego z Częstochową.
Izydor Konderak urodził się w 1917 r. w podradomszczańskim Michałopolu. Gdy z rodziną przeprowadził się do Częstochowy, mieszkał przy ul. Pogodnej 12 na Zawodziu. Uczył się m.in. w szkole rzemieślniczo-przemysłowej. Jako 19-latek został czeladnikiem przemysłu ślusarsko-mechanicznego. Jesienią 1937 r. poszedł do wojska - trafił do 3. Pułku Lotniczego w Poznaniu Ławicy. Szkolił się w eskadrze treningowej, skończył szkołę podoficerską, przeszedł kurs strzelców samolotowych. W maju 1939 r. otrzymał stopień starszego szeregowca, a tuż przed wybuchem wojny - 15 sierpnia - kaprala.
O tym, co od tego czasu działo się z młodym lotnikiem można dowiedzieć się z pamiętnika, który prowadził. Po latach zapiski trafiły do rodziny. - Losami stryja interesował się mój ojciec, ale w tamtych latach trudno było zdobyć jakąś wiedzę, a wyjazd za granicę był cudem - mówi pani Alicja. - Przyznam, że dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy jest odzyskanie zagubionych fragmentów pamiętnika.
Ktoś przed laty pożyczył je od ojca pani Alicji i nie oddał. Nie wiadomo, co się z nimi stało.
W zachowanych zapiskach można m.in. przeczytać o wydarzeniach z przedednia wybuchu wojny, kiedy Izydor Konderak razem ze swoim pułkiem jechał w głąb kraju: ,,Maszyna już rozpędzona. W pociągu śpiewy i rozmowy na temat wojny. Mówią, że na Gwiazdkę spotkają się w Berlinie na kawce. Nastrój był wesoły, każdy jechał z zapałem..."
Żołnierze trafili do szkoły lotniczej w Sadkowie. Tu zastała ich wojna: ,,Dzień 1 września 1939. Pobudkę mieliśmy przez nalot i bombardowanie samolotów niemieckich. Była godzina 6.08. Patrzymy przez okna szkoły, jak odbywają próbny nalot, jak później dochodzimy do wniosku, że to nie był próbny nalot, a pierwsze kroki wojny - bombardowanie przez samoloty niemieckie" - zanotował w pamiętniku Konderak.
Rozkazy rzuciły go na wschód przez Chełm, Beresteczko, do Lwowa. W pamiętniku opisał spotkania z mieszkańcami wsi i miasteczek. Raz przyjęcie było chłodne, wręcz wrogie, w innym miejscu lotnicy byli podejmowani po staropolsku: czym chata bogata. Wreszcie 22-latek zanotował: ,,Patrzymy, a tu wchodzą na dziedziniec dworu żołnierze. Jacyś to nie nasi. To bolszewicy. Szpetny to żołnierz, obdarty, ciemny i każe, żeby złożyć broń. Co robić? Zdajemy broń z taką złością i nienawiścią do nich..."
Po wielu perypetiach Konderak zdobył cywilne ubranie i ruszył w kierunku Rumunii. W pamiętniku opisał m.in. podróż przez Morze Egejskie i "chorobę morską, która nikogo nie oszczędziła", a gdy wreszcie znalazł się we Włoszech, zanotował rozmarzony: "Na szczycie gór... samotny. Na jednej z nich pozostałości wulkanu, dymiący resztkami swego żywiołu. U stóp tych gór widnieją domy, to miasto Salerno. Gdzie według legend pomarańczy pełno. Za miastem na wzgórzu ruiny zamczyska, gdzie przedtem siadali możni panowie, w cieple rodzin... ogniska."
Podobne opisy dotyczą wybrzeży Anglii, gdzie młody żołnierz dotarł w lipcu 1940 r. Co zawierały późniejsze notatki? Nie wiadomo.
W Wielkiej Brytanii Konderak po przeszkoleniu i praktyce został przydzielony na początku lipca 1942 r. do 300. Dywizjonu Bombowego. W nocy z 25 na 26 lipca uczestniczył w nalocie na Duisburg. Podczas powrotu, już nad Anglią, załogę Wellingtona IV nr Z1244 BH-E zaatakował niemiecki myśliwiec. Zginął tylny strzelec - szeregowy Stanisław Janek. Konderak wylądował szczęśliwie, choć z pękniętą dętką.
Lot w nocy z 17 na 18 sierpnia nie był już tak szczęśliwy. Lecąc samolotem Vickers Wellington IV nr Z1409 BH-A Konderak uczestniczył w nalocie na Osnabruck. Został zestrzelony i rozbił się w Emlichheim tuż przy granicy Niemiec z Holandią. Zmarł cztery dni później - 22 sierpnia 1942 r. Reszta załogi (F/O por. obs. Kazimierz Zakrzewski-Ruciński nr sł. P-0892, sgt kpr. r/op. Henryk Kowalski nr sł. 792306, sgt kpr. strz. Władysław Vandalli nr sł. 793209 oraz sgt st. szer. strz. Jan Hmenia nr sł. 794584) dostała się do niewoli.
- Po latach z Anglii przysłano pudełko z osobistymi rzeczami stryja - przypomina pani Alicja. - Najpierw przechowywała je babcia, później ojciec, a teraz są u mnie. Zaczęłam zbierać informacje o stryju i przyznam, że mam już sporo sukcesów.
Częstochowianka pokazuje dokumenty, zdjęcia, dawne adresy np. kolegi Izydora - Mariana Wiaderka ze Szczekocin (ul. Piłsudskiego) lub Żarek (ul. Myszkowska). Jest też korespondencja z Anglii, w której matkę pilota informuje się, że jej syn walczył co prawda w Wielkiej Brytanii, ale był polskim żołnierzem, więc w sprawie ewentualnych roszczeń finansowych należy zwracać się do rządu polskiego. PRL-owskie władze odpowiedziały: ,,walczył za Anglię"...
Plutonowy pilot Izydor Konderak jest dziś pochowany na brytyjskim cmentarzu wojskowym w niemieckim Kleve.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Pilot z Częstochowy latał w 300. Dywizjonie Bom...
bilder
12.03.10, 07:46
Smutna to prawda...nikt nie chce placic...»
-
Pilot z Częstochowy latał w 300. Dywizjonie Bom...
acqh
13.03.10, 13:44
Przenosząc tę sytuację na czasy dzisiejsze to mniej więcej tak, jakby Polakpracujący w Wlk.Brytanii był kierowany do rządu polskiego po wypłatę świadczeń.Przez lata mało się o tym mówiło. »
-
Pilot z Częstochowy latał w 300. Dywizjonie Bom...
52.ewa
14.03.10, 15:17
To byli Polscy piloci, pod Polskim sztandarem, nie skadali przysięgi królowi Wielkiej Britanii, PRL Ich zdradziło.»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć