Kupcy z ryneczku: nie poddamy się bez walki
2009-10-18
, aktualizacja: 18.10.2009 17:23
Ryneczek na Wałach idzie do remontu. Sobota była ostatnim dniem handlu. - W poniedziałek przyjdziemy jak zwykle do pracy. Nie poddamy się bez walki - mówią zbuntowani kupcy.
ZOBACZ TAKŻE
- Tydzień bez ryneczku na Wałach (26-10-09, 18:02)
W tym miejscu handluje się od 50 lat. Świeże warzywa, jaja ze wsi, kwiaty po konkurencyjnych cenach, pierwsze owoce sezonowe... Tu nie robi się zakupów anonimowo: wielu ma swojego ulubionego sprzedawcę jabłek, marchwi, kwiatów, pieczywa czy wędlin.
Z każdym rokiem ryneczek wygląda jednak coraz gorzej. Budy z melaminy i blachy, stoły zbite z desek czy skrzynek i prowadząca do nich dziurawa droga. Wystarczy niewielki deszcz, a już brnie się w wodzie po kostki. - Reumatyzmu się tutaj nabawię - twierdzi handlująca warzywami. Na stoisku pracuje z koleżanką, ruch mają spory. Ale gdy pada, jedna z nich nie zajmuje się klientami, tylko szczotką wygarnia wodę albo topniejącą maź. - Tak dalej pracować się nie da.
Po co ten pawilon?
22 października na ryneczku rusza remont. Potrwa do marca. Wtedy zakupy będziemy robić pod dachem i na posadzce wyłożonej kostką brukową. Od strony torów i na środku staną budki z płyty warstwowej. Drugą ścianą hali pozostaną murowane pawilony. Będą też: oświetlenie elektryczne, trzy toalety dla klientów, duże śmietniki, ochrona, monitoring i nagłośnienie.
Większość pytanych przez nas klientów ryneczku nie jest zachwycona nowym projektem. - Remont musi być, ale po co pawilon? - mówi pani Marianna.
- Pawilon jest bez sensu. Kolejna zamknięta, duszna hala. Nie wystarczą elegancie stragany, np. takie jak w czasie jarmarków w III Alei? - pyta towarzysząca jej młoda kobieta.
Waldemar Ziaja, prezes Stowarzyszenia Kupców Targowiska Wały Dwernickiego: - Miasto, które dzierżawi nam teren, postawiło warunki: pawilon, dach, nowa instalacja elektryczna i wodna. Wszystko jak w XXI wieku. Co mieliśmy zrobić?
- Świat idzie do przodu, to my też musimy - mówi właścicielka budki z kwiatami. Na ryneczku pracuje blisko 30 lat. Ale nawet jej dzieci nie chcą tu robić zakupów. - Mówią: mama, w takim bagnie się mamy taplać. W centrach handlowych ciepło i miło, na głowę nie kapie. Dobrze, że w końcu zaczniemy coś z tym robić, bo nas galerie zjedzą, a tak jest szansa - mówi kwiaciarka.
Ryneczku nie oddamy
- Jaka szansa? Może bogaci ją mają - ripostują handlowcy z małych stoisk, którzy po remoncie nie wrócą na Wały. Do budowy się nie dokładają. - Nie stać nas na 100 tys. zł - mówią.
Prezes Ziaja tłumaczy, że wszyscy kupcy wiedzieli o remoncie. Decyzji o zamknięciu ryneczku na ten czas nie podjęto przecież z dnia na dzień, można więc było coś znaleźć dla siebie.
Wielu znalazło. Na niektórych budkach i pawilonach wiszą kartki z nowym adresem. Inni - jak np. handlująca jabłkami - planują wyjazd za granicę do rodziny albo dłuższy urlop.
W centrum miasta stoi pusty Merkury. Firma Polimeni nie zaczęła go remontować. Kupcy chcieli zimą zająć parter. - Ale właściciel Merkurego takim rozwiązaniem w ogóle zainteresowany nie był. Usłyszeliśmy, że wkrótce ruszą z inwestycją - wyjaśnia Ziaja.
- Pewnie, że remont jest potrzebny, że modernizacja, że estetyka - wylicza zdenerwowana właścicielka jednej z budek. Nie stać jej na wykupienie miejsca w pawilonie, więc od poniedziałku jest bezrobotna. - Handluję tu 30 lat, a teraz mam rękę do państwa wyciągnąć? Inwestycja inwestycją, ale o ludziach trzeba myśleć przede wszystkim.
Niezadowoleni kupcy zapowiadają, że - jak trzeba będzie - będą pikiety i demonstracje. Na razie obiecali, że w poniedziałek stawią się, jak zawsze, w pracy. - A co, kraść mamy? A może zjadać te kilogramy warzyw? Prezes sobie posadkę fajną znalazł i nie interesuje go, że ludzie i ich rodziny umierać z głodu będą. Powiedział, że jak będziemy handlować, zrobi z nami to samo, co było w Warszawie pod Pałacem Kultury. Nawet gazu i armatek użyje.
Prezes Ziaja zaprzecza. Twierdzi, że będzie pertraktował, że nie chce używać siły: - Tłumaczyłem, że na taki handel jest miejsce na Zawodziu czy przy Pułaskiego. Na pewno się tam odnajdą. Budowlańcy na plac wchodzą 22 października. Do tej pory teren musi być pusty.
Z każdym rokiem ryneczek wygląda jednak coraz gorzej. Budy z melaminy i blachy, stoły zbite z desek czy skrzynek i prowadząca do nich dziurawa droga. Wystarczy niewielki deszcz, a już brnie się w wodzie po kostki. - Reumatyzmu się tutaj nabawię - twierdzi handlująca warzywami. Na stoisku pracuje z koleżanką, ruch mają spory. Ale gdy pada, jedna z nich nie zajmuje się klientami, tylko szczotką wygarnia wodę albo topniejącą maź. - Tak dalej pracować się nie da.
Po co ten pawilon?
22 października na ryneczku rusza remont. Potrwa do marca. Wtedy zakupy będziemy robić pod dachem i na posadzce wyłożonej kostką brukową. Od strony torów i na środku staną budki z płyty warstwowej. Drugą ścianą hali pozostaną murowane pawilony. Będą też: oświetlenie elektryczne, trzy toalety dla klientów, duże śmietniki, ochrona, monitoring i nagłośnienie.
Większość pytanych przez nas klientów ryneczku nie jest zachwycona nowym projektem. - Remont musi być, ale po co pawilon? - mówi pani Marianna.
- Pawilon jest bez sensu. Kolejna zamknięta, duszna hala. Nie wystarczą elegancie stragany, np. takie jak w czasie jarmarków w III Alei? - pyta towarzysząca jej młoda kobieta.
Waldemar Ziaja, prezes Stowarzyszenia Kupców Targowiska Wały Dwernickiego: - Miasto, które dzierżawi nam teren, postawiło warunki: pawilon, dach, nowa instalacja elektryczna i wodna. Wszystko jak w XXI wieku. Co mieliśmy zrobić?
- Świat idzie do przodu, to my też musimy - mówi właścicielka budki z kwiatami. Na ryneczku pracuje blisko 30 lat. Ale nawet jej dzieci nie chcą tu robić zakupów. - Mówią: mama, w takim bagnie się mamy taplać. W centrach handlowych ciepło i miło, na głowę nie kapie. Dobrze, że w końcu zaczniemy coś z tym robić, bo nas galerie zjedzą, a tak jest szansa - mówi kwiaciarka.
Ryneczku nie oddamy
- Jaka szansa? Może bogaci ją mają - ripostują handlowcy z małych stoisk, którzy po remoncie nie wrócą na Wały. Do budowy się nie dokładają. - Nie stać nas na 100 tys. zł - mówią.
Prezes Ziaja tłumaczy, że wszyscy kupcy wiedzieli o remoncie. Decyzji o zamknięciu ryneczku na ten czas nie podjęto przecież z dnia na dzień, można więc było coś znaleźć dla siebie.
Wielu znalazło. Na niektórych budkach i pawilonach wiszą kartki z nowym adresem. Inni - jak np. handlująca jabłkami - planują wyjazd za granicę do rodziny albo dłuższy urlop.
W centrum miasta stoi pusty Merkury. Firma Polimeni nie zaczęła go remontować. Kupcy chcieli zimą zająć parter. - Ale właściciel Merkurego takim rozwiązaniem w ogóle zainteresowany nie był. Usłyszeliśmy, że wkrótce ruszą z inwestycją - wyjaśnia Ziaja.
- Pewnie, że remont jest potrzebny, że modernizacja, że estetyka - wylicza zdenerwowana właścicielka jednej z budek. Nie stać jej na wykupienie miejsca w pawilonie, więc od poniedziałku jest bezrobotna. - Handluję tu 30 lat, a teraz mam rękę do państwa wyciągnąć? Inwestycja inwestycją, ale o ludziach trzeba myśleć przede wszystkim.
Niezadowoleni kupcy zapowiadają, że - jak trzeba będzie - będą pikiety i demonstracje. Na razie obiecali, że w poniedziałek stawią się, jak zawsze, w pracy. - A co, kraść mamy? A może zjadać te kilogramy warzyw? Prezes sobie posadkę fajną znalazł i nie interesuje go, że ludzie i ich rodziny umierać z głodu będą. Powiedział, że jak będziemy handlować, zrobi z nami to samo, co było w Warszawie pod Pałacem Kultury. Nawet gazu i armatek użyje.
Prezes Ziaja zaprzecza. Twierdzi, że będzie pertraktował, że nie chce używać siły: - Tłumaczyłem, że na taki handel jest miejsce na Zawodziu czy przy Pułaskiego. Na pewno się tam odnajdą. Budowlańcy na plac wchodzą 22 października. Do tej pory teren musi być pusty.
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Kupcy z ryneczku: nie poddamy się bez walki
4dagome1
19.10.09, 11:43
A co na to prezes stowarzyszenia kochających inaczej Czestochowe .Prezes od referendum .Nie ujmie się za kupcami? pewnie nie tam nie ma banków to nie ma zagrozenia dla nich .niektórym »
-
Kupcy z ryneczku: nie poddamy się bez walki
mirage75
19.10.09, 13:03
Niestety obecny wyglad tzw.Ryneczku na Walach,nie przystawal do tego miejsca.Zima bloto,w porach goracych kurz,zaduch i przykre zapachy zniechecily na dobre wielu klientow tego »
-
Kupcy z ryneczku: nie poddamy się bez walki
pjolo
19.10.09, 18:37
Bylem na ryneczku w sobote, nie slyszalem ani jednej opiniinegatywnej.Wszyscy z ktorymi rozmawialem sa optymistycznie nastawieni. Chyba ze Pani redaktor rozmawiala ze sprzedawczynia »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
