Infomaty mają rok. I jaki z nich pożytek?

Joanna Skiba
2009-11-18 , aktualizacja: 18.11.2009 21:01
A A A Drukuj
W ustawionych na ulicach kioskach z ekranami turysta dowie się m.in., jak dojść z punktu A do punktu B. Ale jeśli przyjdzie mu ochota powędrować do straży pożarnej, to wielce się zdziwi, widząc w miejscu wskazanym na mapie czerwone co prawda, ale nie wozy strażackie, lecz okna domu schadzek

Fot. Grzegorz Skowronek / AG


- Dajmy infomatom rok. To, co się z nimi dzieje na razie, to jakby choroby wieku dziecięcego: te urządzenia po prostu muszą je przejść. Teraz jesteśmy świadkami tego, jak działają zimą, potem zobaczymy, jak sprawują się wiosną, latem, jesienią - w konkretnych punktach. Uważam, że - jeśli przyjąć pięciostopniową skalę ocen - nasz system funkcjonuje na czwórkę, czyli całkiem dobrze - mówił na początku tego roku informatyk miejski Kajetan Wojsyk.

W lutym bowiem "Gazeta" przeszła się od infomatu do infomatu, próbując z nich skorzystać. Z jednymi się udało, z innymi nie. Ale zgodziliśmy się z propozycją informatyka, by dopiero po roku powtórzyć wycieczkę.

Sprawdziliśmy te same co wtedy. I wynik jest podobny: taki sobie.

Owszem, przy Miejskiej Galerii Sztuki działały obie maszyny (wtedy jedna w ogóle była wyłączona, druga nie chciała przesuwać kursora za palcem na ekranie dotykowym). I co z tego? Opory kursorów skutecznie uniemożliwiały poruszanie się po zasobach Miejskiego Systemu Informacji Turystycznej. Do tego dołożyły się opory systemu. Na mapie np. można sobie ustawić trasę z jednego miejsca do drugiego - albo z adresu, albo od obiektu. Kłopot w tym, że w obiektach brak np. dworców. Czyli turysta, który wysiądzie z pociągu, nie dowie się z infomatu, jak ma z dworca dojść lub dojechać do hotelu.

- Z dworcem jest ten problem, że ma dwa wyjścia. No i jak tu ustalić, o które chodzi - tłumaczy Wojsyk. - Ale to wszystko jest do poprawienia. Cały czas aktualizujemy bazy danych.

Można za to ustalić trasę do jednostek ratowniczo-gaśniczych straży pożarnej. Z tym że nie polecamy sugerowanej przez informat marszruty na ul. Strażacką, bo wylądujemy nie na rogu Targowej, lecz Nadrzecznej, a tam funkcjonuje nie remiza lecz... agencja towarzyska.

Bezpieczniejszy zdaje się spacer do ratusza, ale - niestety - nie znajdziemy go w obiektach. Brak też (przy adresach) m.in. placu Biegańskiego. A jak już po wielu próbach turysta wybierze trasę ze szpitala na Parkitce do szpitala na ul. Mickiewicza, dowie się z infomatu, że takie połączenie nie jest w ogóle możliwe. Co na to służba zdrowia?

Z podobnymi problemami udzielały wczoraj informacji obie maszyny przy pl. Daszyńskiego. Skutek korzystania z nich był więc równie mizerny jak kilka miesięcy temu, kiedy nie miały wcale połączenia z internetem.

Wczoraj nie miał go infomat w ścianie budynku Gaude Mater, czyli jego stan od poprzedniego spaceru "Gazety" nie uległ zmianie.

- Jak to, przecież jeszcze kilka dni temu działał! Sam sprawdzałem - zapewniał informatyk miejski. Kłopoty urządzenia przy ul. Dąbrowskiego brały się z faktu, że antena została zamontowana w załomie muru. Poprawiono ją jednak, wysuwając poza wnękę, przerzedzono też konary drzew w sąsiedztwie, by jej nie zasłaniały.

Sęk w tym, że część infomatów ma radiową łączność z internetem - zawodną, a tylko niektóre korzystają ze światłowodów, które nie wszędzie da się doprowadzić. Za to te ostatnie pracują aż miło (dopóki nie zechce się ustalić jakiejś trasy). Przykładem stojące infomaty na pl. Biegańskiego. Tylko jak na ten plac trafić, skoro - jak wspomnieliśmy - nie znajdziemy go w bazie nazw ulic i placów?

Mniej miło dotyka się tych źródeł wiedzy o mieście, bo są żałośnie brudne; ekrany jeszcze ujdą, ale daszki - szkoda słów. Inna sprawa, że sporo przeszły. Jednemu infomatowi ekran rozbito butelką, w innym wyrwano uszczelki, są nagminnie mazane i oklejane. - Ale nasi pracownicy chodzą i je czyszczą - mówi informatyk miejski.

Podkreśla, że comiesięczne kontrole liczby dotknięć trzykrotnie przekroczyły założenia. Wniosek - infomaty są przydatne. A kontrole robiono dla urzędu wojewódzkiego, bo nasz Miejski System Informacji Turystycznej został w części sfinansowany z funduszy unijnych, więc urząd chciał wiedzieć, jak jest wykorzystywany.

- Zresztą nie ma co wybrzydzać - podsumowuje Wojsyk. - W Krakowie za korzystanie z infomatów trzeba płacić, u nas są za darmo. W Warszawie też są za darmo, ale świadczą usługi wybiórczo: można w nich nawet kupić bilet kolejowy, ale tylko na niektóre pociągi...





Miejski System Informacji Turystycznej

Stworzenie go kosztowało blisko 5,7 mln zł, w tym 3,2 mln to dotacja unijna. W ramach systemu ustawiono m.in. plansze z planami miasta, drogowskazy, portal informacyjny, a w miejscach, w których najczęściej poruszają się turyści i częstochowianie, zainstalowano 50 infomatów



Podziel się

  • 60 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Infomaty mają rok. I jaki z nich pożytek? oszrany 18.11.09, 21:48

    Infomaty to wyrzucenie pieniedzy w bloto, mozna je bylo przeznaczyc na cos coby sie mieszkancom przydalo i ulatwilo zycie.»

  • Re: Infomaty mają rok. I jaki z nich pożytek? lowcadebili3 19.11.09, 07:55

    Co za debile mają coś do informatyków? System został kupiony (pewnie przetarg)na który Wojsyk nawet nie miał wpływu (a jeśli miał to strzelił sobie w kolano),kupili, zainstalowali i kazali »

  • Re: Infomaty mają rok. I jaki z nich pożytek? supaya 20.11.09, 12:21

    Na wstępie chciałabym mocno skrytykować autorkę artykułu. Widoczny brak profesjonalizmu, najmniejszej wiedzy technicznej dotyczącej sprawy, o której pisze oraz niewdrożenie się w temat »