Sesja 23 listopada była pierwszym spotkaniem rady po referendum 15 listopada, w którym częstochowianie odwołali Tadeusza Wronę z funkcji prezydenta, uznając, że źle rządzi miastem. Stół, za którym siedział on dotąd podczas wszystkich sesji, świecił pustkami, bo razem z prezydentem musieli odejść jego zastępcy. Za to sala sesyjna okazała się zatłoczona: częstochowianie przyszli sprawdzić, co to się będzie działo bez prezydenta. Zobaczyli zaskakującą zgodność zasiadających w radzie trzech partii - PO, PiS-u i SLD - oraz ugrupowania Wspólnota Samorządowa. "Dla dobra miasta" wszystkie kluby - z aprobatą organizatorów referendum - poparły uchwałę o rezygnacji z przedterminowych wyborów na początku przyszłego roku i zgodziły się czekać na nowego prezydenta do ogólnopolskich wyborów samorządowych w listopadzie 2010 r. Wprawdzie Wspólnota Samorządowa (ugrupowanie Tadeusza Wrony) mówiła o "pełnej kłamstw i niegodziwych zachowań" kampanii referendalnej, a lewica zapewniała, że dysponuje lepszym kandydatem na komisarza i dopytywała, jaki PO ma program dla miasta, ale wniosek przeszedł przy jednym głosie wstrzymującym się (to radny Kazimierz Świtalski ze Wspólnoty) i jednej zapowiedzi skargi do Trybunału Konstytucyjnego (Marek Domagała z PiS-u uznał, że taka uchwała zawiesza na rok demokrację w Częstochowie).
Bez poprawek przeszły także wszystkie zaproponowane jeszcze przez Wronę stawki lokalnych podatków i opłat. Dla części magistrackich urzędników był to dowód, że odwołany prezydent przygotował doskonałą propozycję, dla części obserwatorów spoza urzędu - że bez Wrony radni są mniej zajadli i zacietrzewieni.
Dopiero podczas dyskusji o przygotowanej przez Wronę w ostatniej chwili uchwale powołującej Miejski Zarządu Dróg i Transportu łagodnie już nie było. Jacek Kasprzyk z Lewicy zarzucał byłemu prezydentowi faul na następcach, bo w przygotowanym przez niego projekcie budżetu nie ma pieniędzy na utworzenie zarządu transportu, bez pieniędzy uchwały przyjąć nie można, a bez uchwały może być kłopot z wydaniem 70 unijnych milionów złotych zdobytych na tramwaje. Nawet te ostre słowa padały jednak w tonie zatroskanym. Nieoficjalnie pojawił się nawet pomysł, by budżet przyjąć jak najszybciej, wyłącznie z poprawką dotyczącą transportu publicznego; budżetowa dyskusja i zgłaszanie poprawek przez kluby miałaby się rozpocząć dopiero potem. - Ale to kwestia zaufania do komisarza - mówią radni z różnych klubów.
A komisarzem - najprawdopodobniej już w środę - zostanie Piotr Kurpios, do 23 listopada przewodniczący częstochowskiej rady miasta. Po podpisaniu wszystkich podatkowych uchwał (inaczej nie mogłyby obowiązywać od 1 stycznia) złożył rezygnację z mandatu, bo komisarzowi radnym być nie wolno. Jego rezygnacja została przyjęta przy jednym tylko głosie wstrzymującym. Uchwała zaraz po sesji pojechała do Katowic, do wojewody. 24 listopada do premiera ma trafić oficjalny wniosek o powołanie Kurpiosa na częstochowskiego komisarza, by dzień później powołanie mogło stać się faktem.
Tymczasem w kuluarach trwały zakłady, kiedy skończy się sielanka w radzie miasta. - Przy wyborze nowego przewodniczącego rady miasta - padały opinie.
Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, PO jest skłonna oddać to stanowisko, by dzięki temu zachować spokój w radzie i poparcie dla komisarza. Warunkiem jest porozumienie PiS-u, SLD i Wspólnoty w tej kwestii. Na razie mówi się, że przewodniczącym miałby być Zdzisław Wolski z Lewicy.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa