Awantura o jesion trwa [WIDEO I ZDJĘCIA, TAKŻE CZYTELNIKA]
26.09.2011
, aktualizacja: 30.09.2011 12:32
Kilka godzin przed posiedzeniem komisji rady gminy, która miała zaopiniować, czy wiekowy jesion ma zostać pomnikiem przyrody, drzewo okaleczono. Gminna urzędniczka odmówiła sporządzenia protokołu o zniszczeniach. - Wójt nie pozwolił - tłumaczyła.
ZOBACZ WIDEO
26 września przed południem na podwórze przy ul. Długiej w miejscowości Zawodzie koło Poczesnej podjechał samochód ze zwyżką. Za moment na posesję spadły dwa duże konary pięknego jesionu. Sprawca okaleczenia przerzucił je na podwórze właścicieli drzewa - pani Karoliny i jej męża Rafała.
- Tylko się uśmiechał z satysfakcją - mówiła właścicielka jesionu.
Kilka godzin później komisja rady gminy miała zaopiniować, czy wiekowe drzewo ma zostać objęte ochroną pomnikową. Taki wniosek złożyli jego właściciele.
O sprawie pisaliśmy już dwukrotnie. Jesion, który rośnie na podwórzu młodego małżeństwa, ma blisko cztery metry obwodu. Nie spodobał się sąsiadowi, który na działce obok buduje dom. Drzewo kilkoma konarami wchodziło na jego posesję. Sąsiad powołał się na kodeks cywilny. Stwierdził, że prawo zezwala mu na przycięcie gałęzi i po prostu je obciął. Jeden konar padł w ubiegłym tygodniu, wczoraj - kolejne trzy.
Właściciele drzewa jeszcze przed jego okaleczeniem alarmowali wszystkie możliwe instytucje, m.in. policję, gminę, konserwatora przyrody. Nikt nie chciał pomóc, wszyscy tłumaczyli się przepisami kodeksu cywilnego. Nikt nawet nie wspomniał o ustawie o ochronie przyrody. A pozwala ona na cięcia tylko wtedy, gdy gałęzie są obumarłe lub nadłamane, wchodzą w kolizję z obiektami budowlanymi, drzewo nie ma jeszcze dziesięciu lat lub jest powtórnie formowane. Wszystkie zabiegi wykraczające poza te przypadki należy traktować jako niszczenie, a za to karę administracyjną ma nałożyć wójt gminy.
Ponieważ żadna z tych okoliczności nie miała zastosowania w tym przypadku, już po pierwszym cięciu pani Karolina i jej mąż złożyli w gminie wniosek o nałożenie kary administracyjnej na sąsiada. Sprawa jest w toku.
Kiedy w poniedziałek sąsiad po drugi zamierzył się na drzewo, właściciele jesionu zawiadomili policję. Patrol przyjechał z urzędniczką gminnego wydziału ochrony środowiska. Funkcjonariusze sporządzili notatkę, ale - znów usprawiedliwiając się kodeksem cywilnym - rozłożyli bezradnie ręce. Urzędniczka zgodnie z przepisami powinna spisać protokół dotyczący zniszczenia drzewa, ale odmówiła. Powołała się na gminnego prawnika i wójta.
- Wójt nie pozwolił sporządzić protokołu - tłumaczyła. - Sprawa nałożenia kary administracyjnej jeszcze nie została rozstrzygnięta.
- Ale to jest kolejne zniszczenie - przekonywała właścicielka jesionu.
- Może potem przyjadę tutaj służbowo. Na razie tylko towarzyszę policjantom - wyjaśniała urzędniczka.
Faktycznie, kilka godzin później zjawiła się w towarzystwie innej urzędniczki, by sporządzić notatkę o zniszczeniu. Tak uznał gminny prawnik.
Po południu zebrała się komisja rady gminy, by zaopiniować wniosek o objęcie jesionu ochroną pomnikową. Nie zaopiniowała. Ustaliła, że za tydzień zorganizuje pod jesionem wizję lokalną z udziałem sąsiada. Obecny na komisji wójt zadeklarował, że okoliczności sprawy trzeba zbadać. I że rozpatruje możliwość ukarania sprawcy zniszczeń.
Opis drzewa i opinię na jego temat wydał znany naukowiec prof. Marek Siewniak, przewodniczący Europejskiej Rady ds. Drzew i autor koncepcji zabezpieczenia najsłynniejszego polskiego dębu - Bartka. Już w ubiegłym tygodniu mówił "Gazecie", że jest zbulwersowany zdarzeniami w Poczesnej. - Przepisy nie pozwalają na swobodne przycinanie. Nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania - tłumaczył.
- Tylko się uśmiechał z satysfakcją - mówiła właścicielka jesionu.
Kilka godzin później komisja rady gminy miała zaopiniować, czy wiekowe drzewo ma zostać objęte ochroną pomnikową. Taki wniosek złożyli jego właściciele.
O sprawie pisaliśmy już dwukrotnie. Jesion, który rośnie na podwórzu młodego małżeństwa, ma blisko cztery metry obwodu. Nie spodobał się sąsiadowi, który na działce obok buduje dom. Drzewo kilkoma konarami wchodziło na jego posesję. Sąsiad powołał się na kodeks cywilny. Stwierdził, że prawo zezwala mu na przycięcie gałęzi i po prostu je obciął. Jeden konar padł w ubiegłym tygodniu, wczoraj - kolejne trzy.
Właściciele drzewa jeszcze przed jego okaleczeniem alarmowali wszystkie możliwe instytucje, m.in. policję, gminę, konserwatora przyrody. Nikt nie chciał pomóc, wszyscy tłumaczyli się przepisami kodeksu cywilnego. Nikt nawet nie wspomniał o ustawie o ochronie przyrody. A pozwala ona na cięcia tylko wtedy, gdy gałęzie są obumarłe lub nadłamane, wchodzą w kolizję z obiektami budowlanymi, drzewo nie ma jeszcze dziesięciu lat lub jest powtórnie formowane. Wszystkie zabiegi wykraczające poza te przypadki należy traktować jako niszczenie, a za to karę administracyjną ma nałożyć wójt gminy.
Ponieważ żadna z tych okoliczności nie miała zastosowania w tym przypadku, już po pierwszym cięciu pani Karolina i jej mąż złożyli w gminie wniosek o nałożenie kary administracyjnej na sąsiada. Sprawa jest w toku.
Kiedy w poniedziałek sąsiad po drugi zamierzył się na drzewo, właściciele jesionu zawiadomili policję. Patrol przyjechał z urzędniczką gminnego wydziału ochrony środowiska. Funkcjonariusze sporządzili notatkę, ale - znów usprawiedliwiając się kodeksem cywilnym - rozłożyli bezradnie ręce. Urzędniczka zgodnie z przepisami powinna spisać protokół dotyczący zniszczenia drzewa, ale odmówiła. Powołała się na gminnego prawnika i wójta.
- Wójt nie pozwolił sporządzić protokołu - tłumaczyła. - Sprawa nałożenia kary administracyjnej jeszcze nie została rozstrzygnięta.
- Ale to jest kolejne zniszczenie - przekonywała właścicielka jesionu.
- Może potem przyjadę tutaj służbowo. Na razie tylko towarzyszę policjantom - wyjaśniała urzędniczka.
Faktycznie, kilka godzin później zjawiła się w towarzystwie innej urzędniczki, by sporządzić notatkę o zniszczeniu. Tak uznał gminny prawnik.
Po południu zebrała się komisja rady gminy, by zaopiniować wniosek o objęcie jesionu ochroną pomnikową. Nie zaopiniowała. Ustaliła, że za tydzień zorganizuje pod jesionem wizję lokalną z udziałem sąsiada. Obecny na komisji wójt zadeklarował, że okoliczności sprawy trzeba zbadać. I że rozpatruje możliwość ukarania sprawcy zniszczeń.
Opis drzewa i opinię na jego temat wydał znany naukowiec prof. Marek Siewniak, przewodniczący Europejskiej Rady ds. Drzew i autor koncepcji zabezpieczenia najsłynniejszego polskiego dębu - Bartka. Już w ubiegłym tygodniu mówił "Gazecie", że jest zbulwersowany zdarzeniami w Poczesnej. - Przepisy nie pozwalają na swobodne przycinanie. Nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania - tłumaczył.
Co o tym sądziszNapisz do nas: listy@czestochowa.agora.pl
- 24 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Awantura o jesion trwa
jezus_cytrus
27.09.11, 00:41
To jest kary godne! Żeby nie było rady na takiego belzebuba? Ludzie, jak wy się będziecie oglądać na łaskawość gminnych urzędników, to z drzewa zostanie sam pień... »
-
A gdyby tak do drzewa przybić krzyż?
prawdziwykicha.1
27.09.11, 13:34
lub inną matkę boską to żaden moher nie dokonał by zamachu na te drzewo .Bo by się bał że spadną na niego i jego rodzinę różne kary boskie.Nawet ksiądz by stał w obronie drzewa.»
-
Awantura o jesion trwa [wideo i zdjęcia]
polis24
28.09.11, 20:16
prawdziwykicha.1 głupio gada ale tym razem dał dobrą radę właścicielom sędziwego jesionu. Drewniana kapliczka z obrazkiem Matki Boskiej ,św. Franciszka lub św. Antoniego udekorowana girlandą»







więcej zdjęć
odtwórz