Trudny rok dla tych, co chcą do przedszkoli
2009-03-01
, aktualizacja: 01.03.2009 20:56
W częstochowskich przedszkolach dzisiaj rozpoczyna się nabór. Zapisy potrwają do końca marca. Dla ilu dzieci znowu zabraknie miejsc?
Pan Tomasz szuka przedszkola dla trzyletniego synka. Kilka dni temu wziął formularze z miejskich placówek nr 1 i 23 przy ul. Szymanowskiego. - Na 25 miejsc w tej grupie wiekowej mamy już prawie 50 chętnych - usłyszał, choć zapisy oficjalnie jeszcze się nie zaczęły.
Już teraz widać, że może powtórzyć się sytuacja z poprzednich lat, kiedy w Częstochowie z umieszczeniem dziecka w przedszkolu był problem. W miejskich placówkach jest prawie 4 tys. miejsc. Chętnych dużo więcej. Zwykle 500-600 dzieciaków odchodziło z kwitkiem.
W tym roku sytuację jeszcze komplikuje wprowadzana reforma. Od września sześciolatki, które mają za sobą pobyt w przedszkolu, mogą - choć nie muszą - pójść do pierwszej klasy podstawówki. A pięciolatki będą mieć pierwszeństwo w przyjęciu do przedszkola (dopiero od 2011 roku dla pięciolatków stanie się obowiązkowe, a od 2012 roku wszystkie sześciolatki pójdą do pierwszej klasy).
Sześciolatki nie zwolnią więc teraz miejsc w przedszkolach dla młodszych dzieci, jak tego oczekiwano. Choć kuratorium oświaty podpowiada rodzicom, by jednak wybierali szkoły. - Od września nauka pisania i czytania będzie w szkole. Gdy dziecko zostanie w przedszkolu, będzie się bawić, nie uczyć - przekonuje Agata Ledwoń, dyrektorka częstochowskiej delegatury Śląskiego Kuratorium Oświaty. Jakie jednak będą decyzje rodziców - na razie nie wiadomo.
To wszystko sprawia, że ten rok łatwy nie będzie. - Jeszcze nie wiemy, jak będzie zorganizowana praca przedszkoli i szkół - przyznaje Dorota Sobala, naczelniczka wydziału oświaty częstochowskiego urzędu miasta. - Sprawdzamy, ilu sześciolatków pójdzie do szkoły, a ilu zostanie w przedszkolach. Wstępne informacje będziemy mieli w marcu. A od tego zależy, ile powstanie nowych klas pierwszych, ile dzieci znajdzie miejsce w przedszkolach, dla ilu trzeba będzie organizować nowe oddziały przedszkolne w szkołach...
Tymczasem przedszkola przygotowują się do tegorocznego naboru.
- Już prowadzę zapisy dla dzieci z dysfunkcjami. Jest ich więcej niż przed rokiem. Prawdopodobnie części będę musiała odmówić - mówi Brygida Bida, dyrektorka Miejskiego Przedszkola z Oddziałami Integracyjnymi nr 43 na Północy. - Rok temu nie znalazło u mnie miejsca około stu dzieciaków.
Dzielnice Północ i Tysiąclecie i tak należą do tych, gdzie problem przedszkoli jest stosunkowo najmniej dotkliwy. - Wyczerpy to jest koszmar - podkreśla jeden z rodziców. - Jedno przedszkole miejskie oraz jedno prywatne.
Może właśnie one mogą złagodzić kłopoty? W Częstochowie prężnie rozwija się prywatne przedszkole Klub Kubusia Puchatka. Ma już oddziały w kilku dzielnicach. Na brak zainteresowania nie narzeka. - Oferujemy szerszy zakres nauki języka obcego, stały kontakt z logopedą, większą liczbę zajęć korekcyjno-gimnastycznych czy artystycznych. To oczywiście kosztuje, ale w miejskich przedszkolach też za wiele rzeczy płaci się ekstra - mówi właściciel sieci Tomasz Bartosz.
Niestety, otwarcie przedszkola to poważne wyzwanie. Trwająca wiele miesięcy droga przez procedury i przepisy. W naszym wydziale oświaty nie ma kolejek chętnych. - Nie było nikogo - prostuje naczelnik Sobala.
Wydaje się, że miasto będzie jednak musiało znaleźć jakiś pomysł na przedszkola, bo nawet wcześniejsza nauka sześciolatków nie rozwiąże problemu braku miejsc. Ze statystyk wynika, że w Częstochowie w każdym roczniku dzisiejszych trzy-, cztero- i pięciolatków rodziło się po około 1800. W sumie to prawie 5,5 tys. dzieci. Obecnie miejsc w przedszkolach jest 4 tys. Nawet przyjmując, że część dzieci zostanie w domach, dla kilkuset maluchów będzie brakowało miejsc. Miejski wydział edukacji co prawda wykorzystuje możliwości niektórych szkół i tworzy w nich oddziały przedszkolne, ale jeśli w przyszłości zwiększy się liczba uczniów, dzieci się nie pomieszczą. W 2008 roku w Częstochowie urodziło się już ponad 2,5 tys. maluchów i ta tendencja utrzyma się przez kilka lat, bo rodzicami zostaje wyżowe pokolenie stanu wojennego.
Co ciekawe, takich problemów nie mają małe miejscowości. Tam w przedszkolach nie ma tłoku. - Rodziny są wielopokoleniowe. W domu zawsze znajdzie się ktoś, kto przypilnuje dzieciaka, a przedszkole to zawsze jakiś wydatek - przyznaje Andrzej Zatoń, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Popowie.
Już teraz widać, że może powtórzyć się sytuacja z poprzednich lat, kiedy w Częstochowie z umieszczeniem dziecka w przedszkolu był problem. W miejskich placówkach jest prawie 4 tys. miejsc. Chętnych dużo więcej. Zwykle 500-600 dzieciaków odchodziło z kwitkiem.
W tym roku sytuację jeszcze komplikuje wprowadzana reforma. Od września sześciolatki, które mają za sobą pobyt w przedszkolu, mogą - choć nie muszą - pójść do pierwszej klasy podstawówki. A pięciolatki będą mieć pierwszeństwo w przyjęciu do przedszkola (dopiero od 2011 roku dla pięciolatków stanie się obowiązkowe, a od 2012 roku wszystkie sześciolatki pójdą do pierwszej klasy).
Sześciolatki nie zwolnią więc teraz miejsc w przedszkolach dla młodszych dzieci, jak tego oczekiwano. Choć kuratorium oświaty podpowiada rodzicom, by jednak wybierali szkoły. - Od września nauka pisania i czytania będzie w szkole. Gdy dziecko zostanie w przedszkolu, będzie się bawić, nie uczyć - przekonuje Agata Ledwoń, dyrektorka częstochowskiej delegatury Śląskiego Kuratorium Oświaty. Jakie jednak będą decyzje rodziców - na razie nie wiadomo.
To wszystko sprawia, że ten rok łatwy nie będzie. - Jeszcze nie wiemy, jak będzie zorganizowana praca przedszkoli i szkół - przyznaje Dorota Sobala, naczelniczka wydziału oświaty częstochowskiego urzędu miasta. - Sprawdzamy, ilu sześciolatków pójdzie do szkoły, a ilu zostanie w przedszkolach. Wstępne informacje będziemy mieli w marcu. A od tego zależy, ile powstanie nowych klas pierwszych, ile dzieci znajdzie miejsce w przedszkolach, dla ilu trzeba będzie organizować nowe oddziały przedszkolne w szkołach...
Tymczasem przedszkola przygotowują się do tegorocznego naboru.
- Już prowadzę zapisy dla dzieci z dysfunkcjami. Jest ich więcej niż przed rokiem. Prawdopodobnie części będę musiała odmówić - mówi Brygida Bida, dyrektorka Miejskiego Przedszkola z Oddziałami Integracyjnymi nr 43 na Północy. - Rok temu nie znalazło u mnie miejsca około stu dzieciaków.
Dzielnice Północ i Tysiąclecie i tak należą do tych, gdzie problem przedszkoli jest stosunkowo najmniej dotkliwy. - Wyczerpy to jest koszmar - podkreśla jeden z rodziców. - Jedno przedszkole miejskie oraz jedno prywatne.
Może właśnie one mogą złagodzić kłopoty? W Częstochowie prężnie rozwija się prywatne przedszkole Klub Kubusia Puchatka. Ma już oddziały w kilku dzielnicach. Na brak zainteresowania nie narzeka. - Oferujemy szerszy zakres nauki języka obcego, stały kontakt z logopedą, większą liczbę zajęć korekcyjno-gimnastycznych czy artystycznych. To oczywiście kosztuje, ale w miejskich przedszkolach też za wiele rzeczy płaci się ekstra - mówi właściciel sieci Tomasz Bartosz.
Niestety, otwarcie przedszkola to poważne wyzwanie. Trwająca wiele miesięcy droga przez procedury i przepisy. W naszym wydziale oświaty nie ma kolejek chętnych. - Nie było nikogo - prostuje naczelnik Sobala.
Wydaje się, że miasto będzie jednak musiało znaleźć jakiś pomysł na przedszkola, bo nawet wcześniejsza nauka sześciolatków nie rozwiąże problemu braku miejsc. Ze statystyk wynika, że w Częstochowie w każdym roczniku dzisiejszych trzy-, cztero- i pięciolatków rodziło się po około 1800. W sumie to prawie 5,5 tys. dzieci. Obecnie miejsc w przedszkolach jest 4 tys. Nawet przyjmując, że część dzieci zostanie w domach, dla kilkuset maluchów będzie brakowało miejsc. Miejski wydział edukacji co prawda wykorzystuje możliwości niektórych szkół i tworzy w nich oddziały przedszkolne, ale jeśli w przyszłości zwiększy się liczba uczniów, dzieci się nie pomieszczą. W 2008 roku w Częstochowie urodziło się już ponad 2,5 tys. maluchów i ta tendencja utrzyma się przez kilka lat, bo rodzicami zostaje wyżowe pokolenie stanu wojennego.
Co ciekawe, takich problemów nie mają małe miejscowości. Tam w przedszkolach nie ma tłoku. - Rodziny są wielopokoleniowe. W domu zawsze znajdzie się ktoś, kto przypilnuje dzieciaka, a przedszkole to zawsze jakiś wydatek - przyznaje Andrzej Zatoń, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Popowie.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Trudny rok dla tych, co chcą do przedszkoli
gagaradio
02.03.09, 09:02
Polska to kraj złodziei i oszustów. Nawet dzieci okradają z ich dzieciństwa. A do Pani Ledwoń - proponuję, aby udała się pani na emeryturę, bo nić mądrego z pani pracy nie wynika, a zwolni »
-
Re: Trudny rok dla tych, co chcą do przedszkoli
olga11119
02.03.09, 17:36
A czy ktoś orjentuje sie czy na karcie która sklada sie do przedszkola muszi bycpodbita pieczatka z zakladu pracy obojga rodziców czy wystarczy jedna?»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
