Częstochowa - trudny socjologiczny przypadek?

Dorota Steinhagen
2009-11-17 , aktualizacja: 17.11.2009 21:58
A A A Drukuj
Naukowcy łamią sobie głowy: co takiego się stało, że częstochowianie odwołali swojego prezydenta? Bo referendum to nie jest w naszym kraju popularna forma wyrażania opinii.
Głosowanie przy ul. Kilińskiego
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Głosowanie przy ul. Kilińskiego


Od początku obecnej kadencji samorządów w Polsce 68 razy organizowano referenda lokalne. Tylko 12 było ważnych, bo frekwencja okazała się wystarczająco wysoka. I zawsze z bardzo wyrazistych powodów: prezydenta Sopotu oskarżano o korupcję (mieszkańcy miasta nie odwołali go), w Olsztynie prezydentowi postawiono zarzut gwałtu na urzędniczce (a tu odwołali)... Ale gdy w Gliwicach próbowano odwołać prezydenta za zlikwidowanie tramwajów w mieście, do urn poszło niecałe 12 proc. uprawnionych.

A w Częstochowie? Inicjatorzy referendum twierdzili po prostu, że prezydent źle rządzi. Prezydent zapewniał, że jest przeciwnie. Efekt: na referendum poszło ponad 21 proc. częstochowian, o ponad 5 proc. więcej niż konieczne dla uznania jego ważności minimum. Przeciw Tadeuszowi Wronie opowiedziało się ponad 39 tys. wyborców - o 9 tys. więcej niż głosowało na niego w drugiej turze ostatnich wyborów samorządowych.

- Gdy usłyszałem, że częstochowianie odwołali Tadeusza Wronę, mocno się zdziwiłem - przyznaje dr Norbert Honka, politolog z Uniwersytetu Opolskiego. - Po co referendum na rok przed terminowymi wyborami? Pomyślałem, że może zwolennicy prezydenta mieli rację: nie ma silnego kontrkandydata, który mógłby z nim wygrać podczas normalnych wyborów i dlatego to wszystko. Z drugiej jednak strony ponad 21 proc. frekwencji w referendum to zdecydowanie niemało. I więcej częstochowian przeciw, niż kiedyś było za - także znamienne. Prezydent musiał swoim zachowaniem sprowokować swój negatywny elektorat do pójścia na głosowanie. I to nie tylko podczas kampanii referendalnej, ale przez ostatnie trzy lata.

Zdaniem prof. Marka Szczepańskiego, socjologa z Uniwersytetu Śląskiego, Wronie przez te ostatnie trzy lata zabrakło m.in. "politycznej ekumenii". - Dla dobra miasta i jego mieszkańców należało rozmawiać nawet z ugrupowaniem, z którym nie bardzo mu po drodze. To wcale nie jest polityczna prostytucja.

A że Wrona "ekumeniczny" nie był, zagrożony odwołaniem nie uzyskał poparcia od żadnej partii. Wszystkie nawoływały, by iść na referendum.

- Nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi - dodaje Szczepański. - Widać błędy Tadeusza Wrony dla części częstochowian okazały się bardzo dokuczliwe. Chyba zabrakło u niego mądrej autorefleksji i rzetelnej oceny zarzutów stawianych mu przez oponentów. Bo też, jeżeli przedsiębiorca z pobliskiej gminy Poczesna nowy zakład buduje w Radomsku, zamiast w Częstochowie, to należałoby się zastanowić, dlaczego.

- Mam wrażenie, że prezydent w dużym stopniu został odwołany na własne życzenie - uważa z kolei Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - Swoim buńczucznym zachowaniem i deprecjonowaniem działań i argumentów przeciwników zmobilizował w dniu referendum swój negatywny elektorat. Ludzie pomyśleli: "My ci pokażemy" i poszli głosować. Nie położył na stół wystarczająco twardych dowodów na to, że dobrze rządzi miastem. To opozycja może ograniczać się do słów, władza musi mieć na poparcie czyny.

Podziel się

  • 137 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów