W Polsce wszyscy jesteśmy zadłużeni
01.07.2011
, aktualizacja: 01.07.2011 15:06
Jedni mają kredyt na mieszkanie, inni na auto. Ja mam dług w spółdzielni
Ramię w ramię, ręka w rękę ruszyli porządkować swoje osiedle. Zamiatają chodniki. Porządkują zieleń, sadzą kwiatki. Malują ławki, kosze i huśtawki. Niedokończony ekonomista i technik-bankowiec, magister pedagogiki pracy, dwie włókniarki, informatyk, malarz pokojowy, laborantka i biznesmen po plajcie...
- My tu prawie jak na czynie społecznym - uważa malarz pokojowy.
- Może niezupełnie, bo nam jednak płacą - oponuje informatyk.
- A może my to czynownicy - rzuca ktoś inny.
Czynownik brzmi dumnie. Że czynownik to carski urzędnik a nie uczestnik czynu społecznego? Nie szkodzi. Lepiej być czynownikiem niż dłużnikiem. Ten majowy czyn niespołeczny jest bowiem dla dłużników częstochowskiej spółdzielni mieszkaniowej Północ. Kto chce, może dług odpracować.
Prawie bohater pracy
Artur, 61 lat, malarz pokojowy, 900 zł zadłużenia w spółdzielni
Parę płynnych ruchów pędzla, jakby od niechcenia, i ławka na osiedlowym placu zabaw pomalowana. Wszyscy widzą, że Artur na malowaniu zęby zjadł.
- A nie trzeba pomalować tego jeszcze raz? - wypytuje więc fachowca mniej fachowy malarz przy sąsiedniej ławce.
- Każą, to się pomaluje - odpowiada Artur. Sam decyzji nie podejmie. Nie będzie się pchał przed orkiestrę.
- A tu deska pęknięta. Może do wymiany? - pyta ktoś inny.
- Każą, to się wymieni - ocenia Artur.
Ten dług w spółdzielni to właściwie nie jego, tylko córki. Ale mieszkają razem: żona, córka, jej mąż i ich dwójka dzieci: wnuk, który urodził się miesiąc temu i siedemnastoletnia wnuczka, mądra dziewczyna, do liceum chodzi. Kiedyś wszyscy mieszkali w jego mieszkaniu, ale je sprzedał. Córka kupiła większe. Pieniędzy ciągle brakuje, więc się długi porobiły.
Artur o tym nie mówi, ale to córka wypchnęła go do pracy dla spółdzielni. Nie mogła wytrzymać jak popijając piwo patrzy godzinami przez okno. Mężczyzna chętniej dzieli się ogólną refleksją o sytuacji swojej i nie tylko: - Kiedyś robota była, a teraz nie ma. Nikt nie zatrudni faceta cztery lata przed emeryturą. A jeżeli już, to na pół etatu albo najlepiej na czarno, a to nic nie da - do emerytury nie doliczą. Z fuchami u ludzi też krucho, bo teraz prawie wszyscy sami malują. Ciężkie czasy. Gdzie ci ludzie mają robić, jak zakłady pozamykali? Lepiej nie będzie, bo frajersko tym krajem rządzą.
Niby-bikiniarz
Jacek, 53 lata, ekonomista bez magisterium. Przedstawia się jako "Szybki"
W cokolwiek ekwilibrystycznych pozycjach maluje na czerwono daszek nad zjeżdżalnią dla dzieci. - Jestem trzeźwy, to nie zlecę - uspokaja. Nie idzie mu może tak płynnie jak Arturowi, ale się przykłada. Żartuje, że jest tu na umowie o dzieło, więc jeszcze to dzieło i w spółdzielni będzie na plusie.
- Wykształcenie mam jak prezydent Kwaśniewski, niepełne wyższe. Czy to znaczy, że jeszcze prezydentem będę? Głównie szukam pracy i tak ze dwa razy w roku znajduję, najczęściej w ochronie. Zazwyczaj na trzy miesiące. Potem mi dziękują, żeby nie trzeba było podpisywać nic więcej niż zlecenie. Oczywiście żadnej odprawy, ani wypowiedzenia, a z dwoma dniami urlopu, które się należą za każdy przepracowany miesiąc też się trzeba spieszyć, bo inaczej pracodawca zapomni.
Niby zawód mam na dzisiejsze czasy dobry, bo ekonomistów potrzeba. Ale ja już do ekonomii nie wrócę, bo wypadłem z obiegu - za moich czasów używało się kalkulatora, nie komputera. Zaraz po studiach pracowałem w zawodzie, ale jak się człowiek ożeni i ma dzieci, to musi przyzwoicie zarobić. No to zacząłem pracować jako robotnik, miałem w hucie trzy albo i cztery razy więcej niż w biurze. Potem sporo jeździłem za granicę, trochę na handel, trochę do pracy, najczęściej w Niemczech. To też się skończyło, choć jesteśmy w Unii - tam potrzebują wykwalifikowanych robotników a nie byłych ekonomistów. W ciekawych czasach przyszło mi żyć, nie?
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Czynownik to brzmi dumnie
ryszardbaranowski
01.07.11, 14:53
Pani Doro. Dobre pióro, dobra robota socjologiczna. Sam kiedyś pracowałem tam na trawnikach, tyle że nie za długi ale w ramach obowiązkowego czynu przed otrzymaniem kluczy do mieszkania. »




więcej zdjęć