, ostatnia aktualizacja 2011-07-11 18:51:41.0
- Dla mnie ci ludzie nie różnią się niczym od kiboli, poza wiekiem i źródłem fanatyzmu. Powinno się z nimi postępować jak z kibolami - mówi dziennikarka Polsat News zaatakowana pod Jasną Górą przez pielgrzymów z Radia Maryja.
Temat mediów, tych dobrych, prawdziwie polskich, z koncernu ojca Tadeusza Rydzyka, i wszystkich innych, złych przewijał się przez całą tegoroczną pielgrzymkę Słuchaczy Radia Maryja. - W każdym polskim domu co najmniej jedno pismo katolickie, a nie te wszystkie śmieci - apelował Rydzyk. I opowiadał, o jakich mediach marzy - takich, które byłyby narzędziem komunikowania się, a nie manipulowania. - Marzę o tym, żeby wszyscy dziennikarze byli sługami prawdy. Sługami prawdy, a nie manipulantami, czyimiś najemnikami - mówił. Bo te inne, nie toruńskie media, kpią sobie z dobrych patriotów, z tych, którym zależy na Ojczyźnie, na ludziach, rodzinie, kpią z Kościoła, z księży. Z ojca Rydzyka także kpią. - Jeden ksiądz pojechał do Brukseli, nie w swojej sprawie, to go chcieli zatłuc od razu, jak powiedział trochę prawdy - mówił sam o sobie.
Dziennikarka Ewa Żarska i operator Bartosz Tomaszewski mieli w niedzielę relacjonować pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja dla Polsat News. Z kamerą próbowali się dostać w sąsiedztwo polowego ołtarza, ale organizatorzy spotkania, czyli podwładni o. Tadeusza Rydzyka nie zgodzili się. Wóz transmisyjny Polsatu News przeniósł się w tzw. pasaż Bareły, czyli należącą do miasta drogę między podjasnogórskimi błoniami a parkami, kilkaset metrów od klasztoru. - Od czasu do czasu pojawiał się ktoś z pretensjami, że filmujemy, ale w sumie było spokojnie - opowiada Żarska.
Do chwili, gdy z jasnogórskiego szczytu, już po mszy do zebranych nie odezwał się ojciec dyrektor. Na telebimach pokazał się obraz polsatowskiego wozu transmisyjnego, a o. Rydzyk powiedział, że cały czas jest tu niezaproszona przez nikogo telewizja i ciekawe, czy nie wypaczy relacji ze spotkania.
- Wokół nas zaczęło się robić coraz gęściej - opowiada Żarska. - Padały najrozmaitsze wyzwiska, w końcu jakiś mężczyzna wyrwał mi mikrofon i uderzył w twarz. Operatora ktoś zaczął okładać drzewcem od biało-czerwonej flagi. Pracuję jako dziennikarka od dziesięciu lat i po raz pierwszy się bałam - tłum dalej gęstniał, a ja wcale nie byłam pewna, czy uda się nam z niego wyrwać.
Jakoś się jednak udało. Wezwali policję. Uczestnicy zajścia trafili na komisariat. Mężczyzna, który uderzył dziennikarkę - 55-latek z Katowic - został przesłuchany i zwolniony. Policja na razie zajmuje się tylko sprawą uszkodzenia kamery i mikrofonu. - W sprawie pobicia mamy wystąpić z prywatnym oskarżeniem - mówi Żarska. - Ja to zrobię na pewno.
Policję wzywała też niedzielę katowicka redakcja telewizji publicznej. - Swój wóz transmisyjny także ustawiliśmy w pasażu Bareły - opowiada Przemysław Adamski. - Zaraz pojawiły się tam starsze panie, które machając parasolkami żądały, żebyśmy się stamtąd wynieśli, używając słów typu: wypier... Przenieśliśmy się w głąb miejskiego parku, żeby już żadnych kłopotów nie było. Gdy przygotowywaliśmy się do nagrania wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, kilka osób ustawiło się przed nami i rozłożonymi parasolkami zasłoniło obiektyw naszej kamery. Dwóm panom wypsnęło się, dlaczego tak postępują - bo na antenie Radia Maryja usłyszeli, że żadne laickie media nie mają akredytacji na tę pielgrzymkę, więc słuchacze mają skutecznie utrudniać pracę tym laickim mediom.
Nasza dziennikarka została natomiast wyzwana od zdrajców, Judaszy, najemników, a potem starsza kobieta wyrwała jej notatki.
- Dla mnie ci ludzie to niebezpieczni fanatycy - uważa Żarska. - Dziennikarze ciągle im ustępują, żeby nie prowokować, a oni nie oszczędzają się w słowach i czynach. Słyszałam, że jestem ku..., albo że moja mama jest ku... Trudno na te zaczepki odpowiadać, bo nauczono mnie szacunku dla starszych. Ale przyznam, że mam tego dość. Wszystkie redakcje powinny przestać im pobłażać. Oni się zachowują dokładnie tak samo, jak kibole, tylko są starsi i źródło ich fanatyzmu jest inne. Z kibolami przecież umiemy postępować.
Jerzy Kłosiński, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
- Oczywiście, że SDP broni dziennikarzy, jeśli są prześladowani. Tym się zajmujemy z zasady, ale nie w każdym przypadku wydajemy stanowisko - bo wtedy te nasze opinie straciłby na znaczeniu. Czytałem różne opinie dotyczące wydarzenia z Częstochowy. Jedni twierdzą, że doszło do pobicia, inni - że dziennikarze Polsatu mogli sprowokować emocjonalne reakcje słowne. Musimy zbadać tę sprawę i podjąć decyzję, czy należy się nią zająć.
Iwona Śledzińska- Katarasińska, przewodnicząca sejmowej komisji kultury i środków przekazu
- Dla mnie nie ma wątpliwości, że to, do czego doszło w Częstochowie, to naruszenie wolności słowa. Muszę się zastanowić, w jaki sposób nasza komisja i cały sejm powinien zareagować. Formalnie, jako komisja, nie mamy regulaminowego ani prawnego narzędzia. Na gorąco przychodzi mi pomysł, by wystosować do ministerstwa spraw wewnętrznych dezyderat i, podając częstochowski przykład, zwrócić się o bardziej wnikliwe kontrolowanie organizacji zgromadzeń publicznych w kwestii zapewnienia warunków pracy dla dziennikarzy. Być może jest jednak jeszcze coś, co w tej sprawie można zrobić.
Dziennikarka Ewa Żarska i operator Bartosz Tomaszewski mieli w niedzielę relacjonować pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja dla Polsat News. Z kamerą próbowali się dostać w sąsiedztwo polowego ołtarza, ale organizatorzy spotkania, czyli podwładni o. Tadeusza Rydzyka nie zgodzili się. Wóz transmisyjny Polsatu News przeniósł się w tzw. pasaż Bareły, czyli należącą do miasta drogę między podjasnogórskimi błoniami a parkami, kilkaset metrów od klasztoru. - Od czasu do czasu pojawiał się ktoś z pretensjami, że filmujemy, ale w sumie było spokojnie - opowiada Żarska.
Do chwili, gdy z jasnogórskiego szczytu, już po mszy do zebranych nie odezwał się ojciec dyrektor. Na telebimach pokazał się obraz polsatowskiego wozu transmisyjnego, a o. Rydzyk powiedział, że cały czas jest tu niezaproszona przez nikogo telewizja i ciekawe, czy nie wypaczy relacji ze spotkania.
- Wokół nas zaczęło się robić coraz gęściej - opowiada Żarska. - Padały najrozmaitsze wyzwiska, w końcu jakiś mężczyzna wyrwał mi mikrofon i uderzył w twarz. Operatora ktoś zaczął okładać drzewcem od biało-czerwonej flagi. Pracuję jako dziennikarka od dziesięciu lat i po raz pierwszy się bałam - tłum dalej gęstniał, a ja wcale nie byłam pewna, czy uda się nam z niego wyrwać.
Jakoś się jednak udało. Wezwali policję. Uczestnicy zajścia trafili na komisariat. Mężczyzna, który uderzył dziennikarkę - 55-latek z Katowic - został przesłuchany i zwolniony. Policja na razie zajmuje się tylko sprawą uszkodzenia kamery i mikrofonu. - W sprawie pobicia mamy wystąpić z prywatnym oskarżeniem - mówi Żarska. - Ja to zrobię na pewno.
Policję wzywała też niedzielę katowicka redakcja telewizji publicznej. - Swój wóz transmisyjny także ustawiliśmy w pasażu Bareły - opowiada Przemysław Adamski. - Zaraz pojawiły się tam starsze panie, które machając parasolkami żądały, żebyśmy się stamtąd wynieśli, używając słów typu: wypier... Przenieśliśmy się w głąb miejskiego parku, żeby już żadnych kłopotów nie było. Gdy przygotowywaliśmy się do nagrania wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, kilka osób ustawiło się przed nami i rozłożonymi parasolkami zasłoniło obiektyw naszej kamery. Dwóm panom wypsnęło się, dlaczego tak postępują - bo na antenie Radia Maryja usłyszeli, że żadne laickie media nie mają akredytacji na tę pielgrzymkę, więc słuchacze mają skutecznie utrudniać pracę tym laickim mediom.
Nasza dziennikarka została natomiast wyzwana od zdrajców, Judaszy, najemników, a potem starsza kobieta wyrwała jej notatki.
- Dla mnie ci ludzie to niebezpieczni fanatycy - uważa Żarska. - Dziennikarze ciągle im ustępują, żeby nie prowokować, a oni nie oszczędzają się w słowach i czynach. Słyszałam, że jestem ku..., albo że moja mama jest ku... Trudno na te zaczepki odpowiadać, bo nauczono mnie szacunku dla starszych. Ale przyznam, że mam tego dość. Wszystkie redakcje powinny przestać im pobłażać. Oni się zachowują dokładnie tak samo, jak kibole, tylko są starsi i źródło ich fanatyzmu jest inne. Z kibolami przecież umiemy postępować.
Jerzy Kłosiński, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
- Oczywiście, że SDP broni dziennikarzy, jeśli są prześladowani. Tym się zajmujemy z zasady, ale nie w każdym przypadku wydajemy stanowisko - bo wtedy te nasze opinie straciłby na znaczeniu. Czytałem różne opinie dotyczące wydarzenia z Częstochowy. Jedni twierdzą, że doszło do pobicia, inni - że dziennikarze Polsatu mogli sprowokować emocjonalne reakcje słowne. Musimy zbadać tę sprawę i podjąć decyzję, czy należy się nią zająć.
Iwona Śledzińska- Katarasińska, przewodnicząca sejmowej komisji kultury i środków przekazu
- Dla mnie nie ma wątpliwości, że to, do czego doszło w Częstochowie, to naruszenie wolności słowa. Muszę się zastanowić, w jaki sposób nasza komisja i cały sejm powinien zareagować. Formalnie, jako komisja, nie mamy regulaminowego ani prawnego narzędzia. Na gorąco przychodzi mi pomysł, by wystosować do ministerstwa spraw wewnętrznych dezyderat i, podając częstochowski przykład, zwrócić się o bardziej wnikliwe kontrolowanie organizacji zgromadzeń publicznych w kwestii zapewnienia warunków pracy dla dziennikarzy. Być może jest jednak jeszcze coś, co w tej sprawie można zrobić.
